Przejdź do głównej zawartości

Forum nałogowców

Czasem zastanawiam się, co mnie tak wiąże z chustoforum :-) Dziecko wożę w wózku, chusta leży odłogiem, ekologiczne zapędy skończyły się w zamierzchłych czasach prób posprzątania domu sodą i octem, wielopieluchowanie na pierwszych kupach do sprania ręcznie, a naturalna pielęgnacja na pudełku balsamu hand made, który mi się wylał do pudełka z biżuterią. Nie gotuję Ani zup z warzyw bio, nie przywożę ze wsi jaj od szczęśliwych kur, nie podaję na śniadanie jaglanki, tylko kaszę instant i zniżam się do półek z daniami w słoiczkach, które podaję łyżeczką, nie pozwalając dziecku wsmarować jedzenia we włosy i okoliczne ściany. Idea rodzicielstwa bliskości jest mi bliska, ale czasem rozumiem je inaczej, niż spora grupa mam, nie strawiłam "W głębi konntinuum" i Jaspera Juula, nie we wszystkim zgadzam się z Agnieszka Stein.

Ale praktycznie od czasu ciąży nie ma dnia, żebym nie logowała się na forum i nałogowo nie śledziła wątku rówieśniczego. Inne działy odwiedzam sporadycznie, bo czasu mało, głównie kiedy szukam czegoś z zakresu zdrowia, "obsługi dziecka", karmienia czy robótek ręcznych. Czasem zerknę, czy toczą się jakieś aukcje charytatywne albo ciekawe dyskusje, czasem wtrącę swoje trzy grosze, na ogół nie.

Być może jest to jakaś wirtualna namiastka kobiecego towarzystwa, którego mam mało, bardzo mało. Bliskie mi osoby mieszkają daleko, przyjaciółek nie mam, znajomi zapracowani. Z przypadkowymi mamuśkami na placu zabaw nie umiem na razie nawiązywać grzecznościowych kontaktów, czasem zwyczajnie nie mam ochoty. Bo po prostu często widać i słychać, że nie ma o czym rozmawiać... A doświadczenie innych mam, które podobnie zapatrują się na rodzicielstwo jest bardzo cenne i to  własnie daje mi  forum.
Jesteśmy oczywiście bardzo różne i w niektórych kwestiach mamy diametralnie rozbieżne poglądy. Na co dzień kulturalnie sobie słodzimy, wspieramy, podziwiamy zdjęcia, sukcesy nocnikowe i inne kamienie milowe dzieciństwa. Czy umiałybyśmy w realu? Nie mam pojęcia. Tak naprawdę znamy się powierzchownie i wiemy o sobie tyle, ile napiszemy. Podobnie z blogami. Mam swoje sympatie i antypatie, jak w życiu.

Dalej będzie poważnie, pozornie nie na temat ...  :-)

To, co w moim mniemaniu najczęściej nas dzieli, to podejście do spraw DLA MNIE fundamentalnych. Pewnie mogłabym zaprzyjaźnić się z dziewczyną, która ma odmienne zdanie na temat karmienia piersią, chustowania, BLW, słoików, spania z dzieckiem, samodzielnego usypiania, fotelików tyłem do kierunku jazdy, dyscypliny, szczepień, żłobka, pracy zawodowej, niezależności finansowej, wegetarianizmu czy ekologicznych kosmetyków. Jasne, miło się zgadzać, ale są dla mnie drugorzędne sprawy.

Zgrzyta mi natomiast, jeśli kobiety generalnie nastawione proekologicznie i poszukujące zdrowych, naturalnych rozwiązań w opiece nad dziećmi i prowadzeniu domu nie widzą problemu w założeniu wkładki domacicznej albo łykaniu pigułek. Jeśli "skacze im nerw" na uwagę bardziej zorientowanych, że skuteczność tych akurat środków nie zawsze wynika z działania antykoncepcyjnego, ale na ogół także antynidacyjnego=że może jednak  począć się dziecko, ale nie dostanie szansy na implantację i życie... To już nie jest taka błaha sprawa, prawda? Uważam, że znajomość własnego cyklu i akceptacja płodności jako naturalnej funkcji organizmu powinny wynikać ze zdrowego rozsądku i respektu wobec natury, niezależnie od wyznania czy jego braku. A szacunek do poczętego życia- zwyczajnie - z człowieczeństwa. Mam też takie przekonanie, że antykoncepcja przekłada się na związek, bo nie wierzę, ze mężczyzna, który szanuje swoją ukochaną pozwoli jej rozregulować organizm hormonami, czy zainstalować w najdelikatniejszym zakątku ciała metalową spiralę powodującą permanentny stan zapalny endometrium...Czy on by to z robił w imię swobodnego seksu? A jeśli w dodatku są katolikami, sytuacja przekłada się na praktyki religijne, bo powstaje rozdźwięk w sumieniu...A jeśli nie praktykują, wiara słabnie. A jeśli zaczyna dogorywać, to na czym budować? Na samej psychologii, komunikacji, przyzwyczajeniu, wspólnych dzieciach, kredycie? Robi się ciężko, wszystko wali się jak domino i znajdą się życzliwe koleżanki, które zaczną siać zwątpienie, czy warto ratować, bo skoro jest nieszczęśliwa i nie może się realizować, to "teraz jest ten czas".

 

Dlatego chciałabym mieć takie przyjaciółki, które mimo rozbieżności w opiniach, bazują w życiu na tych samych wartościach i przekazują je swoim dzieciom, które są szczęśliwe w małżeństwie, przekonane o własnej wartości.
 Takie ciche porozumienie, kiedy nie trzeba się ze swojego światopoglądu tłumaczyć, daje zupełnie inną więź.
I bynajmniej nie chciałabym mieszkać w katolickim getcie...
Tylko w świecie porządnych, uczciwych ludzi.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…