Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2013

Ciasto bez mleka i bez jajek

Sierpień przyniósł w mojej kuchni miłe urozmaicenie: nie widzę specjalnej reakcji Ani po białku jajka i po kakao! Czyżby skaza pomału ustępowała??  Ale chociaż skuszę się już od czasu do czasu na "normalne ciasto", jajko na twardo czy trochę jajecznicy, dalej z przyjemnością piekę po wegańsku, czyli bez mleka i jaj. Przyznaję, że gdyby nie objawy alergii u dziecka, w życiu nie przyszłaby mi na myśl taka fanaberia. Zresztą dieta eliminacyjna udała mi się dopiero za trzecim podejściem, po ewidentnych objawach skórnych... Okazała się też w miarę łatwa, a wybór dozwolonych produktów - szerszy niż myślałam. A kiedy poczytałam więcej o tym,  jak to nabiał w diecie jest przereklamowany, ustąpiło nawet uczucie pozbawienia czegoś istotnego, jak sądziłam, dla zdrowia. Przy kolejnym dziecku wprowadzę profilaktycznie dietę bezmleczną w pierwszych miesiącach największych sensacji brzuszkowych. Sądzę, że jest to korzystne nawet u potencjalnie zdrowych dzieci, zanim układ pokarmowy dojrze…

Pierwszy krok w nowych butach

Nie o butach Ani będzie. Jeszcze sama nie chodzi :-) Ale za to ja po 14 miesiącach od porodu wreszcie poczułam, że mam siłę pomyśleć o jakiejś formie nadprogramowej aktywności fizycznej. Bo standardowo są spacery, wnoszenie Ani, zakupów, gimnastyka artystyczna przy karmieniu etc. Mam od tego niedowagę, ale korzystnego wpływu na kondycję i mięśnie brzucha, tudzież pleców - nie widzę. Doszłam  więc do wniosku, że najlepiej od razu przejść od myśli do czynów. Oznajmiłam rodzinie, że zapisuje się od września na aerobik, a dziś kupiłam z zapałem odpowiednie buty. Ewa Chodakowska podpowiada Polkom, że muszą być porządne i z amortyzacją, więc pierwszy raz w życiu zainwestowałam w oryginalne Adidasy, żeby szkoda było ich nie wykorzystać ;-) Takie śliczne, wrzosowe. Co więcej - żeby po nie pojechać siadłam za kierownicę po przerwie można powiedzieć 2,5 letniej, bo w ciąży unikałam stresu, potem bałam się narażać rodzinę, zawsze była jakaś wymówka, aż prawo jazdy ważność straciło. Teraz mam ju…

Dom, w którym ożywają wspomnienia

Jest na  Śląsku jedno takie miejsce, ważne dla mnie i dla mojego męża - Dom Rekolekcyjny w Jasionej, nazywany przez Gospodarzy Miejscem Ciszy i Modlitwy. Enklawa prostoty, jakby wyjęta z tego świata, z którą wiążą się różne wspomnienia, a każdy kolejny wyjazd dokłada do poprzednich nowe emocje.  Zaczęłam odwiedzać Jasionę w trakcie studiów, burzliwie zastanawiałam się nad swoja drogą życiową, szukałam spokoju i odpowiedzi na różne pytania natury egzystencjalnej :-) Potem pojawił się Ł i pojechaliśmy razem. Mogę powiedzieć, że noc spędzona na rozmowie przy kominku była punktem zwrotnym naszej znajomości i jeszcze tego samego miesiąca zostaliśmy parą. 

W kolejnych latach jeździliśmy kilka razy do roku - na Weekendy Ciszy i wakacyjne rekolekcje z warsztatami: kaligrafii średniowiecznej - świeżo po ślubie, witrażu i płatnerstwa - w ciąży z Antkiem, a w tym roku - dla mnie pod dwóch latach nieobecności - na iluminatorstwo w stylu iroszkockich mnichów :-) Znaczy malowałam ja, a dzielny tat…

Mini szok

Mówi się, że nie szata zdobi człowieka, a jednak...

Trafiłam wczoraj w kościele na chrzest - kreacja matki chrzestnej wprawiła mnie w osłupienie. Nie przesadzając, jej opięta spódnica kończyła się jakieś 10 cm pod siedzeniem. Półprzejrzysta bluzka z głęboko wyciętymi ramionami na pół pleców i wystający stanik w kontrastowym kolorze. Cóż poradzić na brak dobrego gustu i odrobiny samokrytyki przed lustrem. Plaga narodowa rzekłabym... Chodzę codziennie na długie spacery i po prostu...brzydko jest! Brak jakichkolwiek zahamowań w eksponowaniu ciała po prostu mnie poraża. Skoro w tym sezonie nosi się szorty, które kończą się w połowie pośladków, to za rok pozostanie już chyba tylko paradowanie w bikini. Bo wygodnie, bo upał. I rozpłynęła się w nim umiejętność ubrania stosownie do okazji. Zresztą przypuszczam, że gdyby tej dziewczynie ktoś zwrócił uwagę, nie wiedziałaby o co chodzi...


I taki niesmak we mnie pozostał....





Gorąco

Tropikalna pogoda mi nie służy, nie lubię skrajności. W dodatku od poniedziałku goni mnie chandra, ja przed nią uciekam, a bieganie w upał jest dość wykańczające, tylko dzieci znajdują na to siłę;-)
Wstąpiłam dziś w trakcie spaceru do naszego kościoła, czasem sobie tam zachodzimy z Anią. W trakcie modlitwy podeszła do mnie starsza pani i podsunęła mi pod nos karteczkę, "Proszę przeczytać!". Zerknęłam co za litania. A tekst dotyczył godnego stroju w świątyni. I o ile zgadzam się co do treści i uważam, że jak najbardziej wypada się ubrać stosownie do miejsca, to zrobiło mi się przykro. Bo miałam na sobie sukienkę za kolano, nieprzejrzystą, dość zabudowaną, bez dekoltu, nie na cienkich ramiączkach, nic z bielizny mi nie wystawało. Ale rękawów nie miała...Pani uznała ją widać za nieprzyzwoitą i wkroczyła do akcji...
Czy ta sukienka naprawdę aż tak razi?