Przejdź do głównej zawartości

Przygotowania

Jakoś mi tak średnio wychodzą... Polegają na wzbudzaniu ducha Świąt, gapieniu się w listę potraw i wyjadaniu pierniczków, tudzież makowca, który smakowicie się zapowiadał i na którego nie pożałowałam ośmiu jajek, niemniej spektakularnie pozbawiłam go wszelkich walorów wizualnych, bo pomyślałam, że metoda studzenia biszkoptu nada się i w tym przypadku. Polega na tym, że stawia się blaszkę do góry dnem. Cóż, nie tym razem... Może i patyczek był suchy, ciasto wyrośnięte, ale w środku ciężkie i półpłynne...Gdzie moja wyobraźnia. Na szczęście walory smakowe się ostały, zebrałam kawałki aromatycznego zakalca, podpiekłam i przełożyłam bitą śmietaną. Pyszne, nie powiem, ale okupione poczuciem beznadziejnej porażki. Czyżbym umiała już upiec jedynie mufinki i jabłka z kruszonką... Drżę o resztę wigilijnych potraw ;-) Drżę, czy zdążę chociaż wyprasować uzbierany stos i posprzątać z grubsza mieszkanie, bo o myciu okien, układaniu w szafach czy odkurzaniu pod łóżkiem nawet głośno nie myślę. Trochę mnie to frustruje :-( 
Oglądam na blogach dekoracje, inspiracje i jakoś tak mi smętnie, że nie mam smykałki plastycznej. Obawiam się, że upominki wylądują w torebkach prezentowych lub zwyczajnie przewiązane zwyczajną wstążką...Pytam się, gdzie ten efekt, który artystyczna dusza osiąga bez wysiłku przy pomocy słomy, szarego papieru i plasterka pomarańczy? 
Cała energia wycieka ze mnie na zwykłe obowiązki domowe i jednodaniowy obiad + chodzenie i zbieranie kilka razy dziennie tego, co Ania rozwleka i czym się bawi. Inaczej utonęlibyśmy w powodzi ubranek (kilka razy już składanych i odłożonych do oddania), plastikowych naczyń, korali, ręczników wyciągniętych z szafy, suszonej żurawiny, klocków i książeczek. 
Z trudem zamawiam przez internet ostatnie prezenty, bo mała wtedy KONIECZNIE i natychmiast potrzebuje cycusia. Musi wdrapać się na kolankach, podpić z mojego kubka, wysunąć szufladę z dokumentami, obejrzeć paszporty, mamusię w studenckiej legitymacji, porwać ładowarkę, z której usiłuje dodzwonić się do babci, zażądać Peppy, a jak nie to chociaż kartek i pisiu pisiu. Ale mama ma rysować! Bo cokolwiek Królewna ma zrobić sama, to jest wielki bunt i wycie do podłogi. 
Na wieczór zostaje mnóstwo planów, które kończą się na pozmywaniu naczyń...


Komentarze

Czy to Ty zrobiłaś te piękne pierniczki? Co do reszty, oryginalnie:) zacytuję założyciela slow life: "Slow Life to stan umysłu". Zatem niczym się nie przejmuj, u mnie tak samo. I cieszę się, że nie jestem sama:)
ŻonaMena pisze…
Kochana, jeszcze odżyjesz, zobaczysz. Ten stan jest mi bardzo dobrze znany, ale przy drugim dzieciątku jakoś szybciej mija - paradoksalnie! Moim sposobem na życie na takim etapie jest NIEPLANOWANIE i cieszenie się, jeśli się w ogóle udało zrobić cokolwiek innego poza kręceniem koło Malutkiej. Tym samym okna czekały bardzo cierpliwie na mycie ponad dwa lata, szafy na posprzątanie pod nimi chyba jeszcze się nie doczekały wcale...podobnie wiele innych zakamarków naszego domu. Trzeba oszczędzać siły na Święta, bo nic tak nie buduje jak dobrze przeżyty czas radości z najbliższymi. Jeśli sił zabraknie, to najbardziej posprzątany dom nie pomoże na niesmak, jaki zostaje po Świętach, które się zwyczajnie "przespało" ze zmęczenia. Głowa do góry - macie siebie, czyli wszystko do ciepłej atmosfery świątecznej w zasięgu ręki:)
Mamani pisze…
Słuszne słowa :-)
Ale wiecie - dzisiaj zebrałam się w garść i poprasowałam w czasie drzemki Ani, a okna przetarłam rach ciach same szyby i jest ciut lepiej :-) sprzątam na raty, na pewno nie zrobię wszystkiego, ale siły oszczędzę na samo świętowanie. Choć nie ukrywam, że porządek daje mi poczucie dobrego przygotowania...
Pierniczki to efekt pracy zespołowej, siostra zagniotła ciasto, dzieci z nami wycinały :-) jakiś tam udział mam :-) moje pieczone z Anusią już zjedzone...

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…