Przejdź do głównej zawartości

Zaklinacz dzieci

Dobiegł mnie przed chwilą lekki smrodek spalenizny. Skoro ja nic nie gotuję, to pewnie od sąsiadów. 
Jakby bardziej śmierdzi, sprawdzę.
To jednak mój sos pomidorowy... Nosz kurcze, myślałam, że tylko w ciąży miałam tak zaawansowaną sklerozę. Od dłuższego czasu udawało mi się pamiętać o garnkach i nie zostawiać kluczy w drzwiach, a tu masz. Pomidora malinowego szkoda ;-)

Nie cierpię takich dni, jak dzisiaj, kiedy jestem niewyspana, pogoda szaleje, dziecko ząbkuje i podważa moje kompetencje rodzicielskie, a konkretnie umiejętność położenia śpiącego malucha spać. Która to czynność była banalnie prosta, dopóki smoczkiem i podusią była moja pierś. Choćby siedem razy w nocy. Dopóki spaliśmy razem można było machnąć ręką, przynajmniej jako tako się wysypiałam. Ale Ł nie...A w tym cały jest ambaras, żeby troje chciało na raz, a nie tylko mama i dziecko. Ponieważ chcę się trzymać zasady, że mąż jest ważniejszy i jakby nie patrzeć- jest na swoim miejscu w łóżku, w przeciwieństwie do rozwierzganej Anuli - postanowiliśmy przekonać ją do własnego łóżeczka, które stoi w niesamowitej odległości 5cm od naszego...Po kilku wieczorach, a dokładnie już na 3 dzień okazało się, że bynajmniej posłanko nie pali w plecki i można tam też zasnąć, nawet bez płaczu. Ale sztuka ta udaje się wyłącznie Ł. Nawet w  nocy wystarczy, że mała zobaczy w ciemnościach czubek mojej głowy, albo nie daj Boże wystającą stopę i zaczyna się ryk. Muszę wyjść z pokoju. Pierwszej nocy na 2 godziny, dzisiejszej niby na 5 minut, ale zdążyłam zasnąć głębokim snem na wersalce. Widocznie szanowny małżonek i na mnie rzucił jakieś zaklęcie ;-) Mnie te sztuczki za chiny nie udają się w dzień, choćby się Ania pokładała od 9 rano, nie zaśnie i już. W łóżeczku. Bo przy piersi to kwestia minut...I tak po dwóch podejściach (wyłącznie z  konsekwencji oraz lojalności wobec męża i jego poszatkowanych nocy), Ani płaczu i mojej irytacji tatuś wraca na obiad, usypia marudę w 5 minut. Obawiam się, że dopóki mała jest na moim mleku nie odpuści mi... Ale przynajmniej odzyskałam wieczory, dobre i to. Projekt w toku, może jeszcze coś się unormuje.

Komentarze

agnieszka pisze…
Nocne manewry... U nas też tata musi bo ze mną to się chyba nie da.

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …