Przejdź do głównej zawartości

Adidasy z wkładką

Wczoraj zainaugurowałam jesień wyjściem na aerobik. Żeby nie było mi smutno, znalazłam w bucie drewniany klocek :-) Jaki dziwny jest ten czas. Dalej czułam się jak studentka na w-fie, wyglądam pewnie podobnie, ale mięśnie już mają 10 lat więcej ;-) A najlepsze było to, że kiedy wróciłam, Ania spała! Ukłony dla Ł, świetnie się spisuje i nie wymięka jak ja, kiedy mała oprotestowuje naukę zasypiania bez cycusia...Serce matki nie nadaje się do takich eksperymentów...Gdybym nie była przekonana, że to dla dobra całej rodziny, dalej byłabym na każde zawołanie, oszczędzając jej najmniejszego stresu.


Dziś myślę o Antosiu w jego drugie "urodziny"

3 września sprzed dwóch lat pamiętam, jakby to było wczoraj, a jednocześnie mam świadomość upływu czasu. Układają się w mojej głowie: obrazy, wspomnienia, emocje, spotkani ludzie i tworzą mnie taką, jaka jestem. A jestem niesamowicie szczęśliwa i dziękuję Bogu za wszystko, co nas spotyka. Za to, że nas nie opuszcza w trudnych doświadczeniach, a zwłaszcza wtedy, kiedy straciliśmy Antka, bo to był dla mnie najtrudniejszy czas w życiu. Najgorsza noc przed indukcją porodu i najgorszy dzień, od którego nie można było uciec, choć autentycznie chciałam zamknąć oczy i obudzić się za kilka miesięcy. Musieliśmy się z tym zmierzyć, więc najlepszą strategią było po prostu zrobić to, odkładając myślenie na potem. Pamiętam, że do skurczów partych nawet czasem coś zażartowaliśmy, potem już było ciężko ale poszło szybko. Mogliśmy Antosia zobaczyć i pożegnać. Łaską dla mnie było to, że w ogóle nie czułam potrzeby, żeby się buntować. Płakać, owszem, tęsknić, pytać, ale otrzymaliśmy niesamowite wsparcie od wszystkich. Pewnie nawet nie wiem, ilu osobom zawdzięczamy siłę w tym czasie. Dzisiaj mogliśmy z autentyczną radością obchodzić dzień urodzin naszego pierworodnego w Krainie Życia, zastanawiając się, czy dostał torcik ;-) Zrobiliśmy z tej rocznicy rodzinne święto, poszliśmy na obiad i na mszę wieczorem. Mamy na pociechę śliczną, bystrą córeczkę, bez której nie wyobrażam sobie życia. Może bym dzisiaj spacerowała z ciemnowłosym dwulatkiem, ale nie wnikam, co by było gdyby. Tak jest idealnie, a zawsze będę powtarzać, ze mając Go po drugiej stronie bardziej będzie nam zależało, żeby się w końcu spotkać...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …