Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013
O czym myśli taki mały szkrab?  Jak odbiera swój szczęśliwy świat, utkany z bezwarunkowej miłości mamy i taty?

Ł. zatytułował ten portrecik "Ania frasobliwa", ale ja życzyłabym sobie takich zmartwień, jak ma nasza córeczka:-) Nadmuchuje dla niej "banony" na sylwestrowy wieczór i marzę, żeby kolejny rok był przynajmniej tak szczęśliwy, jak miniony. Żeby starczało mi cierpliwości, siły, pomysłów, inicjatywy, weny do pisania. Żebym miała więcej dystansu, a mniej skłonności do oceniania, pouczania i udzielania porad. Żebym pisała wyłącznie miłe komentarze na blogach, a o ludziach mówiła tylko dobrze...Żebym nie zamykała się w sobie, czerpała szczerą radość z drobiazgów i chociaż w jednej dziedzinie osiągnęła wyższy poziom prostoty :-) I żeby Opatrzność nadal nad nami czuwała...

Urodziny Boga

Poniższe ujęcie Bożego Narodzenia ujęło mnie stylistyką odmienną od wszechobecnych cukierkowych szopek. Życzę Wam nie tyle słodkiego świętowania, co głębokiego i bogatego w treść.
"Obraz nawiązuje stylistyką do estetyki średniowiecznej. Na złotym tle symbolizującym świętość artysta umieścił ozdobnym gotyckim pismem biblijny cytat: szósty wers z jedenastego Psalmu z Psałterza Gallikańskiego, łacińskiego przekładu Księgi Psalmów, dokonanego przez św. Hieronima. Brzmi on: „Propter miseriam inopum et gemitum pauperis nunc exsurgam dicit Dominus” (Wobec utrapienia biednych i jęku ubogich teraz powstanę – mówi Pan).
 Obraz ma ciekawą historię. Edward Burne-Jones namalował go dla kościoła św. Jana Apostoła w Torquay (Anglia). Po ponad stu latach, w roku 1989, dzieło sprzedano, żeby zdobyć fundusze na remont kościelnego dachu. W 1997 r. kupił je na aukcji znany brytyjski kompozytor Andrew Lloyd Webber, twórca wielu sławnych musicali."
Rozmowa sprzed kilku dni:

Ja: Kochanie, co byś zjadł na obiad, bo nie mam pomysłu?

On: Cokolwiek, Skarbie, mogą być nawet pyzy ziemniaczane z mrożonki.

Ja (myśląc po  cichu): Nie no nie, aż tak źle nie będzie, jak już mam coś kupić, to może coś bardziej wymyślnego, hmm, co tu mają....tortellini z mozarellą i pomidorami, do tego sosik śmietanowy z wczorajszym mięskiem i  świeżą bazylią, super, może być.

Ja ( przy obiedzie): I co, jak smakują Ci te pierożki?

On: W sumie dobre.. ale czemu nie pyzy?

Ja: Lubisz pyzy??

On: Pewnie, kiedyś często jadłem, w piątki z cebulką (wyraz rozmarzenia w oczach)

Ja: No ładnie, przez pięć lat nie powiedziałeś, że lubisz pyzy :-)

Podobnie było z brukselką, której szczerze nie cierpię i nie gotuję, a że Ł o nią nie pytał, to przez 4 lata nie jadł :-) Nie tylko mężczyźni się nie domyślają różnych rzeczy, kobietom też trzeba mówić, czego się chce:-) Mój mąż najwyraźniej wychodzi z założenia, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :-) Nigdy nie marudzi …

