Przejdź do głównej zawartości

Posty

100 lat!

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …

Pohyggujemy trochę?

Podobno hyggują wszyscy, którzy akurat z hygge się nie śmieją. A ja mam problem, bo idea jest mi szalenie bliska. Ale nie mam zielonego pojęcia, jak spolszczyć ten termin... Zazdroszczę Duńczykom, że mają słowo - klucz, którym mogą tyle wyrazić i które zawiera ich skondensowaną receptę na szczęście. Chociaż ich język "dla cudzoziemca brzmi tak, jakby ktoś mówił po niemiecku z gorącym ziemniakiem w ustach". Inni porównują duński z kaszlem chorej foki, czego nie jestem w stanie zweryfikować :-) Jako żywo z fokami (i to przeziębionymi) niewiele mamy w Polsce do czynienia. Ale skoro tak twierdzi Meik Viking, dyrektor instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze :-) I autor książki, którą ostatnio w końcu przeczytałam, bo pojawiła się w bibliotece.

Przyznaję, że miałam na nią chrapkę w zeszłym roku, gdyż jest bardziej treściwa od pozycji, którą ostatecznie wybrałam, ale małe literki i format przegrały ostatecznie z pięknymi zdjęciami ;-) Ostatnio natomiast natknęłam się w Empiku…

Dwa filmy na jesienne wieczory

Komedia i dramat, co komu akurat potrzeba :-) Takie, co to na wesoło bawisz się do łez, lekko i przyjemnie, ale z klasą, na smutno zaś nie nadążasz z emocjami do ostatniej minuty, przy czym zakończenie zostawia cię ze znakiem zapytania... Akurat ja należę do osób, które lubią, kiedy opowieść kończy się dobrze. Jak się kończy źle, to Ł. się śmieje z mojej naburmuszonej reakcji, ale jak to, ale czemu. Natomiast kiedy nie wiadomo jak się właściwie skończyło, to już dramat ;-) Takich filmów nie potrafię zapomnieć. Może znacie to uczucie, że już wiecie, kto jest dobry, kto zły, kto winny, kto niewinny, a tu bach - nowy szczegół wywraca ci to wszystko do góry do nogami. Taki właśnie jest Fahradi. Jego filmów nie ogląda się dla relaksu. Natomiast napad na bank w wykonaniu trzech starszych panów - jak najbardziej :-)
W starym, dobrym stylu


Przeszłość


Perfekcjonizm niejedno ma imię

Jakoś tak otarłam się ostatnio o temat perfekcjonizmu i być może dobrze by mi zrobiło podrążyć go nieco głębiej. W przypadki nie wierzę. Może to jakiś znak :-) Gdzieś w głębi serca jestem na pewno taką niespełnioną perfekcjonistką. Chociaż na pozór nie mam wiele wspólnego z pewnym moim wyobrażeniem perfekcyjnej żony i matki, idealnej gospodyni, spełnionej kobiety, pracowitej i samodzielnej, pewnej siebie, swojego stylu, decyzji, wyborów - od metod wychowawczych po zakupy. Chociaż Ł. powiada, że z taką mną by się nie ożenił ;-) Może ma rację. Ja Pana Idealnego też bym się bała :-)
Perfekcjonista według słownika to nie tylko człowiek perfekcyjny, ale także ten chcący osiągnąć perfekcję. Ja w wielu dziedzinach bym chciała... A że nie potrafię - bywam często sfrustrowana i niezadowolona z siebie. Nie wiedziałam natomiast, że wyróżnia się aż kilkanaście typów perfekcjonistów, z czego w kilku spokojnie mogę się odnaleźć... Może nie jestem pedantką, może nie profesjonalistką w każdym calu,…