Przejdź do głównej zawartości

Kobieta pełna światła

GN przypomniał ostatnio o młodej kobiecie, która nie zdecydowała się w czasie ciąży na leczenie nowotworu, aby nie zaszkodzić swojemu dziecku. Niestety, choroba na tyle się rozprzestrzeniła, że Chiara Petrillo-Corbella zmarła w czerwcu ubiegłego roku, zostawiając rocznego synka Francesco. Do jej grobu w Rzymie pielgrzymują ludzie, a przez stronę internetową informują o otrzymanych łaskach i uzdrowieniach. Wielu zastanawia się nad wszczęciem procesu beatyfikacyjnego, na wzór innej mamy, św. Giany Berrety - Molli. Nie tyle z powodu odmówienia aborcji i trudnej decyzji o odroczeniu leczenia, co redukowało szanse na wyzdrowienie, ale z powodu świadectwa jej życia.

Wiem z doświadczenia, że strata nawet jednego dziecka to cios, o którym trudno zapomnieć. Trudniej potem o zaufanie, że "tym razem będzie dobrze", bo strach wisi jak upiorny cień. Ale jednak w końcu zwycięża nadzieja, że tym razem się uda, bo "musi". I zazwyczaj się udaje, Pan Bóg wie, ile możemy udźwignąć. A Chiara musiała znieść trzy śmiertelne diagnozy: dwa razy dla dzieci, ostatnią jako wyrok dla niej samej. Nie umiem sobie wyobrazić, jakie to musiało być trudne dla ich rodziny, choć poruszające świadectwo, które głosili w ostatnim roku życia jest piękne i pełne pokoju.  „Wszystkim mamom chcę powiedzieć, że liczy się najbardziej dar, jakim jest dziecko, dar życia, a nie czas, jaki się z dzieckiem przeżyje" – powtarzała na spotkaniach w kościołach. Własnie tego filmiku nie mogę zapomnieć, są tacy piękni...
Dodatkowo tym, co mnie porusza jest fakt, że Chiara zmarła 13 czerwca 2012, w dzień narodzin naszej córeczki. W dzień imienin naszego synka w Niebie. W dzień, w który doświadczyliśmy podwójnego cudu: ocalenia życia Ani i mojego zapewne też.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …