Przejdź do głównej zawartości
Rozmowa sprzed kilku dni:

Ja: Kochanie, co byś zjadł na obiad, bo nie mam pomysłu?

On: Cokolwiek, Skarbie, mogą być nawet pyzy ziemniaczane z mrożonki.

Ja (myśląc po  cichu): Nie no nie, aż tak źle nie będzie, jak już mam coś kupić, to może coś bardziej wymyślnego, hmm, co tu mają....tortellini z mozarellą i pomidorami, do tego sosik śmietanowy z wczorajszym mięskiem i  świeżą bazylią, super, może być.

Ja ( przy obiedzie): I co, jak smakują Ci te pierożki?

On: W sumie dobre.. ale czemu nie pyzy?

Ja: Lubisz pyzy??

On: Pewnie, kiedyś często jadłem, w piątki z cebulką (wyraz rozmarzenia w oczach)

Ja: No ładnie, przez pięć lat nie powiedziałeś, że lubisz pyzy :-)

Podobnie było z brukselką, której szczerze nie cierpię i nie gotuję, a że Ł o nią nie pytał, to przez 4 lata nie jadł :-) Nie tylko mężczyźni się nie domyślają różnych rzeczy, kobietom też trzeba mówić, czego się chce:-) Mój mąż najwyraźniej wychodzi z założenia, że jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma :-) Nigdy nie marudzi przy stole :-) Ale wczoraj zaskoczył mnie absolutnie, pytając o dokładkę zupy. ZUPY! Kto go zna, ten wie, że nie lubi i je z grzeczności w gościach ;-) Ale od tej reguły są wyjątki: zupa cebulowa i czosnkowa, a od wczoraj krem z pora, zabielony serem pleśniowym  :-) Kochanie, a teraz teraz dowiesz się, że była tam też przemycona marchewka i soczewica, ale ser nieźle to zatuszował, prawda? :*

A dziś będą jakby pyzy. Niestety, właśnie przeczytałam, że chyba przygotowałam ciasto na kopytka, ale  za to zrobię w kształcie kulek :-) Bo na pyzy jak się okazuje oprócz ugotowanych trzeba trzeć surowe ziemniaki i strasznie dużo z tym roboty...Może dlatego wychodzą tak szkliście klejące i nie jedliśmy ich przez 5 lat ;P 
Ale kupię specjalnie, z prawdziwych polskich ziemniaków, niech mi tylko gdzieś wpadną w ręce.


Komentarze

Cudnie, no cudnie po prostu:)) Mężów mamy przekochanych, bo mój też w ten deseń mniej więcej. Czternaście lat:) Pozdrowienia dla Ł:)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…