Przejdź do głównej zawartości

Życie w rytmie slow

Podoba mi się myśl: tyle mamy z życia, ile celebrujemy

Moje od kilku lat toczy się nieśpiesznie, stabilnie, przewidywalnie. Nie mam może talentu do tworzenia nastroju, dekorowania i upiększania mieszkania, gromadzenia pięknych bibelotów, bo bliski mi jest raczej styl prosty, estetyczny i funkcjonalny. Ale lubię świętować, obchodzić miłe rocznice, cieszyć się z drobiazgów, piec ciasta bez okazji, hołubić nasze małżeńskie i rodzinne rytuały. Uwielbiam spokojne wieczory z Ł, kiedy siedzimy gdzieś blisko siebie i każde czyta swoją książkę, w tle sączy się kojąca muzyka, nie musimy nic mówić...Choć pogawędzić przy herbacie też lubimy :-) Celebrujemy nawet sobotnie zakupy, które nieśpiesznie robimy na stałej trasie ryneczek, piekarnia,  plac  zabaw, mięsny, biedronka :-) Dzisiaj lidl dla odmiany ;-) 

Czy to już podpada pod nurt slow life? Trudno określić...

Nie mamy telewizora, radio włączamy rzadko i tylko dla muzyki, nie dla informacji, portale internetowe przeglądamy wybiórczo, nie relacjonujemy prywatnych spraw na facebooku.
Poruszam się po mieście głównie piechotą. Krokiem zdecydowanie spacerowym :-)
Nie cierpię galerii handlowych i nawiedzam tylko z konieczności. Nie praktykuję bezcelowych spacerów po sklepach, przytłaczają mnie duże głośne powierzchnie i już.
Sporo czytam.
Mało mówię ;-) Ale dużo myślę i często jest to prawdziwa umysłowa gonitwa...

Nie skupiam się na tym co robię, raczej bujam myślami daleko albo jednym okiem pilnuję Ani, drugim oczek w robótce :-) Staram się wykonać dobrze to, czym się aktualnie zajmuję, ale nie przypisuję codziennym czynnościom medytacyjnego działania. Ot, zadania do wykonania, najlepiej szybko, sprawnie i jak się da - po kilka na raz. Domowa logistyka. 

Podobnie z jedzeniem: obiady jemy razem, przy stole (podobno są rodziny, gdzie nie jest to takie oczywiste), rozmawiamy sobie przy tym, chwalimy, jak smakuje :-) Ale wyłączając posiłki w Boże Narodzenie i Wielkanoc, imieniny czy inne święta - jemy raczej szybko. Gotuję codziennie i ze świeżych składników, ale potrawy nie wymagające z mojej strony więcej jak kwadransa przygotowań. Kiedy pokuszę się o domowe pierogi czy placki ziemniaczane Ł zerka ukradkiem w kalendarz, czy nie przegapił jakiejś rocznicy ;-) Hołduję więc zasadzie fast food=slow life ;-) Świetnie opisała to autorka bloga My Slow Nice Life, a ja zgadzam się w 100% Oddanie się z namaszczeniem gotowaniu przez pół dnia nie da się pogodzić z innymi obowiązkami, które ma na głowie przeciętna mama nawet jednego malucha, a co dopiero kilkorga, nawet jeśli nie jest w danym momencie życia aktywna zawodowo. Gdzie wtedy czas na celebrowanie ulotnych chwil z herbatą i książką ;-) 
Wiem, wiem,  istnieją  perfekcyjne gospodynie, które objeżdżają lokalnych wytwórców w poszukiwaniu ekologicznego mięsa, jaj i nabiału tudzież warzyw, jeśli nie uprawiają ich same w ogródku, pieczywo wypiekają w domu, marynują pieczenie, wekują, słoikują, mrożą dary jesieni  i w ogóle... 
Podziwiam. 
Dla mnie jest to perspektywa raczej odległa, kiedy dzieci wyfruną z domu. Będzie wtedy mało używany, odgracony, pranie i prasowanie odbędzie się raz w tygodniu, a w niedzielę dwudaniowy obiad z deserem dla dziatwy stęsknionej maminego rosołu. 
Postanawiam wtedy zgłębić tajniki przetworów oraz hodowli ziół i pelargonii na parapecie. Może zaczniemy marynować grzybki. Może przygarniemy psa... Działki raczej sobie nie sprawimy. Na wsi czulibyśmy się zagubieni, miejskie z nas w gruncie rzeczy stworzenia. Coroczny urlop w zupełności zaspokaja moje ciągoty do  natury. Choć kto wie... 
Ludzie się zmieniają :-) 
Okoliczności także. 
Doskonale zdaję sobie sprawę, że spokojne tempo życia zawdzięczam Ł. Ja jestem na dobrowolnym "urlopie macierzyńskim", którego granice wyznaczymy sami. On nie ma tak różowo. Musi się nabiegać, nasłuchać, nagadać, zanurzyć w zawodowych dylematach, znosić upierdliwych klientów, urzędy i jeszcze gorsze instytucje. Ciekawe, co napisałby o slow life. 
Kochanie, napisz coś ;-)

Podkład muzyczny - dzisiaj miałam nastrój na Claptona i płyta leciała kilka razy :-)




Komentarze

No, dotarłam wreszcie. Zgadzam się z Tobą słowo w słowo. Trudno, żeby nie:) Pozdrawiam!!!

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…