Przejdź do głównej zawartości

Posty

Dzień moich maluchów i przepis na uzależniające ciasteczka czekoladowe

Uwielbiam ten moment, kiedy w moją dłoń wsuwa się pulchna dziecięca łapka. Choćbym myślała o czymś innym, świadomość zawsze rejestruje tę chwilę, tak jakby w czasie zetknięcia naszych rąk przeskakiwała niewidoczna iskierka miłości:) Rączki Brozia są jeszcze mięciutkie, ciepłe, na ogół brudne i ciągną w inna stronę ;) Pięcioletnie dłonie Ani już wysmuklały, choć nadal są przecież małe... Zdarza się, że kiedy maluję sobie paznokcie, przybiega i też prosi. Właśnie zdałam sobie sprawę, że przez cały tydzień chodziła do przedszkola z różowymi;)
Kolekcjonuje wszystkie buziaki i tulasy, każdy przejaw czułości, zaufania, tęsknoty, nawet strachu czy bólu, kiedy niezbędna jest mama... Choćby tata był w pobliżu, choćby ręce zajęte zakupami, choćby piętrzyły się inne pilne sprawy. Wiem, że ten etap się wkrótce skończy, szybciej niż się wydaje i będzie mi naszej bliskości brakowało, choć czasem od nadmiaru jednak głowa boli. A mówią, że nie;)
To właśnie dały mi dzieci-poczucie, że jestem komuś n…

Mamusiowe święto

Z okazji Dnia Matki pojawia się tyle tekstów okolicznościowych na blogach, że odpuszczam temat :) Zresztą śledzę już teraz bardzo niewiele stron... Czyszczę nieco głowę, trochę mi jednak szkoda, bo znam kilka kapitalnych blogów, a wiem, że jest dużo więcej, jeszcze przeze mnie nieodkrytych.  I omija mnie. To, czym się inne mamy dzielą.  Takie blogowo-macierzyńskie FOMO... 
ALE na długo przed naszym symbolicznym świętem, trafiłam na kilka wpisów, które mnie poruszyły, bo... takie jest właśnie moje życie. Jak milionów innych mam. Z podobnych elementów się składa, o podobnych rzeczach na co dzień zapominam i cieszę się, że ktoś mi życzliwie przypomni. I to tak, że tylko pozazdrościć lekkości pióra :-) Warto przeczytać, co o perfekcyjnie nieidealnej mamie napisała Dagmara, jakimi przemyśleniami o odwadze do bólu zwyczajnego życia i gotowania mało fotogenicznego rosołu podzieliła się Maja, wreszcie tekst Marty - naprawdę tak dobry, że cały bym chętnie zacytowała :-) Zresztą jej blog to mo…

Poranek

Jest 9:00. Zazwyczaj od dwóch godzin w porannym rozruchu towarzyszy mi Brożuś. Dziś słodko  odsypia jeszcze nocne harce, a ja rozkoszuję się ciszą. To takie rzadkie w moim życiu :-) Teoretycznie mogłabym sobie sama organizować takie błogie chwile samotności, wstając wcześniej. Duużo wcześniej. Tak robią niektóre matki. Ale mnie się to nie kalkuluje ;-) Uwielbiam za to takie niespodzianki, jak dziś. Porządek w kuchni, tykanie zegara, spontaniczna i szczera modlitwa, idealnie gorąca herbata, chrupiące jabłko i ten strumień myśli, który mam możliwość od razu przelewać na bloga. W nocy miałam co prawda nieco inne zdanie na ten temat synowskich fanaberii, ale nie ma tego złego. Zostało mi wynagrodzone ;)
Pomyślałam dzisiaj, że trochę jestem takim robotnikiem ostatniej godziny... Bardziej cenię czas spędzany tylko z synkiem. Minęło 2,5 roku od jego urodzenia - od kolejnej wielkiej życiowej zmiany, kiedy nasz świat ponownie stanął na głowie i tak naprawdę dopiero wraca sukcesywnie do ró…

Łyżka melancholijnego dziegciu

Ostatnio sąsiadka ucieszyła się, że wreszcie widzi mnie uśmiechniętą. Podobno całą zimę chodziłam smutna. 

Moja rodzona córka w wieku pięciu lat zastanawia się, czy urodzi kiedyś chłopca czy dziewczynkę. 
-Może i to i to?-zgaduję. 
-Dwoje? Raczej jedno, nie chcę być tak zmęczona jak ty, mamusiu.

