Przejdź do głównej zawartości

Sobota w Lubiążu

Grzech nie korzystać z tak pięknej jesieni, więc nie skoro świt, ale około 11 po zamontowaniu Ani nowego tronu w samochodzie wyruszyliśmy do Lubiąża. Kto by pomyślał, niecała godzina drogi, nakład finansowy nieduży, a poczuć się można jak na urlopie, z dala od domu... 
Nie jestem zdecydowanie typem konesera zabytków, z całej wycieczki zapamiętałam najbardziej pyszną Sałatkę Cysterską w przemiłej Karczmie oraz motto 'Podstawową zasada wytwornej kuchni jest prostota". 
Ania z pewnością powiedziałaby, że najbardziej warte uwagi były krowy pasące się dostojnie u stóp ogromnego kompleksu pałacowo-klasztornego, pieski, kotki i kury oraz duuużo szeleszczących liści, po których z początku bała się chodzić.
Mój mąż jak go znam najbardziej zachwycał się architekturą i wszelkimi odniesieniami historycznymi. Być może pierogi i sernik też mu smakowały, ale na dalszym miejscu rankingu ;-)


Szkoda, że potencjał tego miejsca nie może być wykorzystany z braku pieniędzy... Po 50 latach prac remontowych, obiekt uznano za ledwie zabezpieczony przed dalszym niszczeniem. Sam dach kosztował 14 milionów. Prawdopodobnie nikogo nie stać na inwestycję w całość, bo chociaż można przekształcić zabytek w niesamowite centrum konferencyjno-hotelowe, oglądaliśmy makietę, chodzi tu o jakieś kosmiczne pieniądze. Nawet Michael Jackson się nie zdecydował, a do biednych nie należał ;-) A Skarb Państwa pozbył się problemu podobno za symboliczną złotówkę i tak to u nas wygląda...

A wieczorem...
mili Państwo, mamusia poszła na koncert :-) Wydarzenie roku, zwykle chodzimy razem, ale skoro do wyboru było nie pójść wcale albo w pojedynkę, wybraliśmy drugą opcję, zwłaszcza, że koncert zapowiadał się miło i kobieco. W finałowym koncercie 29. Głogowskich Spotkań Jazzowych wystąpiła Aga Zaryan. Polubiłam :-) Nie wiem, czy mnie wzrok nie mylił, ale jeśli artystka jest w ciąży, urodzi na pewno bardzo muzykalne dziecko :-) Jak ja zazdroszczę ludziom jej pokroju swobody ekspresji, pewności siebie i swojego talentu... Ja niestety należę do tej części widowni, która co najwyżej rusza palcem w bucie, żeby nikt nie widział i sobie nie pomyślał. Pan obok mnie całym sobą odbierał muzykę i czułam się dziwnie, siedząc obok kogoś takiego ;-)


Komentarze

Fajnie spędzony dzień. Z jeszcze fajniejszym jego finałem. A ruszaniem palcem w bucie to nie ma co się przejmować:) Grunt to być sobą - czy to nie najlepszy środek ekspresji?

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…