Przejdź do głównej zawartości

"Kto czyta, żyje podwójnie"

Dowiedziałam się właśnie o kampanii Zaczytani, która ma na celu tworzenie bibliotek na oddziałach dziecięcych szpitali, w hospicjach i domach dziecka. Książki mają być i do czytania i do zabrania ze sobą. Więcej o projekcie, jak również adresy, pod które można wysłać swój "wkład" można znaleźć na TEJ STRONIE.

Lubię czytać. Bardzo. Uwielbiam trafiać na lektury, które pochłaniają i poruszają. Tak, płaczę czasem, podobnie jak na wzruszających filmach, śmieję się głośno też. 
Uczę się nieczytania na siłę pozycji, które idą mi jak po grudzie, okazują się nietrafione, dziwne, niezrozumiałe, ponure. Choćby to były bestsellery, obsypane nagrodami, paszportami, Bóg wie czym. Nie mam ynteligenckich ambicji ;-) Drugiego i trzeciego dna oraz sensów tajemnych nie mam ochoty poszukiwać. Do biblioteki chodzę z Anią, więc mam czas tylko na pobieżne przekartkowanie, a czasem dopiero w domu okazuje się, że nie warto było pożyczać i wnosić na III piętro...

Uwielbiam zapach nowych książek w księgarni. Możliwość ich niepohamowanego kupowania uważam za synonim  luksusu, zwłaszcza, jeśli idzie w parze z przestrzenią do przechowywania :-) Ale kupić, pochłonąć w jeden wieczór czy dwa, w zależności od grubości i wcisnąć na zatłoczony regał... Nie idzie mi to w parze z rozsądkiem, oszczędnością i potrzebą przestrzeni. I tak kilkanaście na rok przybywa. Ach, na co mi było wnosić w posagu zakurzoną kolekcję "Lalek" "Faraonów" i innych "Chłopów" w "Pustyni i w puszczy"...Ł mówi, że znosić do piwnicy to profanacja.
W bibliotece dłużej się czeka, ale nowości też są regularnie :-) A cierpliwość jest cnotą wszak :-)

książka / Shutterstock

Komentarze

Tytułowy cytat stanowi motto biblioteki w mojej pracy. Ja osobiście od 11 lat zajmuję się promocją głośnego czytania dzieciom w kampanii "Cała Polska czyta dzieciom". Polecam Uniwersytet Mądrego Wychowania, gdzie bywam moderatorką: http://www.iumw.pl/kursy/articles/kursy.html

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …