Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2013
O czym myśli taki mały szkrab?  Jak odbiera swój szczęśliwy świat, utkany z bezwarunkowej miłości mamy i taty?

Ł. zatytułował ten portrecik "Ania frasobliwa", ale ja życzyłabym sobie takich zmartwień, jak ma nasza córeczka:-) Nadmuchuje dla niej "banony" na sylwestrowy wieczór i marzę, żeby kolejny rok był przynajmniej tak szczęśliwy, jak miniony. Żeby starczało mi cierpliwości, siły, pomysłów, inicjatywy, weny do pisania. Żebym miała więcej dystansu, a mniej skłonności do oceniania, pouczania i udzielania porad. Żebym pisała wyłącznie miłe komentarze na blogach, a o ludziach mówiła tylko dobrze...Żebym nie zamykała się w sobie, czerpała szczerą radość z drobiazgów i chociaż w jednej dziedzinie osiągnęła wyższy poziom prostoty :-) I żeby Opatrzność nadal nad nami czuwała...

Urodziny Boga

Poniższe ujęcie Bożego Narodzenia ujęło mnie stylistyką odmienną od wszechobecnych cukierkowych szopek. Życzę Wam nie tyle słodkiego świętowania, co głębokiego i bogatego w treść.
"Obraz nawiązuje stylistyką do estetyki średniowiecznej. Na złotym tle symbolizującym świętość artysta umieścił ozdobnym gotyckim pismem biblijny cytat: szósty wers z jedenastego Psalmu z Psałterza Gallikańskiego, łacińskiego przekładu Księgi Psalmów, dokonanego przez św. Hieronima. Brzmi on: „Propter miseriam inopum et gemitum pauperis nunc exsurgam dicit Dominus” (Wobec utrapienia biednych i jęku ubogich teraz powstanę – mówi Pan).
 Obraz ma ciekawą historię. Edward Burne-Jones namalował go dla kościoła św. Jana Apostoła w Torquay (Anglia). Po ponad stu latach, w roku 1989, dzieło sprzedano, żeby zdobyć fundusze na remont kościelnego dachu. W 1997 r. kupił je na aukcji znany brytyjski kompozytor Andrew Lloyd Webber, twórca wielu sławnych musicali."
Rozmowa sprzed kilku dni:

Ja: Kochanie, co byś zjadł na obiad, bo nie mam pomysłu?

On: Cokolwiek, Skarbie, mogą być nawet pyzy ziemniaczane z mrożonki.

Ja (myśląc po  cichu): Nie no nie, aż tak źle nie będzie, jak już mam coś kupić, to może coś bardziej wymyślnego, hmm, co tu mają....tortellini z mozarellą i pomidorami, do tego sosik śmietanowy z wczorajszym mięskiem i  świeżą bazylią, super, może być.

Ja ( przy obiedzie): I co, jak smakują Ci te pierożki?

On: W sumie dobre.. ale czemu nie pyzy?

Ja: Lubisz pyzy??

On: Pewnie, kiedyś często jadłem, w piątki z cebulką (wyraz rozmarzenia w oczach)

Ja: No ładnie, przez pięć lat nie powiedziałeś, że lubisz pyzy :-)

Podobnie było z brukselką, której szczerze nie cierpię i nie gotuję, a że Ł o nią nie pytał, to przez 4 lata nie jadł :-) Nie tylko mężczyźni się nie domyślają różnych rzeczy, kobietom też trzeba mówić, czego się chce:-) Mój mąż najwyraźniej wychodzi z założenia, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :-) Nigdy nie marudzi …

Przygotowania

Jakoś mi tak średnio wychodzą... Polegają na wzbudzaniu ducha Świąt, gapieniu się w listę potraw i wyjadaniu pierniczków, tudzież makowca, który smakowicie się zapowiadał i na którego nie pożałowałam ośmiu jajek, niemniej spektakularnie pozbawiłam go wszelkich walorów wizualnych, bo pomyślałam, że metoda studzenia biszkoptu nada się i w tym przypadku. Polega na tym, że stawia się blaszkę do góry dnem. Cóż, nie tym razem... Może i patyczek był suchy, ciasto wyrośnięte, ale w środku ciężkie i półpłynne...Gdzie moja wyobraźnia. Na szczęście walory smakowe się ostały, zebrałam kawałki aromatycznego zakalca, podpiekłam i przełożyłam bitą śmietaną. Pyszne, nie powiem, ale okupione poczuciem beznadziejnej porażki. Czyżbym umiała już upiec jedynie mufinki i jabłka z kruszonką... Drżę o resztę wigilijnych potraw ;-) Drżę, czy zdążę chociaż wyprasować uzbierany stos i posprzątać z grubsza mieszkanie, bo o myciu okien, układaniu w szafach czy odkurzaniu pod łóżkiem nawet głośno nie myślę. Troch…
Wrocław, Wrocław... Miasto trochę moje, bardziej już nie. Krasnale przed Ratuszem spoglądają na jarmark świąteczny, który z roku na rok obejmuje coraz większą powierzchnię, sklepy i galerie tętnią życiem, za którym nie tęsknię. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal :-) Zrobiłam, owszem, rundkę prezentową, ale błyskawiczną - niesiona ostatnimi podrygami huraganu Ksawery wpadłam w zaplanowane wcześniej miejsca, nabyłam, co mi się spodobało i wróciłam czym prędzej do własnego ukochanego krasnalka, który w towarzystwie babci, cioci i kuzynów nawet nie zauważył, że nie ma mamy. Popołudnie spędziliśmy na wycinaniu pierniczków, wdeptywaniu mąki w krzesła i zabawie. Ania zrezygnowała z drzemek, żeby nie stracić ani godziny z pobytu u dziadków :-) Nagromadziłyśmy wrażeń, żeby starczyło do następnego spotkania i dziś leniwie odpoczywamy w domku.