Tymczasem ja nie jestem smutna! Ani zmęczona. Po prostu mam taką fizjonomię poważną :-) To że moje nastroje falują w zależności od różnych czynników też chyba nie jest czymś niespotykanym w przyrodzie. To są zresztą takie naskórkowe wahania, które nie naruszają sensu i kierunku mojego życia ani poczucia szczęścia.
Prawda jest taka, że czy się to komuś podoba czy nie - a  czasem się nie podoba, bo jest "dziwne"- jestem melancholiczką, w dodatku introwertyczką, co wydaje się katastrofalnym połączeniem... Przeżywam wiele i nie zapominam niczego. Ale nie lubię o tym mówić. Wolę słuchać i obserwować. Nie lubię się spierać, dyskutować, wojować ze światem, męczą mnie przebywanie w dużej g…

Wiara jak sitko dziurawa

W jednych z życzeń, które dostaliśmy przed Świętami znalazł się wiersz ks. Twardowskiego. Poeci to jednak mądrzy ludzie są ;)

"Nie umiem być srebrnym aniołem -
ni gorejącym krzakiem -
tyle zmartwychwstań już przeszło -
a serce mam byle jakie.


Tyle procesji z dzwonami -
tyle już Alleluja -
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja."


Ten fragment to sedno moich corocznych frustracji wielkanocnych... Bo ciągle na dystans, ciągle bez zaangażowania serca, ciągle pod dyktando przyziemnych spraw i rozmów o niczym. 
Moja uczuciowa natura pragnęła choć szczypty emocji, łezki przy grobie, dogłębnego przejęcia tajemnicą zmartwychwstania, a musiała ponownie zadowolić się świadomością, że TO się dokonało. Dla mnie także, ale jakby poza mną. Bo byłam zaabsorbowana  pakowaniem prowiantu i połowy domu na wyjazd, który właściwie miał ułatwić, a nie utrudnić. Dodać przynajmniej 100 jak nie 1000 punktów do przeżycia Wielkiej Nocy... Bo byłam zajęta utyskiwaniem na korki, okazywaniem niezado…

Bałagan na patelni, czyli szakszuka z peczukiem

Shakshouka to takie danie, do którego można uprzątnąć z lodówki różne resztki, zwłaszcza po świętach. Podobno ma tyle wersji, ilu kucharzy ją przyrządza, a oznacza "bałagan". Nie jestem w stanie zweryfikować, czy naprawdę tak się tłumaczy, ale tak właśnie wygląda na patelni :) I smakowicie pachnie... Syci i gwarantuje błogi start w sobotnie obowiązki :) Dziś zrobiłam pierwszy raz, na pewno nie ostatni, ileż można jeść klasyczną jajecznicę ;) Wykorzystałam posiekaną cebulę, dwa ząbki czosnku, resztkę kiełbasy jałowcowej, puszkę pomidorów, różne przyprawy-wszystko podsmażone na patelni, na to cztery jajka do ścięcia i żółty ser do posypania oraz pietruszka. Dla Ambrożego oczywiście "peczuk"... Bo czemu nie jeść pomidorów z keczupem, skoro można żurawinę, oliwki i makaron na słodko? Pyszne odkrycie, które zawdzięczam Kameralnej:)
Natomiast Edycie z Wichrowego Wzgórza długo będę wdzięczna za inny przepis - kosmetyczny, choć też z jadalnych składników. Dezodorant z ole…

Mój osobisty MEN

Prawie już wpadałam w objęcia Morfeusza, kiedy mój ukochany doszedł do wniosku, że powinny to być raczej jego ramiona...
-Śpisz? -Mmm... -Opowiedz mi coś, bo nie mogę zasnąć...
Z początku niemrawo, potem z coraz większym ożywieniem zaczęliśmy wspominać licealne czasy, nie wiem co mnie podkusiło. Brak pomysłu na elokwentną konwersację chyba ;) W każdym razie przez mnie Ł. przyśnił się potem w nocy koszmar! A mianowicie zaproponowano mu tekę ministra edukacji. Musicie wiedzieć, że rzadko pamięta swoje sny i zawsze są do bólu realistyczne, ten zapewne też taki był. Co też musiał przeżywać, biedaczek, kiedy zdał sobie sprawę, że kompletnie się na edukacji nie zna. Śmiałam się z niego przez cały dzień, a na obiad zaserwowałam ministerialne kopytka w edukacyjnym sosie:)