Przejdź do głównej zawartości

Atramentowy Anioł

Krążyłam dzisiaj z wózkiem niedaleko domu. Im bardziej chciałam, żeby Ania zasnęła, tym ona mocniej walczyła z sennością. Może było jej po prostu za gorąco, choć trzymałyśmy się cienia. W pewnej chwili zagadnęła mnie starsza pani poruszająca się o dwóch kulach, z gatunku tych, który wzbudzają we mnie ogromną sympatię: miła dama z błękitnymi loczkami na głowie i bystrym spojrzeniem. Drobniutka, krucha, ale z niezwykłą godnością w całej postawie przygniecionej wiekiem i chorobą. Osoba, z którą chciałoby się pogawędzić i napić herbaty. Zapytała czy nie wiem, gdzie przyjmuje gastrolog, bo przeszła pół miasta, ktoś jej polecił jego gabinet. Wiedziałam, w której bramie, ale dokładnego adresu nie znałam. Zaproponowałam, żeby poczekała na ławeczce, a ja wrócę się kawałek i odczytam z szyldu zawieszonego  na elewacji budynku. Dodałam, że prawdopodobnie lekarz ten przyjmuje w określonych godzinach i warto wcześniej zarejestrować się pod podanym numerem telefonu. Nie miałam nic do pisania, ale pani wyjęła z kieszeni karteczkę i długopis. Podreptałam pod szyld,  pisadło jak na złość odmówiło współpracy. Zanotowałam sobie numer w komórce i wróciłam. Miła dama podziękowała mi, jakbym wyświadczyła jej nie wiadomo jaką przysługę. Zamieniłyśmy kilka słów i podreptała do domofonu, a ja do pobliskiego kiosku po długopis. Postanowiłam zapisać jej ten numer mimo wszystko. Tak jak przypuszczałam, gabinet był zamknięty, gastrolog przyjmuje w soboty. Poprosiłam o notesik, wpisałam numer. Ustaliłyśmy, że najpierw się zarejestruje, zanim znów pokona taki dystans. Poprosiłam też, żeby kupiła sobie coś do picia, bo jest gorąco i  martwię się, żeby nie dostała udaru. Odparła z westchnieniem, że w tym wieku zaraz by szukała ubikacji, ale może jakiegoś loda sobie kupi :-) 
I dodała: "Chyba Ktoś z Góry mi panią zesłał, żeby mi pomogła".
Serce ścisnęło mi się ze wzruszenia i zakłopotania. Bo przecież chodzę sobie bezużytecznie w kółko usypiając dziecko, bujam myślami w obłokach, przynajmniej mogłam się raz na coś przydać. Dla mnie żaden kłopot, dla niej to było wiele.
I odeszła pomalutku w samo południe, a ja miałam ochotę odprowadzić ją na ten drugi koniec miasta...

Rysunek z galerii Lilianny Lazarskiej


Ale to nie koniec: pospacerowałam jeszcze trochę, odebrałam nosidło z naprawy u krawca, Ania  ostatecznie odmówiła drzemki, więc wróciłyśmy do domu. W lustrze zobaczyłam na czole plamę z tuszu :-) Musiałam pacnąć komara siłując się w upał z zepsutym długopisem. I tak przyozdobiona spacerowałam potem, ciesząc się z dobrego uczynku ;-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…