Przygotowania

Jakoś mi tak średnio wychodzą... Polegają na wzbudzaniu ducha Świąt, gapieniu się w listę potraw i wyjadaniu pierniczków, tudzież makowca, który smakowicie się zapowiadał i na którego nie pożałowałam ośmiu jajek, niemniej spektakularnie pozbawiłam go wszelkich walorów wizualnych, bo pomyślałam, że metoda studzenia biszkoptu nada się i w tym przypadku. Polega na tym, że stawia się blaszkę do góry dnem. Cóż, nie tym razem... Może i patyczek był suchy, ciasto wyrośnięte, ale w środku ciężkie i półpłynne...Gdzie moja wyobraźnia. Na szczęście walory smakowe się ostały, zebrałam kawałki aromatycznego zakalca, podpiekłam i przełożyłam bitą śmietaną. Pyszne, nie powiem, ale okupione poczuciem beznadziejnej porażki. Czyżbym umiała już upiec jedynie mufinki i jabłka z kruszonką... Drżę o resztę wigilijnych potraw ;-) Drżę, czy zdążę chociaż wyprasować uzbierany stos i posprzątać z grubsza mieszkanie, bo o myciu okien, układaniu w szafach czy odkurzaniu pod łóżkiem nawet głośno nie myślę. Troch…
Wrocław, Wrocław... Miasto trochę moje, bardziej już nie. Krasnale przed Ratuszem spoglądają na jarmark świąteczny, który z roku na rok obejmuje coraz większą powierzchnię, sklepy i galerie tętnią życiem, za którym nie tęsknię. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal :-) Zrobiłam, owszem, rundkę prezentową, ale błyskawiczną - niesiona ostatnimi podrygami huraganu Ksawery wpadłam w zaplanowane wcześniej miejsca, nabyłam, co mi się spodobało i wróciłam czym prędzej do własnego ukochanego krasnalka, który w towarzystwie babci, cioci i kuzynów nawet nie zauważył, że nie ma mamy. Popołudnie spędziliśmy na wycinaniu pierniczków, wdeptywaniu mąki w krzesła i zabawie. Ania zrezygnowała z drzemek, żeby nie stracić ani godziny z pobytu u dziadków :-) Nagromadziłyśmy wrażeń, żeby starczyło do następnego spotkania i dziś leniwie odpoczywamy w domku.
Wczoraj miałam pierwszy relaksowy wieczór po chorobie Ani, pochłonęłam bez opamiętania dwa naleśniki z czekoladą korzenną i bitą śmietaną oraz "Szczęście w cichą noc" Ficner-Ogonowskiej :-) Nastrój w głowie zapanował mi iście świąteczny... Zaczęła powstawać lista potraw, zgłodniałam od samego czytania przepisów, a myśl o śledziach ze śmietaną spowodowała, że kupiłam kilka i przegryzają się w lodówce na kolację...  bo na Boże Narodzenie raczej nie będzie - nie lubimy :-) Nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja, u kogo spędzimy Święta. Wspaniałym, acz niewykonalnym rozwiązaniem byłoby połączenie wszystkich rodzin przy jednym ogromnym stole. Jak w moich ulubionych książkach :-) Ale prawdopodobnie przyjmiemy model Wigilii we własnym sosie i budowaniu rodzinnych tradycji z Anią, a potem odwiedzaniu bliskich w kolejne dni. Zobaczymy...

Kobiety górą :-)

Dla mnie idealny film na jesień.
Urzekające kolory - na to przede wszystkim zwróciłam uwagę za drugim razem, bo za pierwszym skupiłam się na fabule :-) I ten klimat...  pogodny, lekki, subtelny, elegancki, pełen wdzięku i południowego temperamentu tytułowych kobiet z szóstego piętra.
Francuski humor w moim ulubionym wydaniu.

Światełko w twórczym tunelu?

Rosół z królika pachnie w całym domu, niedzielne ciacho też jest :-) Dobry, spokojny czas...

Z ciekawości zajrzałam w czeluści Internetu, czy wiadomo coś więcej o zapowiedzianej kontynuacji Jeżycjady. Jesienią tęsknię za Borejkami... Autorka pokazała okładkę! W przeciwieństwie do "McDusi", ta urzekła mnie od razu:


Wiem, że trzeba uzbroić się w cierpliwość, na poprzednią część wielbiciele pani Małgosi czekali długo. Ta też "będzie kiedy będzie". I dobrze :-) Tymczasem przeczytałam artykuł "Musierowicz jest w złym humorze". Niechęć i dystans do świata literackich bohaterów / całego cyklu jest mocno wyczuwalna... Tylko paradoksalnie to, co niektórych w Jeżycjadzie irytuje i niepokoi, mnie się podoba i sprawia, że uzależniłam się od tego klimatu - nie chcę z niego "wyrosnąć". Oczywiście, są elementy, które mnie czasem irytują, ale przymykam oko. Myślę, że ten styl można albo bardzo lubić, albo szczerze nienawidzić i wytykać autorce różne rzeczy. Ja …
Tak już mam, że po przedłużonych weekendach i urlopach powrót do rutyny jest dla mnie sporym wyzwaniem. Niezależnie od dnia tygodnia następuje aklimatyzacyjny poniedziałek... Dzisiaj wyjątkowo łatwo tracę cierpliwość. Nie znoszę tego uczucia, że gdzieś we mnie rośnie taka gula zniechęcenia, irytacji, napięcia i rozdrażnienia. A przecież wszystko jest pod kontrolą, mieszkanie ogarnięte w miarę, pranie powieszone, Ania śpi. Nawet tuszu do rzęs użyłam na przekór chandrze, ubrałam się ładnie. I co? I nic. Denerwuje mnie słońce... Bo nie wiadomo jak się ubrać na spacer: w plecy grzeje, w uszy wieje. Dziecko wierzga, matka się poci, rozbiera, ubiera. Kurcze no! Jak jest zimno albo deszcz to wiadomo. Jak jest ciepło też. A tak...

Za to w Łodzi było cudownie, wesoło, pysznie, gościnnie, ciekawie. Potrzebowałam takiej odskoczni.  Gosi i Przemku, jeszcze raz bardzo Wam dziękuję :*
Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to nie są dla mnie "smutne święta". Może dlatego, że wszystkich najbliższych mam jeszcze po tej stronie. Antosia rozpatruję bardziej w kategorii zysku niż straty. Ma swój specjalny kącik w mojej głowie, wierzę, że jest szczęśliwy i troszczy się o nas -  nie mam potrzeby zastawiania mu nagrobka zniczami i zabawkami. Tajemnica przeżywania żałoby często daje mi do myślenia, kiedy czytam, jak w różny sposób to cierpienie odbija się na tych, którzy zostali... Zwłaszcza w listopadzie te tematy wracają. I myślę...Czy ja może jestem jakaś niewrażliwa, że nie chodziłam codziennie na cmentarz, że nie pisałam poetyckich listów do synka, że nie wpadłam w depresję, nie zalogowałam się na portalu dla rodziców po stracie,  nie obchodzę 15 października, nie puszczam baloników do nieba? Myślę, że po pierwsze to łaska wiary w obcowanie świętych.  Pomogła nam łagodnie uporać się z żalem i tęsknotą. Po drugie: Ania. Nie zamiast, ale jako naturalna kolej rze…

Podróże w czasie i przestrzeni

Przeczytałam "Nasz mały PRL. Pół roku w M-3 z trwałą, wąsami i maluchem" Meyzy i Szabłowskiego. Pośmiałam się, nie powiem, trzeba mieć naprawdę dużo fantazji, żeby odtworzyć ze szczegółami '81 rok. Zmienić ubiór, uczesanie, dietę, nawyki kosmetyczne i zakupowe, wszystko! Jeść tyle, ile kartki pozwolą i tylko to, co było dostępne w tamtych czasach. A więc żadnej kawy z ekspresu, oliwy z oliwek, suszonych pomidorów, pizzy. Do łask wracają kartofle, wszelkie dania mączne, śledzik, smalec, parówki, mortadela i sardelki. Autor przytył w czasie eksperymentu 11 kg - ciekawe, ile zajęło mu zrzucenie balastu :-) Z łazienki znikają antyperspiranty, podpaski, maszynki jednorazowe, bo nóg i pach się nie goliło ;-) Córeczka przerzuca się na tetrę i ceratowe majtki oraz zabawki z epoki. Mąż na wąsy i zaczeskę, żona na trwałą ondulację. Laptopa zastępuje maszyna do pisania. Rozrywki dostarcza telewizor Rubin i radiomagnetofon Kasprzak. Znikają telefony komórkowe, przestaje istnieć Int…

Sobota w Lubiążu

Grzech nie korzystać z tak pięknej jesieni, więc nie skoro świt, ale około 11 po zamontowaniu Ani nowego tronu w samochodzie wyruszyliśmy do Lubiąża. Kto by pomyślał, niecała godzina drogi, nakład finansowy nieduży, a poczuć się można jak na urlopie, z dala od domu...  Nie jestem zdecydowanie typem konesera zabytków, z całej wycieczki zapamiętałam najbardziej pyszną Sałatkę Cysterską w przemiłej Karczmie oraz motto 'Podstawową zasada wytwornej kuchni jest prostota". Ania z pewnością powiedziałaby, że najbardziej warte uwagi były krowy pasące się dostojnie u stóp ogromnego kompleksu pałacowo-klasztornego, pieski, kotki i kury oraz duuużo szeleszczących liści, po których z początku bała się chodzić. Mój mąż jak go znam najbardziej zachwycał się architekturą i wszelkimi odniesieniami historycznymi. Być może pierogi i sernik też mu smakowały, ale na dalszym miejscu rankingu ;-)

Szkoda, że potencjał tego miejsca nie może być wykorzystany z braku pieniędzy... Po 50 latach prac rem…
Ja chcę takie coś!! Tylko fotele inne...
Mam ogromną satysfakcję, bo nadrobiłam kilka zaległych spraw porządkowych. Takie nic, takie drobiazgi, okazuje się, że w jeden wieczór można wyprasować kilkanaście koszul, powklejać zaległe zdjęcia do rodzinnej kroniki, pochować Ani część zabawek, zakleić szafę z albumami, bo rozrzuca notorycznie, spakować matę piankową, ogarnąć biurko. I pójść nawet wcześnie spać :-)
Jutro Ł ma imieniny i wie, co dostanie, bo jemu bardzo trudno zrobić niespodziankę :-) Poprzedni prezent przejął z rąk kuriera, a że było opakowane w przejrzystą folię to i zobaczył. Ja zresztą należę do osób, które z trudem utrzymują sekrety...A już mój mąż zawsze widzi, że mam jakąś tajemnicę, a zadawać podchwytliwe pytania i przesłuchiwać umie z racji zawodu ;-) Ostatnio delektuję się szykowaniem prezentu ślubnego dla znajomych, bardzo miłe zajęcie :-) A  już wkrótce zacznę gromadzić upominki mikołajowe i gwiazdkowe, jeden z plusów jesieni, choć uważam, że na gadżety i słodycz…

Film "Omega-3. Czyim kosztem?"

"Kapsułki z kwasem tłuszczowym omega-3 to bardzo popularny suplement, zażywany przez każdego, kto chce podnieść odporność organizmu lub walczyć ze stanami zapalnymi. Nic dziwnego, że ich produkcja stała się bardzo lukratywnym biznesem. Biznesem, który ukrywa przed konsumentami swe ciemne strony.

Nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3 mają zbawienny wpływ na zdrowie -- spowalniają starzenie, podnoszą odporność, działają przeciwzapalnie i przeciwnowotworowo. Problem w tym, że ludzki organizm ich nie wytwarza. Pozyskać można je jedynie z zewnątrz, a najbogatszym źródłem cennych kwasów jest rybi olej.
Pomysł nakręcenia niniejszego dokumentu pojawił się w kwietniu 2009 roku, gdy twórcy filmu dowiedzieli się, że kapsułki sprzedawane na norweskim rynku nie są wcale wypełnione tranem z miejscowych łososi, lecz wyciągiem z południowoamerykańskich ryb, co do świeżości których można mieć poważne zastrzeżenia. Tak rozpoczęło się śledztwo, które zaprowadziło ich m.in. do Chile i Peru. Wkrótce na …

"Kto czyta, żyje podwójnie"

Dowiedziałam się właśnie o kampanii Zaczytani, która ma na celu tworzenie bibliotek na oddziałach dziecięcych szpitali, w hospicjach i domach dziecka. Książki mają być i do czytania i do zabrania ze sobą. Więcej o projekcie, jak również adresy, pod które można wysłać swój "wkład" można znaleźć na TEJ STRONIE.
Lubię czytać. Bardzo. Uwielbiam trafiać na lektury, które pochłaniają i poruszają. Tak, płaczę czasem, podobnie jak na wzruszających filmach, śmieję się głośno też.  Uczę się nieczytania na siłę pozycji, które idą mi jak po grudzie, okazują się nietrafione, dziwne, niezrozumiałe, ponure. Choćby to były bestsellery, obsypane nagrodami, paszportami, Bóg wie czym. Nie mam ynteligenckich ambicji ;-) Drugiego i trzeciego dna oraz sensów tajemnych nie mam ochoty poszukiwać. Do biblioteki chodzę z Anią, więc mam czas tylko na pobieżne przekartkowanie, a czasem dopiero w domu okazuje się, że nie warto było pożyczać i wnosić na III piętro...
Uwielbiam zapach nowych książek w ks…

Życie, życie

To smutne i przykre, że nazywanie aborcji wprost zabiciem dziecka powoduje u wielu potoki wściekłej piany, przypływ agresji i uszczypliwych komentarzy. Doświadczyła tego Kaja Godek w polskim parlamencie, gdzie miała odwagę wystąpić z prezentacją projektu obywatelskiego zakazującego aborcji eugenicznej. Jestem pełna podziwu dla jej klasy i opanowania. Posłowie niestety zawiedli na całej linii, a pani Kaja doświadczyła na własnej skórze poziomu "merytorycznych" rozmów w Sejmie. A teraz doświadcza dalszych przykrości i grożenia procesami za "mowę nienawiści". Nihil novi...
Dzisiaj w procesie Terlikowski-Tysiąc sąd uznał, że można użyć określenie zabijanie dzieci w  odniesieniu do aborcji, ale ogólnie, a nie w konkretnym przypadku, więc pani Tysiąc została obrażona i należą jej się przeprosiny i 10 tysięcy. Nigdy nie  przestanie mnie zadziwiać tupet tej kobiety.
Na forum też gorący wątek o aborcji eugenicznej i "wyborze kobiety" w ogóle. Nie pojmuję, jak moż…

Kulinarne hity tej jesieni

Po pierwsze odkryłam cebularz! O ile można tak to nazwać, bo oryginalny, wywodzący się z kuchni żydowskiej, pieczony był podobno z makiem i popularny na Lubelszczyźnie. Mój jest wersją Macieja Kuronia, a trafił do naszej kuchni z chustoforum, a jakże ;-) O ile nie znoszę cebuli na pizzy, to w tym wydaniu, podsmażona wcześniej na masełku i królująca jako jedyny dodatek do ciasta... Pychotka :-) Piekłam i na mleku, i na wodzie, z jajkiem i bez, w wersji wyłącznie cebulowej, z dodatkiem żółtego sera, koziego, kiełbasy, ziół. Sos czosnkowy pasuje bardzo. Jeszcze bardziej miłe towarzystwo :-) dodałabym: piwo, ale nie lubię ;-) I filmik jakiś, z tym bieda ostatnio, bo wypożyczalnię jedyną zamknęli... Iplex wieje nudą. Do gazet coś tam czasem dodają, ale za 30 zł, obejdziemy się...Są inne jesienne rozrywki.
Po drugie ciasta bez ciasta, czyli sernik i crumble  :-)  Mało z nimi roboty, a przyjemności z jedzenia dużo.
Co do sernika, chyba każdy ma swój sprawdzony przepis. Ja zmiksowałam 3  jaj…

