Przejdź do głównej zawartości

Prolog

Od kilku dni rośnie we mnie znowu potrzeba pisania. Albo raczej zbierania w jednym miejscu różnych myśli, linków do ciekawych artykułów i stron, które mnie poruszyły.



Dlaczego nie na dotychczasowym blogu?

Nie wiem do końca. Przyjęłam rok temu pogodną konwencję okołodzieciową, wcześniej ciążową, bezpieczną, bez  poruszania kontrowersyjnych tematów. Nie znajdziecie tam mojego zdania na temat in-vitro między przepisem na ciastka owsiane a recenzją pieluch. Dzieci i kulinaria to bezpieczne rewiry, po których się oficjalnie poruszam. Coś takiego się stało, że bardzo zakamuflowałam swoją prawdziwą codzienność i włączyłam surową autocenzurę...Bo tak naprawdę moich myśli nie zaprząta tylko Ania, sprzątanie, gotowanie,  plotki na interii, ewentualnie lekkie powiastki do czytania jednym okiem, bo drugie pilnuje dziecka. Jaka jestem naprawdę? Różnoraka :-) Do czytania plotek się przyznaję, zwłaszcza ślubnych i prokreacyjnych:-) Ale czytam też Gościa Niedzielnego i czasem nawet podzieliłabym się z kimś przemyśleniami, ale jakoś tak...Niezręcznie. Bo nie wypada obnosić się ze swoimi przekonaniami religijnymi, czy politycznymi, trudno mi się rozmawia na takie tematy. Nie umiem wsadzać kija w mrowisko, wdawać się w dyskusję, bronić swojego zdania, albo nawet przedstawić go przy sprzyjających okolicznościach. Unikam sporów. Nie lubię manifestacji: nie chodzę na marsze i pochody nawet pod szczytnymi hasłami. Bardzo jestem podatna na ocenę, zwłaszcza krytykę. Chciałabym przypodobać się wszystkim i z nikim nie wszczynać wojny. Ważne petycje owszem podpisuję, ale nie mam odwagi sama zbierać podpisów w obronie fundamentalnych dla mnie wartości. Ba! Trudno mi się nawet zdecydować, żeby zamieścić na facebooku link do akcji pro-life albo chrześcijańskich stron. Mam wrażenie, że powoli stałam się nijaka, rozmyta, letnia, choć w czasach nastoletnich poglądy miałam radykalne i wyklejałam w liceum gazetki pro-life :-)
I jakoś znów dociera do mnie natrętna myśl, że takie czasy nastały, że jesteś jasno "za" lub "przeciw". Być może wykluczy cię to z pewnych sympatycznych kół wzajemnej adoracji, albo przyozdobi czoło etykietką wszetecznego oszołoma, ale za to zainicjuje nowe kontakty i otworzy na ludzi nadających na tych samych falach. Bo skoro moje życie codzienne, małżeńskie, rodzinne bazuje na chrześcijańskich wartościach, czemu mam  to tuszować na każdym kroku?
Tyle tytułem wstępu :-)
A blog, który znajdował się tu do tej pory, w wersji papierowej trafił do rodzinnego archiwum :-)

Komentarze

Ola pisze…
Dumna Ciemnogrodzianka wita bratnią duszę;)

Ja też z tych pro life, przeciw in vitro, przeciw pigułkom "72h po" (a jest mi tym trudniej, że jestem farmaceutą i rzekomo muszę to świństwo wydawać).

Też czytuję zarówno plotki ślubno-prokreacyjne, jak i prasę katolicką.

Jestem katolicką tradycjonalistką kochającą Mszę Trydencką i mamą piętnastomiesięcznego Andrzejka cierpiącego na skazę białkową, którego wychowuję na "Brzechwie dzieciom", pieśniach legionowych, Okudżawie i Germance. Nie lubię galerii handlowych i kaleczenia języka polskiego różnymi "candy", "parentingami" i innymi "eventami". zwrotami.

Oba Twoje blogi będę odwiedzać i zapraszam z rewizytą;)

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …