Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2013

Pyszna wycieczka

Nasze trasy spacerowe pokryła gruba warstwa kasztanów, na głowy sypie się deszcz żołędzi, a we włosy wplatają nitki babiego lata. Cieszę się jesienią, może dlatego, że nie lubię ani upałów, ani mrozów. Lubię za to gorącą czekoladę, herbatę z przyprawami, szarlotkę na ciepło i wszystkie inne upojnie pachnące ciasta, rozgrzewające i tuczące :-) Wrzesień i październik kojarzą mi się z początkiem roku szkolnego i akademickiego, kiedy wszystko jeszcze cieszyło i ciekawie się zapowiadało. Potem, wraz z listopadem, wkraczała bura rutyna, mgła, chlapa i czekanie, aż śnieg pobieli szarości i nadejdą Święta. Za tym miesiącem jakoś nie przepadam. Ale póki co zaczyna się dopiero październik, liście nabierają kolorów, można nosić puszyste szale i chusty, dziergać kolejne, wdychać rześkie powietrze i ruszyć się z domu nieco dalej dla odmiany. Na przykład do Świdnicy.  Czemu tam? Bo słyszeliśmy, że przy Kościele Pokoju jest fenomenalna kafejka. I co? I warto było 2 godziny tam jechać :-)




Życie w rytmie slow

Podoba mi się myśl:tyle mamy z życia, ile celebrujemy. 

Moje od kilku lat toczy się nieśpiesznie, stabilnie, przewidywalnie. Nie mam może talentu do tworzenia nastroju, dekorowania i upiększania mieszkania, gromadzenia pięknych bibelotów, bo bliski mi jest raczej styl prosty, estetyczny i funkcjonalny. Ale lubię świętować, obchodzić miłe rocznice, cieszyć się z drobiazgów, piec ciasta bez okazji, hołubić nasze małżeńskie i rodzinne rytuały. Uwielbiam spokojne wieczory z Ł, kiedy siedzimy gdzieś blisko siebie i każde czyta swoją książkę, w tle sączy się kojąca muzyka, nie musimy nic mówić...Choć pogawędzić przy herbacie też lubimy :-) Celebrujemy nawet sobotnie zakupy, które nieśpiesznie robimy na stałej trasie ryneczek, piekarnia,  plac  zabaw, mięsny, biedronka :-) Dzisiaj lidl dla odmiany ;-) 
Czy to już podpada pod nurt slow life? Trudno określić...

Nie mamy telewizora, radio włączamy rzadko i tylko dla muzyki, nie dla informacji, portale internetowe przeglądamy wybiórczo, nie rela…

Szarlotka-pychotka

Mój ulubiony przepis na jesienny jabłecznik, zaczerpnięty lata temu z książki kucharskiej Małgorzaty Musierowicz  "Całuski pani Darling"

Fenomenalne, pachnące ciasto, nie można mu się oprzeć, szybko znika...  Z trudem zrobiłam kilka zdjęć na szybko ;-)


Przepis:

3 dkg drożdży  mieszamy w kubeczku z łyżką ciepłej wody i łyżeczką cukru.

Zagniatamy w misce 15 dkg mąki, 10 dkg masła, 1 jajko, szczyptę soli, torebkę cukru waniliowego i drożdże z kubeczka. 

Ciasto dzielimy na dwie części. Jedną z nich wylepiamy formę tortową, wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą.  Do środka wkładamy pokrojone jabłka, ok 4-5 sztuk,  polewamy masłem roztopionym z cukrem (po 3 łyżki) i wymieszanym z rodzynkami (ok 10 dkg). Oprószamy cynamonem i nakrywamy pozostałą częścią ciasta, rozwałkowaną na kształt tortownicy. Ja smaruję wierzch łyżką wody, którą płuczę rondelek po nadzieniu rodzynkowo maślanym :-)
Pieczemy ok 40  min w 180 st
Podaję na ciepło z bitą śmietaną :-)


Idę po dokładkę :-)
Jesień przejawia się u mnie skłonnością do melancholii i okopywania się w gniazdku z koca. Dzięki Ani mało to jakoś możliwe technicznie, więc jest łatwiej i aktywniej :-) Bez względu na pogodę spacerujemy, że o pozostałych zajęciach okołodziecięcych nie wspomnę. Dziś tylko nieco mi łyso, bo Ł wybrał się w góry na męski wypad. Cieszę się z tego ogromnie, bo potrzebuje tego jak kania dżdżu. Jest takie powiedzonko? Może mało trafne w tym przypadku, bo życzę im ładnej pogody :-) I żeby nie pomyślał, że mam go za jakiegoś grzyba :P A nieswojo się czuję, bo jako rasowa domatorka mogę całe dnie spędzać sama/z dzieckiem, proszę bardzo, ale noce to inna bajka... Strachliwa jestem :-) Zamknęłam drzwi na dodatkowy zamek ;-) Mam nadzieję, że będę miała normalne miłe sny, bo ostatnio zdarzył się jakiś koszmar jeden z drugim. A śni mi się realistycznie, o czym niech świadczy scenka z wczoraj, kiedy przypomniałam mężuniowi na odchodnym rano, żeby zapisał się do dentysty. Po co? No przecież mówił mi…

Wystarczająco perfekcyjna

Tak będę mówić w przyszłości...
Na razie wymówki nie mam ;-) Ania bałagani w normie dla swojego wieku, kilka razy dziennie zgarniam rzeczy  na miejsce i jest ok. Gorzej z takim prawdziwym sprzątaniem...Z fugami, osadami kamienia, mydła i tłuszczu: na płytkach w kuchni, na szafkach pod sufitem, drzwiczkach piekarnika, a nawet kloszu od lampy. Wszędobylski paskud...Z myciem okien tez jestem na bakier, z segregowaniem prania, czemu mąż zawdzięcza błękitny podkoszulek, a ja spodnie w ciapki. Lodówka nie była rozmrażana wieki. Że nie wspomnę o piwnicy. Tak więc - podsumowując - spojrzenie lodowatych oczu Perfekcyjnej Pani Domu zmiotłoby mnie w kąt razem z milionem okruchów nałogowo podjadanych ciasteczek. Dlatego jej nie zapraszam, a nawet nie śledzę perypetii w tv, bo primo:  nie mam, secundo: żeby się  nie frustrować. 
"Jak wiadomo, nikt nie czuje się dobrze w domu, po którym widać, że ktoś w nim mieszka. Dlatego należy wyeliminować z pola widzenia produkty spożywcze, ubrania i dzie…

Forum nałogowców

Czasem zastanawiam się, co mnie tak wiąże z chustoforum :-) Dziecko wożę w wózku, chusta leży odłogiem, ekologiczne zapędy skończyły się w zamierzchłych czasach prób posprzątania domu sodą i octem, wielopieluchowanie na pierwszych kupach do sprania ręcznie, a naturalna pielęgnacja na pudełku balsamu hand made, który mi się wylał do pudełka z biżuterią. Nie gotuję Ani zup z warzyw bio, nie przywożę ze wsi jaj od szczęśliwych kur, nie podaję na śniadanie jaglanki, tylko kaszę instant i zniżam się do półek z daniami w słoiczkach, które podaję łyżeczką, nie pozwalając dziecku wsmarować jedzenia we włosy i okoliczne ściany. Idea rodzicielstwa bliskości jest mi bliska, ale czasem rozumiem je inaczej, niż spora grupa mam, nie strawiłam "W głębi konntinuum" i Jaspera Juula, nie we wszystkim zgadzam się z Agnieszka Stein.

Ale praktycznie od czasu ciąży nie ma dnia, żebym nie logowała się na forum i nałogowo nie śledziła wątku rówieśniczego. Inne działy odwiedzam sporadycznie, bo cza…

Zaklinacz dzieci

Dobiegł mnie przed chwilą lekki smrodek spalenizny. Skoro ja nic nie gotuję, to pewnie od sąsiadów.  Jakby bardziej śmierdzi, sprawdzę. To jednak mój sos pomidorowy... Nosz kurcze, myślałam, że tylko w ciąży miałam tak zaawansowaną sklerozę. Od dłuższego czasu udawało mi się pamiętać o garnkach i nie zostawiać kluczy w drzwiach, a tu masz. Pomidora malinowego szkoda ;-)
Nie cierpię takich dni, jak dzisiaj, kiedy jestem niewyspana, pogoda szaleje, dziecko ząbkuje i podważa moje kompetencje rodzicielskie, a konkretnie umiejętność położenia śpiącego malucha spać. Która to czynność była banalnie prosta, dopóki smoczkiem i podusią była moja pierś. Choćby siedem razy w nocy. Dopóki spaliśmy razem można było machnąć ręką, przynajmniej jako tako się wysypiałam. Ale Ł nie...A w tym cały jest ambaras, żeby troje chciało na raz, a nie tylko mama i dziecko. Ponieważ chcę się trzymać zasady, że mąż jest ważniejszy i jakby nie patrzeć- jest na swoim miejscu w łóżku, w przeciwieństwie do rozwierzga…

Adidasy z wkładką

Wczoraj zainaugurowałam jesień wyjściem na aerobik. Żeby nie było mi smutno, znalazłam w bucie drewniany klocek :-) Jaki dziwny jest ten czas. Dalej czułam się jak studentka na w-fie, wyglądam pewnie podobnie, ale mięśnie już mają 10 lat więcej ;-) A najlepsze było to, że kiedy wróciłam, Ania spała! Ukłony dla Ł, świetnie się spisuje i nie wymięka jak ja, kiedy mała oprotestowuje naukę zasypiania bez cycusia...Serce matki nie nadaje się do takich eksperymentów...Gdybym nie była przekonana, że to dla dobra całej rodziny, dalej byłabym na każde zawołanie, oszczędzając jej najmniejszego stresu.

Dziś myślę o Antosiu w jego drugie "urodziny"

3 września sprzed dwóch lat pamiętam, jakby to było wczoraj, a jednocześnie mam świadomość upływu czasu. Układają się w mojej głowie: obrazy, wspomnienia, emocje, spotkani ludzie i tworzą mnie taką, jaka jestem. A jestem niesamowicie szczęśliwa i dziękuję Bogu za wszystko, co nas spotyka. Za to, że nas nie opuszcza w trudnych doświadczeniach,…