Pyszna wycieczka

Nasze trasy spacerowe pokryła gruba warstwa kasztanów, na głowy sypie się deszcz żołędzi, a we włosy wplatają nitki babiego lata. Cieszę się jesienią, może dlatego, że nie lubię ani upałów, ani mrozów. Lubię za to gorącą czekoladę, herbatę z przyprawami, szarlotkę na ciepło i wszystkie inne upojnie pachnące ciasta, rozgrzewające i tuczące :-) Wrzesień i październik kojarzą mi się z początkiem roku szkolnego i akademickiego, kiedy wszystko jeszcze cieszyło i ciekawie się zapowiadało. Potem, wraz z listopadem, wkraczała bura rutyna, mgła, chlapa i czekanie, aż śnieg pobieli szarości i nadejdą Święta. Za tym miesiącem jakoś nie przepadam. Ale póki co zaczyna się dopiero październik, liście nabierają kolorów, można nosić puszyste szale i chusty, dziergać kolejne, wdychać rześkie powietrze i ruszyć się z domu nieco dalej dla odmiany. Na przykład do Świdnicy.  Czemu tam? Bo słyszeliśmy, że przy Kościele Pokoju jest fenomenalna kafejka. I co? I warto było 2 godziny tam jechać :-)




Życie w rytmie slow

Podoba mi się myśl:tyle mamy z życia, ile celebrujemy. 

Moje od kilku lat toczy się nieśpiesznie, stabilnie, przewidywalnie. Nie mam może talentu do tworzenia nastroju, dekorowania i upiększania mieszkania, gromadzenia pięknych bibelotów, bo bliski mi jest raczej styl prosty, estetyczny i funkcjonalny. Ale lubię świętować, obchodzić miłe rocznice, cieszyć się z drobiazgów, piec ciasta bez okazji, hołubić nasze małżeńskie i rodzinne rytuały. Uwielbiam spokojne wieczory z Ł, kiedy siedzimy gdzieś blisko siebie i każde czyta swoją książkę, w tle sączy się kojąca muzyka, nie musimy nic mówić...Choć pogawędzić przy herbacie też lubimy :-) Celebrujemy nawet sobotnie zakupy, które nieśpiesznie robimy na stałej trasie ryneczek, piekarnia,  plac  zabaw, mięsny, biedronka :-) Dzisiaj lidl dla odmiany ;-) 
Czy to już podpada pod nurt slow life? Trudno określić...

Nie mamy telewizora, radio włączamy rzadko i tylko dla muzyki, nie dla informacji, portale internetowe przeglądamy wybiórczo, nie rela…

Szarlotka-pychotka

Mój ulubiony przepis na jesienny jabłecznik, zaczerpnięty lata temu z książki kucharskiej Małgorzaty Musierowicz  "Całuski pani Darling"

Fenomenalne, pachnące ciasto, nie można mu się oprzeć, szybko znika...  Z trudem zrobiłam kilka zdjęć na szybko ;-)


Przepis:

3 dkg drożdży  mieszamy w kubeczku z łyżką ciepłej wody i łyżeczką cukru.

Zagniatamy w misce 15 dkg mąki, 10 dkg masła, 1 jajko, szczyptę soli, torebkę cukru waniliowego i drożdże z kubeczka. 

Ciasto dzielimy na dwie części. Jedną z nich wylepiamy formę tortową, wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą.  Do środka wkładamy pokrojone jabłka, ok 4-5 sztuk,  polewamy masłem roztopionym z cukrem (po 3 łyżki) i wymieszanym z rodzynkami (ok 10 dkg). Oprószamy cynamonem i nakrywamy pozostałą częścią ciasta, rozwałkowaną na kształt tortownicy. Ja smaruję wierzch łyżką wody, którą płuczę rondelek po nadzieniu rodzynkowo maślanym :-)
Pieczemy ok 40  min w 180 st
Podaję na ciepło z bitą śmietaną :-)


Idę po dokładkę :-)
Jesień przejawia się u mnie skłonnością do melancholii i okopywania się w gniazdku z koca. Dzięki Ani mało to jakoś możliwe technicznie, więc jest łatwiej i aktywniej :-) Bez względu na pogodę spacerujemy, że o pozostałych zajęciach okołodziecięcych nie wspomnę. Dziś tylko nieco mi łyso, bo Ł wybrał się w góry na męski wypad. Cieszę się z tego ogromnie, bo potrzebuje tego jak kania dżdżu. Jest takie powiedzonko? Może mało trafne w tym przypadku, bo życzę im ładnej pogody :-) I żeby nie pomyślał, że mam go za jakiegoś grzyba :P A nieswojo się czuję, bo jako rasowa domatorka mogę całe dnie spędzać sama/z dzieckiem, proszę bardzo, ale noce to inna bajka... Strachliwa jestem :-) Zamknęłam drzwi na dodatkowy zamek ;-) Mam nadzieję, że będę miała normalne miłe sny, bo ostatnio zdarzył się jakiś koszmar jeden z drugim. A śni mi się realistycznie, o czym niech świadczy scenka z wczoraj, kiedy przypomniałam mężuniowi na odchodnym rano, żeby zapisał się do dentysty. Po co? No przecież mówił mi…

