Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Okołomikołajowe przyjemności

Film,  chyba bardziej babski, choć Ł. uprzejmie obejrzał do towarzystwa ;-) Z gatunku dla mnie wzruszających i zapadających w pamięć,  ze szczyptą brytyjskiego humoru, lubię takie kino. Podobny w klimacie do "Dziewczyn z kalendarza" Nigela Cole'a

I książka,  z czystego i nieuleczalnego sentymentu :-) Jak dla mnie może być :-)

Było jeszcze ciasto, ale już nie ma czego uwieczniać ;-)

O skupieniu

W perspektywie Adwentu, ale nie tylko.
 "Człowiek z konieczności jest dzieckiem swojej epoki. Stąd dla większości z nas skupienie się jest trudnym zadaniem. (...)Być skupionym w życiu to nic innego jak age quod agis jak uczy św. Ignacy Loyola. Czyń, co czynisz, innymi słowy - nie rób dziesięciu rzeczy na raz, daj sobie trochę czasu, żyj uważnie. (...) Ktoś, kto stara się żyć chwilą obecną, tu i teraz z radościa będzie doświadczał jak powoli rośnie w nim wewnętrzna wrażliwość i otwartość na przedziwną symbolikę rzeczy i spraw codziennych."
Wilfrid Stinissen OCD "Pokój serca" wydawnictwo m, Kraków 2009

Do pary

Standardowy komentarz w ciąży, na odpowiedź, że oczekujemy synka: "O, to będzie parka!"

Standardowy smal-talk w szpitalu "A kogo rodzimy? Synka. A kto jest w domu? Córeczka. O, to będzie pełnia szczęścia w domu". "O, to mama ma już komplecik"

Tylko jakoś tak nie na miejscu chyba odpowiadać, że dzieci to nie skarpetki, żeby musiały być do pary...

Prosto, prościej, najprościej

Bohaterka jednego z artykułów o minimalizmie mówi: "Jedyną różnicą, jaką zauważam między sobą a znajomymi jest to, że nie wiem, jakie są najnowsze promocje w sklepach. Nie śledzę już z wypiekami na twarzy, który projektant właśnie wypuścił nową kolekcję we współpracy ze znaną sieciówką. Jakie są najmodniejsze kolory sezonu. Jakie nowe tkaniny i dywany ma na ten sezon Ikea. Nie relaksuje mnie już spacer po centrum handlowym – dodaje."

Cóż, gdybym miała iść tym tropem, to minimalistka ze mnie pełną gębą :-) A poważnie?

Od jakiegoś czasu bliskie mi są takie hasła, jak  proste życie, dobrowolna prostota, minimalizm, slow life. Gdybyście mnie jednak zapytali o definicje, zaplątałabym się... Trochę mnie ten fakt irytuje, bo lubię mieć porządek w głowie :-) Z drugiej strony - wcale nie dążę do naukowego rozpracowania tych terminów. Po prostu - pod każdym kryje się pewna filozofia życia, w ogólnym zarysie dość mi bliska, którą według uznania wdrażam na  swoim poletku. Z różnym efek…

Imieniny

Świętował mój mąż: skromnie, bo nie lubi, ale ciasta dwa poszły :-) Piekłam je na pewno z miłością i dobrymi chęciami, ale fakt, że wyszły AŻ TAKIE pyszne zawdzięczam raczej genialnemu przepisowi Wioli na półkruchą bazę, :-) Bo dla rodziny przecież zawsze się staram, aczkolwiek nie zawsze wychodzi tak, jak bym chciała... Receptura już się na blogu pojawiła i naprawdę szczerze wielbię to ciasto :-) Za prostotę, pychotę i niezawodność. Tym razem wystapiło w piątek jako szarlotka (1kg jabłek w kostkę obrał i pokroił solenizant we własnej kochanej osobie:-), a w sobotę i niedzielę jako sernik (pół kostki masła, pół szklanki cukru, 5 jajek i 1kg sera z wiaderka, a do ciasta kakao). W jednej i drugiej wersji duużo rodzynek :-)

