Przejdź do głównej zawartości

O blogowaniu

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co właściwie ludzie piszą blogi. Po co ja piszę. Mam na myśli blogi dotyczące codziennego, rodzinnego życia. I tak szczerze mówiąc - nie potrafię sobie odpowiedzieć. Pierwszy powód: "ku pamięci". Owszem, ale równie dobrze mogłabym pisać pamiętnik w Wordzie i nie publikować go w sieci :-) 
Drugi powód: "dla rodziny i znajomych, żeby mogli poczytać co u nas". Ale przecież nie jest to blog zamknięty hasłem, dostępny tylko dla wtajemniczonych czytelników. 
Być może mam potrzebę wyartykułowania pewnych myśli, emocji, nie tylko dla siebie, ale też dla innych, choćby przypadkowych osób. Miło mi też przeczytać komentarz, choć jest ich jak na lekarstwo. 
A czemu sama poświęcam cenny czas swojego odpoczynku, ślęcząc przed monitorem? Bo lubię :-) 
Ciekawi mnie jak radzą sobie inne mamy, czego doświadczają, jak rosną ich dzieci. Mogłabym bez tego żyć, ale że nie oglądam seriali, to sobie chociaż poczytam o życiu innych ;-)
Z blogami jest trochę jak z ludźmi - o sympatii decyduje pierwsze wrażenie. Stąd mam kilka ulubionych miejsc, gdzie regularnie zaglądam (podglądam?) i staram się komentować. 
Przyciąga mnie lekkość pióra, poczucie humoru, szczerość, ciekawe pomysły, prawdziwe życie. 
Lubię zdjęcia, ale nie sztucznie wystylizowane w fotograficznym atelier. Nie rozumiem publikowania całymi tygodniami ślubnych zdjęć sprzed kilku lat, bo trąca mi to próżnością. A pokazywanie wszystkim ciążowych aktów - jakimś dziwnym ekshibicjonizmem. Nie wyobrażam sobie, że zanim zjem cokolwiek w restauracji fotografuję talerz z każdej strony, żeby wrzucić na bloga. Myślę, że życie prywatne ma jednak swoje granice... 
Niezmiernie irytują mnie tzw. blogi modowe  - omijam, bo śmieszy mnie próżność kobiet, które fotografują siebie czy swoje dzieci z każdej strony w dopracowanych stylizacjach. Z przodu, z tyłu, boku, z opuszczonym ramiączkiem, zbliżenie na stopę, na obcas, na paseczek. Nie dla mnie.
Nie wracam na blogi, które służą tylko do wylewania frustracji na swoją drugą połowę, ponieważ jestem przekonana, że to nigdy niczemu nie służy. Uwiera mnie to też na mamowym forum... Zbiorowe narzekanie na "chłopów" pochodzących najwyraźniej od innej małpy. Mój szczęśliwie urodził się na tej samej planecie  i mimo oczywistych różnic potrafimy się dogadać, a zwykła lojalność nie pozwala mi ogłaszać wszem i wobec czym mnie przypadkiem zirytował, kiedy miałam zły dzień. 
Z drugiej strony nie dowierzam cukierkowym wersjom życia....
Na szczęście blogosfera jest tak rozległa, że każdy znajdzie dla siebie kawałek miejsca. Znajdzie też ludzi nadających na podobnych falach, którzy myślą podobnie, a pisać o tym potrafią lepiej niż ja. Takie blogi lubię najbardziej :-)

Komentarze

Ola pisze…
Nic dodać, nic ująć:)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…