Wystarczająco perfekcyjna

Tak będę mówić w przyszłości...
Na razie wymówki nie mam ;-) Ania bałagani w normie dla swojego wieku, kilka razy dziennie zgarniam rzeczy  na miejsce i jest ok. Gorzej z takim prawdziwym sprzątaniem...Z fugami, osadami kamienia, mydła i tłuszczu: na płytkach w kuchni, na szafkach pod sufitem, drzwiczkach piekarnika, a nawet kloszu od lampy. Wszędobylski paskud...Z myciem okien tez jestem na bakier, z segregowaniem prania, czemu mąż zawdzięcza błękitny podkoszulek, a ja spodnie w ciapki. Lodówka nie była rozmrażana wieki. Że nie wspomnę o piwnicy. Tak więc - podsumowując - spojrzenie lodowatych oczu Perfekcyjnej Pani Domu zmiotłoby mnie w kąt razem z milionem okruchów nałogowo podjadanych ciasteczek. Dlatego jej nie zapraszam, a nawet nie śledzę perypetii w tv, bo primo:  nie mam, secundo: żeby się  nie frustrować. 
"Jak wiadomo, nikt nie czuje się dobrze w domu, po którym widać, że ktoś w nim mieszka. Dlatego należy wyeliminować z pola widzenia produkty spożywcze, ubrania i dzie…

Forum nałogowców

Czasem zastanawiam się, co mnie tak wiąże z chustoforum :-) Dziecko wożę w wózku, chusta leży odłogiem, ekologiczne zapędy skończyły się w zamierzchłych czasach prób posprzątania domu sodą i octem, wielopieluchowanie na pierwszych kupach do sprania ręcznie, a naturalna pielęgnacja na pudełku balsamu hand made, który mi się wylał do pudełka z biżuterią. Nie gotuję Ani zup z warzyw bio, nie przywożę ze wsi jaj od szczęśliwych kur, nie podaję na śniadanie jaglanki, tylko kaszę instant i zniżam się do półek z daniami w słoiczkach, które podaję łyżeczką, nie pozwalając dziecku wsmarować jedzenia we włosy i okoliczne ściany. Idea rodzicielstwa bliskości jest mi bliska, ale czasem rozumiem je inaczej, niż spora grupa mam, nie strawiłam "W głębi konntinuum" i Jaspera Juula, nie we wszystkim zgadzam się z Agnieszka Stein.

Ale praktycznie od czasu ciąży nie ma dnia, żebym nie logowała się na forum i nałogowo nie śledziła wątku rówieśniczego. Inne działy odwiedzam sporadycznie, bo cza…

Zaklinacz dzieci

Dobiegł mnie przed chwilą lekki smrodek spalenizny. Skoro ja nic nie gotuję, to pewnie od sąsiadów.  Jakby bardziej śmierdzi, sprawdzę. To jednak mój sos pomidorowy... Nosz kurcze, myślałam, że tylko w ciąży miałam tak zaawansowaną sklerozę. Od dłuższego czasu udawało mi się pamiętać o garnkach i nie zostawiać kluczy w drzwiach, a tu masz. Pomidora malinowego szkoda ;-)
Nie cierpię takich dni, jak dzisiaj, kiedy jestem niewyspana, pogoda szaleje, dziecko ząbkuje i podważa moje kompetencje rodzicielskie, a konkretnie umiejętność położenia śpiącego malucha spać. Która to czynność była banalnie prosta, dopóki smoczkiem i podusią była moja pierś. Choćby siedem razy w nocy. Dopóki spaliśmy razem można było machnąć ręką, przynajmniej jako tako się wysypiałam. Ale Ł nie...A w tym cały jest ambaras, żeby troje chciało na raz, a nie tylko mama i dziecko. Ponieważ chcę się trzymać zasady, że mąż jest ważniejszy i jakby nie patrzeć- jest na swoim miejscu w łóżku, w przeciwieństwie do rozwierzga…

Adidasy z wkładką

Wczoraj zainaugurowałam jesień wyjściem na aerobik. Żeby nie było mi smutno, znalazłam w bucie drewniany klocek :-) Jaki dziwny jest ten czas. Dalej czułam się jak studentka na w-fie, wyglądam pewnie podobnie, ale mięśnie już mają 10 lat więcej ;-) A najlepsze było to, że kiedy wróciłam, Ania spała! Ukłony dla Ł, świetnie się spisuje i nie wymięka jak ja, kiedy mała oprotestowuje naukę zasypiania bez cycusia...Serce matki nie nadaje się do takich eksperymentów...Gdybym nie była przekonana, że to dla dobra całej rodziny, dalej byłabym na każde zawołanie, oszczędzając jej najmniejszego stresu.

Dziś myślę o Antosiu w jego drugie "urodziny"

3 września sprzed dwóch lat pamiętam, jakby to było wczoraj, a jednocześnie mam świadomość upływu czasu. Układają się w mojej głowie: obrazy, wspomnienia, emocje, spotkani ludzie i tworzą mnie taką, jaka jestem. A jestem niesamowicie szczęśliwa i dziękuję Bogu za wszystko, co nas spotyka. Za to, że nas nie opuszcza w trudnych doświadczeniach,…