A ta reguła... chyba sprawdza się w każdej dziedzinie. Małe rzeczy cieszą czasem bardziej niż wielkie i spektakularne. Zreszta komu to oceniać, czy coś jest wielkie czy małe... To, co robi każda mama czy każdy tata to przecież rzeczy zwykłe, codzienne, powtarzalne: d…
Sobota, sobota. Dzień zakupów i porządków. Dziś wyjątkowo miła, bo słoneczna. Dobrze zagospodarowana. Wyspaliśmy się. Byliśmy całą rodziną na usg, z najmłodszym wszystko w porządku.  Marchewkowiec się udał wyśmienicie, będzie do jutra nasiąkał kremem i wzbogacał smak :-) Obiad też na plus, choć cała kompozycja miała właściwie służyć uzjadliwieniu bezbarwnej w smaku gotowanej piersi z indyka z czwartku...A wyszło naprawdę kapitalne danie :-) Potem ja nabijałam dodatkowe kilogramy czekoladową pianką i magdalenkami z Lidla, a ojciec rodziny spalał co był zjadł, skręcając dla Ani nowe łóżko. Teraz spalają dalej spacerując, a ja nie powiem co... Odpoczywam  i rosnę :-)  Dzisiaj się nie zamartwiam i nie przygnębiam. W związku z owym błogim stanem, niewiele mam do powiedzenia i nie staram się dłużej ubrać tego w słowa :-) Chciałam tylko napisać, że dobrze mi w życiu...


Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Piernik bezglutenowy

Na małą tortownicę potrzebujemy:
50 g miękkiego masła 0,5 szklanki cukru 1 jajko 1 szklanka mąki gryczanej 0,5 szklanki mąki ryżowej 2 łyżeczki przyprawy do piernika 1 płaska łyżeczka sody 1 łyżka stołowa kakao 0,5 szklanki mleka 0,5 słoika konfitury śliwkowej
kilka pokrojonych suszonych moreli garstka rodzynek
Zmiksować masło z jakiem i cukrem, potem sypkie składniki na przemian z mlekiem i dżemem, na koniec bakalie. Piekłam ok 50 min w 180 st, do popękania i suchego patyczka. Polewa z roztopionej gorzkiej czekolady :-)
Na to ciasto zdecydowałam się w desperacji, bo nie miałam "zwykłej" mąki, więc użyłam takiej, jaką miałam... Urosło, wyszło puszyste i bardzo smaczne. W odróżnieniu od gniotowatych ciast stricte bezglutenowych z blogów dietetycznych, które testowałam wcześniej ;-) Także warto czasem eksperymentować :-)

Efekt końcowy bardzo poprawił nastrój całej rodzinie w deszczowe popołudnie :-) Czy to już podpada pod slow life? :-)

Moja jabłkowa top-lista

Jak obiecałam, tak się dzieje. Jesień to czas jabłek, teraz mogę bojkotować owocowe embargo :-)

1/jabłka po prostu :-)

2/kompot z imbirem, cynamonem i goździkami

3/jabłka z kompotu można wykorzystać do zapieczenia z ryżem, błyskawicznych kieszonek z  ciasta francuskiego albo do piernika dla alergika :-)

4/crumble

5/szarlotka krucho-drożdżowa (zaczerpnięta lata temu z literackich przepisów M. Musierowicz)

6/szwedzki jabłecznik Babci (nie wiem, czemu szwedzki, ale jedno z łatwiejszych ciast)

Zmiksować
4 jajka
200g cukru (1 szklanka)
pół kostki masła/margaryny rozpuszczone w
pół szklanki mleka
300g mąki (2 szklanki)
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
3 jabłka pokrojone w kostkę

POSYPKA: 2 łyżeczki cukru+ jedna cynamonu, po upieczeniu będzie cudnie chrupała:-)

Piec ok.45 min w 180 st

Dla alergików: można upiec bez mleka, ale bez jajek i glutenu nie. Polecam piernik, piekłam z mąki gryczanej.
Dla niecierpliwych: uda się z połową szklanki oleju zamiast topienia masła.
Dla dbających o …

"52 tygodnie"

Mój wakacyjny Nr 1. Bo tylko jedną książkę zabrałam ;-) 
Czy poczułam się zainspirowana do życiowych zmian? Nie. Może to nie mój czas. Coś w głowie zostało, ale nie żadna porywająca sentencja, którą pamiętałabym następnego dnia.
W swoich założeniach plan bohaterki przypomina mi "Projekt Szczęście" Gretchen Rubin, która każdego miesiąca pracowała nad konkretną dziedziną życia. Była ciekawa, czy w ten systematyczny sposób dojdzie po roku do większego poczucia szczęścia. Wzięła na warsztat relację z mężem, z dziećmi, porządkowała wspomnienia, ograniczała narzekanie, wcześniej kładła się spać i nie pamiętam co jeszcze. Zgubiłam notatki... A rzadko się zdarza, żebym coś z książek notowała :-) W każdym razie moja realistyczna natura lepiej strawiła 12 kroków niż 52, "by trybik zamienić w człowieka, który rozumie czym jest szczęście". Za dużo, za szybko.
Bohaterka to zwariowana kobietka, na pewno nieszablonowa. Długo by wymieniać, co wymyślała w kolejnych tygodniach, por…