Ciasto bez mleka i bez jajek

Sierpień przyniósł w mojej kuchni miłe urozmaicenie: nie widzę specjalnej reakcji Ani po białku jajka i po kakao! Czyżby skaza pomału ustępowała??  Ale chociaż skuszę się już od czasu do czasu na "normalne ciasto", jajko na twardo czy trochę jajecznicy, dalej z przyjemnością piekę po wegańsku, czyli bez mleka i jaj. Przyznaję, że gdyby nie objawy alergii u dziecka, w życiu nie przyszłaby mi na myśl taka fanaberia. Zresztą dieta eliminacyjna udała mi się dopiero za trzecim podejściem, po ewidentnych objawach skórnych... Okazała się też w miarę łatwa, a wybór dozwolonych produktów - szerszy niż myślałam. A kiedy poczytałam więcej o tym,  jak to nabiał w diecie jest przereklamowany, ustąpiło nawet uczucie pozbawienia czegoś istotnego, jak sądziłam, dla zdrowia. Przy kolejnym dziecku wprowadzę profilaktycznie dietę bezmleczną w pierwszych miesiącach największych sensacji brzuszkowych. Sądzę, że jest to korzystne nawet u potencjalnie zdrowych dzieci, zanim układ pokarmowy dojrze…

Pierwszy krok w nowych butach

Nie o butach Ani będzie. Jeszcze sama nie chodzi :-) Ale za to ja po 14 miesiącach od porodu wreszcie poczułam, że mam siłę pomyśleć o jakiejś formie nadprogramowej aktywności fizycznej. Bo standardowo są spacery, wnoszenie Ani, zakupów, gimnastyka artystyczna przy karmieniu etc. Mam od tego niedowagę, ale korzystnego wpływu na kondycję i mięśnie brzucha, tudzież pleców - nie widzę. Doszłam  więc do wniosku, że najlepiej od razu przejść od myśli do czynów. Oznajmiłam rodzinie, że zapisuje się od września na aerobik, a dziś kupiłam z zapałem odpowiednie buty. Ewa Chodakowska podpowiada Polkom, że muszą być porządne i z amortyzacją, więc pierwszy raz w życiu zainwestowałam w oryginalne Adidasy, żeby szkoda było ich nie wykorzystać ;-) Takie śliczne, wrzosowe. Co więcej - żeby po nie pojechać siadłam za kierownicę po przerwie można powiedzieć 2,5 letniej, bo w ciąży unikałam stresu, potem bałam się narażać rodzinę, zawsze była jakaś wymówka, aż prawo jazdy ważność straciło. Teraz mam ju…

Dom, w którym ożywają wspomnienia

Jest na  Śląsku jedno takie miejsce, ważne dla mnie i dla mojego męża - Dom Rekolekcyjny w Jasionej, nazywany przez Gospodarzy Miejscem Ciszy i Modlitwy. Enklawa prostoty, jakby wyjęta z tego świata, z którą wiążą się różne wspomnienia, a każdy kolejny wyjazd dokłada do poprzednich nowe emocje.  Zaczęłam odwiedzać Jasionę w trakcie studiów, burzliwie zastanawiałam się nad swoja drogą życiową, szukałam spokoju i odpowiedzi na różne pytania natury egzystencjalnej :-) Potem pojawił się Ł i pojechaliśmy razem. Mogę powiedzieć, że noc spędzona na rozmowie przy kominku była punktem zwrotnym naszej znajomości i jeszcze tego samego miesiąca zostaliśmy parą. 

W kolejnych latach jeździliśmy kilka razy do roku - na Weekendy Ciszy i wakacyjne rekolekcje z warsztatami: kaligrafii średniowiecznej - świeżo po ślubie, witrażu i płatnerstwa - w ciąży z Antkiem, a w tym roku - dla mnie pod dwóch latach nieobecności - na iluminatorstwo w stylu iroszkockich mnichów :-) Znaczy malowałam ja, a dzielny tat…

Mini szok

Mówi się, że nie szata zdobi człowieka, a jednak...

Trafiłam wczoraj w kościele na chrzest - kreacja matki chrzestnej wprawiła mnie w osłupienie. Nie przesadzając, jej opięta spódnica kończyła się jakieś 10 cm pod siedzeniem. Półprzejrzysta bluzka z głęboko wyciętymi ramionami na pół pleców i wystający stanik w kontrastowym kolorze. Cóż poradzić na brak dobrego gustu i odrobiny samokrytyki przed lustrem. Plaga narodowa rzekłabym... Chodzę codziennie na długie spacery i po prostu...brzydko jest! Brak jakichkolwiek zahamowań w eksponowaniu ciała po prostu mnie poraża. Skoro w tym sezonie nosi się szorty, które kończą się w połowie pośladków, to za rok pozostanie już chyba tylko paradowanie w bikini. Bo wygodnie, bo upał. I rozpłynęła się w nim umiejętność ubrania stosownie do okazji. Zresztą przypuszczam, że gdyby tej dziewczynie ktoś zwrócił uwagę, nie wiedziałaby o co chodzi...


I taki niesmak we mnie pozostał....





Gorąco

Tropikalna pogoda mi nie służy, nie lubię skrajności. W dodatku od poniedziałku goni mnie chandra, ja przed nią uciekam, a bieganie w upał jest dość wykańczające, tylko dzieci znajdują na to siłę;-)
Wstąpiłam dziś w trakcie spaceru do naszego kościoła, czasem sobie tam zachodzimy z Anią. W trakcie modlitwy podeszła do mnie starsza pani i podsunęła mi pod nos karteczkę, "Proszę przeczytać!". Zerknęłam co za litania. A tekst dotyczył godnego stroju w świątyni. I o ile zgadzam się co do treści i uważam, że jak najbardziej wypada się ubrać stosownie do miejsca, to zrobiło mi się przykro. Bo miałam na sobie sukienkę za kolano, nieprzejrzystą, dość zabudowaną, bez dekoltu, nie na cienkich ramiączkach, nic z bielizny mi nie wystawało. Ale rękawów nie miała...Pani uznała ją widać za nieprzyzwoitą i wkroczyła do akcji...
Czy ta sukienka naprawdę aż tak razi?





O blogowaniu

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co właściwie ludzie piszą blogi. Po co ja piszę. Mam na myśli blogi dotyczące codziennego, rodzinnego życia. I tak szczerze mówiąc - nie potrafię sobie odpowiedzieć. Pierwszy powód: "ku pamięci". Owszem, ale równie dobrze mogłabym pisać pamiętnik w Wordzie i nie publikować go w sieci :-)  Drugi powód: "dla rodziny i znajomych, żeby mogli poczytać co u nas". Ale przecież nie jest to blog zamknięty hasłem, dostępny tylko dla wtajemniczonych czytelników.  Być może mam potrzebę wyartykułowania pewnych myśli, emocji, nie tylko dla siebie, ale też dla innych, choćby przypadkowych osób. Miło mi też przeczytać komentarz, choć jest ich jak na lekarstwo.  A czemu sama poświęcam cenny czas swojego odpoczynku, ślęcząc przed monitorem? Bo lubię :-)  Ciekawi mnie jak radzą sobie inne mamy, czego doświadczają, jak rosną ich dzieci. Mogłabym bez tego żyć, ale że nie oglądam seriali, to sobie chociaż poczytam o życiu innych ;-) Z blogami jest …
Lubię takie kino. Ciepłe, ludzkie, refleksyjne.

Lubię też takie dni, jak dzisiaj, choć poniedziałek :-)
Może dlatego, że miałam wyjątkowo dużo czasu dla siebie, bo Ania była na długim spacerze z dziadkami, a teraz poszła na drugi z tatą.
Byłam u fryzjera, a to zawsze poprawia humor :-)
Kupiłam sobie coś ładnego :-)
Przerobiłam stare spodnie na rybaczki.
Dziergam chustę na szydełku, wróciła moja pasja :-)

Ale skoro nie mam chandry dzisiaj, to pewnie będę miała jutro, ha ha :-)

Atramentowy Anioł

Krążyłam dzisiaj z wózkiem niedaleko domu. Im bardziej chciałam, żeby Ania zasnęła, tym ona mocniej walczyła z sennością. Może było jej po prostu za gorąco, choć trzymałyśmy się cienia. W pewnej chwili zagadnęła mnie starsza pani poruszająca się o dwóch kulach, z gatunku tych, który wzbudzają we mnie ogromną sympatię: miła dama z błękitnymi loczkami na głowie i bystrym spojrzeniem. Drobniutka, krucha, ale z niezwykłą godnością w całej postawie przygniecionej wiekiem i chorobą. Osoba, z którą chciałoby się pogawędzić i napić herbaty. Zapytała czy nie wiem, gdzie przyjmuje gastrolog, bo przeszła pół miasta, ktoś jej polecił jego gabinet. Wiedziałam, w której bramie, ale dokładnego adresu nie znałam. Zaproponowałam, żeby poczekała na ławeczce, a ja wrócę się kawałek i odczytam z szyldu zawieszonego  na elewacji budynku. Dodałam, że prawdopodobnie lekarz ten przyjmuje w określonych godzinach i warto wcześniej zarejestrować się pod podanym numerem telefonu. Nie miałam nic do pisania, ale …

Niemoc twócza

Nie lubię poniedziałków, taki frazes wyświechtany, wszak dzień jak co dzień. Ale coś jest takiego, że ciężko znowu wskoczyć w tydzień powszedni. I nie wiem, czy mam jakąś wadę ukrytą pod tytułem brak entuzjazmu do życia, czy biometr niekorzystny ;-) Nie mam żadnych powodów do niezadowolenia, za to wiele do poczucia szczęścia i wdzięczności. A im bardziej zdaję sobie z tego sprawę, tym więcej we mnie poczucia winy, że miewam dni z nosem na kwintę, a tu dzieci na świecie głodują, szpitale wypełnione są chorymi, a bezdomni marzną w szałasach skleconych z tektury :-(  Zajmuję się jednym li tylko mało kłopotliwym dzieciątkiem, a nie mam czasu na pasje, ambitne lektury, naukę języka czy cokolwiek wymagającego intelektualnego zacięcia. Nawet pisanie bloga... Co usiądę, wszystkie myśli wyparowują mi z głowy. Żeby chociaż mieszkanie lśniło czystością albo obiad był twórczą niespodzianką. Wszak Pascal i Okrasa inspirują, pomysłami sypią jak z rękawa, nic tylko iść do Lidla i kopiować międzynar…