Projekt uważnego życia

Banalne i prawdziwe do bólu: przez okienko laptopa ucieka mi w wirtualne przestworza kawał życia. Cenny czas, który mógłby być spędzony z najbliższymi. Owszem, czasem trzeba mi odskoczni od świnki Peppy i spraw dwulatki. Chcę wiedzieć co dzieje się u "znajomych" na forum, fb, zapisać kilka myśli, czy załatwić przez internet inne powszednie sprawy. Ale na ogół siedzę przy komputerze w sposób niezorganizowany, chaotyczny, skaczę ze strony na stronę, jak mnie coś wciągnie, to nie mogę się oderwać. Jeśli muszę, jestem rozdrażniona, niecierpliwa, nieuważna. Szukam podstępu, jak zająć dziecko czymkolwiek, żeby wyrwać jeszcze kilka minut. Niedajboże sprzęt się zawiesza, sieć muli, ziemniaki kipią, Ania marudzi. Grr. Nie tak chcę...



Tydzień temu zaczęłam spontaniczny projekt. Roboczo określiłam go: "dzień bez komputera" :-)

Siedem dni bez rozpraszania się na resztę świata. Wieczorem kiedy Ania szła na spacer z tatą albo już spała zaglądałam na pocztę, fb czy ulubione blog…

Ciasto genialnie proste i pyszne

Bazę na ciasto półkruche zawdzięczam My Slow Nice Life, nadzienie: aktualnej zachciance, tudzież sezonowym darom natury :-) Były porzeczki, śliwki, jabłka,  mak.

Ciasto (na kwadratową blaszkę):

pół kostki masła lub margaryny, rozpuszczonej i schłodzonej albo pół szklanki oleju
2 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
kilka kropelek aromatu waniliowego
2 jajka

owoce oprószone cukrem waniliowym/masa makowa

Zagnieść ręką lub mikserem, 2/3 wyłożyć na blaszkę (można dodać najpierw nieco kakao, jeśli chcemy ciemny spód), na to nadzienie i kruszonka z reszty ciasta. Dodaję do niej nieco mąki, żeby lepiej się rwało na kawałki :-)
Piec 45 min w 180st.

Można zrobić w wersji bezglutenowej, bez mleka i jaj kurzych.

Podróż kulinarna

W rejony mało mi znane, jak kuchnia indyjska i kuchnia francuska. Obie rzecz jasna niewiele mają wspólnego z tygodniami kulinarnymi w Lidlu ;-) Śródziemnomorski klimat ze szczyptą egzotyki, doprawiony romantyzmem w dobrym stylu. Miła dla ucha oprawa muzyczna. Wizualnie prześliczny i przeapetyczny. Bardzo przyjemnie spędzony czas, szczerze polecam. Nawet z mężem da się obejrzeć :-) Jeśli go potem dobrze nakarmić ;-) Ups, Stereotyp się wkradł, a tak zgrabnie pasował... Tak naprawdę to ja byłam głodna jak wilk. Wilczyca. W ciąży.... Nie jest to film, który można oglądać na pusty żołądek. Szczerze mówiąc paczka maltanek podjadana w kinie nie dała rady stłumić apetytu na smaki i zapachy płynące z ekranu... Bagietka z domową oliwą i pomidorem ze słonecznego ogródka prędzej, ale nie tym razem, nie w naszym zatęchłym Jubilacie ;-) W domu też tylko namiastki :-) Martwe warzywa, jak twierdził Hassan, bez duszy. Pewnie słońca nie widziały i nie wiedzą, jak mają smakować :-)


Kochany, dziękuję za…

Immortal Memory

Zachwyt absolutny


Odskocznia

Tutaj życie płynie w rytmie slow Jasiona

W tym roku, po kaligrafii, witrażu i średniowiecznym iluminatorstwie, warsztaty tkackie :-)

O blogowych pułapkach i zakupach gwiazdkowych

Kończy się tydzień. Kończy się miło, choć powinnam napisać "Mąż mnie zabije" ;-) Bo zamiast oszczędzać na konto urlopu, zrobiłam dziś zakupy z serii zbędne zachcianki ;-) Coś dla dzieci i coś dla ducha. Mojego konkretnie. O sobie pomyślałam za sprawką wpisu na blogu Droga do prostego życia, haha. Zajrzałam i przeczytałam zapowiedź książki Ludmiły Piaseckiej "52 tygodnie". O prostocie i umiarze, a jakże ;-) Zamieszczony fragment bardzo mi się spodobał. Na tyle, że od razu przeszłam na stronę wydawnictwa i zamówiłam. Jeszcze nie wiem, z jakiej okazji, urodziny już miałam... No na wakacje po prostu! Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana. Blog autorki też zapowiada się ciekawie.  A zaraz obok kolejny wpis, recenzujący wakacyjny numer Znaku, poświęcony rzeczom, zagraconym piwnicom, naszym związkom z przedmiotami... W głębi duszy przeczuwam, że mocniejsze zainteresowanie  tematyką może mieć związek z budzącym się syndromem wicia gniazda, bo żeby je uwić, trzeba najpier…

Dolegliwości ciążowe na wesoło

W pierwszej i drugiej ciąży śledziłam kalendarz rozwoju dziecka tydzień po tygodniu. A teraz co... Czasem zerknę, żeby mieć jako taką orientację, czy już słyszy, kciuk ssie itd., ale bardziej mi to czytanie chyba działa na nerwy... "W 23 tygodniu zaczniesz doświadczać problemów ze snem" Aha, to już jasne, czemu wczoraj nie mogłam spać... "Pamiętaj, że z czasem będzie coraz gorzej" Pocieszające, doprawdy. "Bezsenne noce dopiero przed tobą, kiedy maluch się urodzi" Odkrywcze bardzo. "Możesz rozważyć zakup specjalnej poduszki dla ciężarnych w kształcie przerośniętego rogala" hi hi, mam i używam. Nie znoszę określenia ciężarna, podobnie jak razi mnie przyszła matka, nagminne. A co to, mój synuś nie ma teraz mamy, po narodzeniu dopiero? Czytajmy dalej: "może dojść do powiększenia stopy o rozmiar lub dwa. Pamiętaj, że w dalszej ciąży się  nie zmniejszy, a może się jeszcze powiększać" Dobrze, że u mnie dotyczy to tylko biustu ;-) Im dalej w …

Życiowa książka o kosmitach

ona: Wiesz, jednak książki z życia wzięte są najlepsze...Uśmiałam się do łez.
on: A co czytasz?
ona: Dom pełen kosmitów.

Cudowna książka, nie mogłam się od niej oderwać, choć Ania próbowała różnych sposobów, np wsypując mi za dekolt pokruszoną ciastolinę ("to szczypiorek jest, mamusiu").

Samo życie. Wspaniałej wielodzietnej rodziny, widziane oczami mamy. Opisane z miłością, niesamowitym poczuciem humoru i dystansem, którego jej zazdroszczę jako słabo zorganizowana mama jednej pociechy...

I jeszcze wywiad z autorką.



Jabłkowy protest

Trochę mam problem z akcją "Jedz jabłka na złość Putinowi". Bo jabłek o tej porze roku raczej nie jadam... Na ryneczku nawet nie ma latem mojego stoiska, gdzie zaopatruję się od jesieni do wiosny. Ale jeśli mam zjeść 15 kg do końca roku to chyba dam radę później ;-)


Patison

Zakochałam się w patisonie... doprawdy, nie wiem, jak mogłam całe życie dusić tylko cukinię :-) Patison istniał dla mnie w postaci miniaturowej i marynowanej, której nie jadałam i tyle o nim wiedziałam. A tu Ł. przyniósł cztery młode patisonki od znajomego z ogródka, sprawdziłam, jak można przyrządzić i voila! Danie w sam raz na letni dzień, leciutkie i przepyszne. Polecam!

2 małe patisony umyć, obrać i pokroić w kostkę. Posolić, zalać połową szklanki wrzątku, dodać 2 zmiażdżone ząbki czosnku i dusić 10 min. dodać 2 pomidory pokrojone w kostkę, ew trochę przecieru pomidorowego, sól, pieprz, curry. Dusić jeszcze 5 min, zabielić śmietaną ok 100ml, dorzucić posiekaną zieleninę, sprawdzić, czy doprawione i podawać! U mnie z kuskusem.

Szczęście codzienne

Czasem, kiedy nachodzą mnie refleksje egzystencjalne, dochodzę do wniosku, że mam niesamowite szczęście... Bo żyję tak, jak sobie wymarzyłam. Skończyłam studia, wyszłam za mąż, urodziłam dziecko, nawet przed 30-tką ;-) Mój mąż jest moim przyjacielem. Mieszkamy we własnym lokum. Z rodzicami i teściami mamy dobre relacje. Jeśli za parę lat, po zainstalowaniu potomstwa w placówkach odpowiednich do wieku, znajdę jeszcze pracę, uznam, że realizuję swój plan idealny... Ale to nie była strategia realizowana niczym harmonogram odhaczany punkt po punkcie: najpierw własna niezależność, profil pana idealnego, randki, odsiew kandydatów, ślub jak z telewizji, cukierkowa ciąża i bobasek w słodkim pokoiku;-) Nic z tych rzeczy. Traktuję to dobro jako dar od Losu, zrządzenie Opatrzności, wysłuchane modlitwy. Nie musiało tak być... Prawdę mówiąc czasem niewiele brakuje, żeby zabrakło odwagi do zmian, mimo marzeń. Wikłamy się w nieudane związki, podejmujemy brzemienne w skutkach decyzje, ulegamy chorob…
Z reguły po filmach akcji, sensacyjnych, gangsterskich, czy krwawych jak Apokalypto dobrze śpię - nawet a zwłaszcza w ciąży:-) Bo treścią są na tyle odległe, że pozostają jedynie rozrywką. Ale po tym filmie spałam źle. Śniła mi się krew. Bo wiem, że to dzieje się nie tylko na ekranie. Teraz właśnie w tej chwili, w XXI wieku, nadal porywa się, sprzedaje, bije, wykorzystuje, gwałci i zabija ludzi. I to bardziej brutalnie, niż można pokazać na ekranie...I na nic cała polityka, tajny wywiad, armia, nato czy inne sojusze. Grupa terrorystów porywa, by  ukryć bez śladu (?) i maltretować kilka setek dzieci, ale Pierwsza Dama Ameryki może najwyżej opublikować selfie z karteczką "oddajcie nasze dziewczynki". W samej Europie handluje się kobietami, trzyma ludzi w piwnicach, albo wykorzystuje przy zbiorach czegoś tam. W najbardziej łagodnej formie zatrudnia jako tanią służbę na czarno. Czy taka mamy naturę, że niewolnictwo będzie istniało do końca świata?

Przemyślenia różne, raczej pesymistyczne

Spodziewamy się kolejnego malucha. Nie wiem, czy kiedyś wskoczymy na kolejny level - zastępowalności pokoleń, czyli dwa i trzy dziesiąte ;-) Dzieci zdrowych, silnych, pracujących i płacących podatki ;-)

Prawdę mówiąc nie myślę o tym, że rodzę nadzieję narodu - bo wymiera, przyszłych podatników ZUSu - bo bankrutuje. Nie wierzę, że system emerytalny przetrwa do tego czasu, serio. Nie wiem, czy nasze dzieci będą w ogóle mieszkały w Polsce. Nie traktuję ich jako polisę na starość i nie oczekuję, że będą mnie utrzymywać. Być może jestem z pokolenia "skażonego" wygodą i egoizmem. Perspektywa narodowo-patriotyczna słabo do mnie przemawia. Oczywiście, to co dzieje się w polityce, a nie dzieje się dobrze, bezpośrednio nas dotyczy, choćby nie wiem, jak mnie brzydziło. Mogę się tym nie zajmować, nie interesować - z tego systemu nie ma rozsądnej ucieczki...
Ale dzieci są dla mnie naturalnym owocem miłości, rodzę je dla nas, żeby nasza rodzina była pełna, żeby się nimi cieszyć tu i tera…

Tarta z łososiem

Jak to możliwe, że o niej jeszcze nie napisałam, toż to hit! Przepis zaczerpnięty z książki kucharskiej Pascala i Okrasy.

Tarta jest prosta w przygotowaniu, pyszna, aczkolwiek przy krojeniu robi się mało reprezentacyjna, bo wypływa z niej nadzienie :-) Nigdy nie doczekała u nas stadium stężenia do podania na zimno.



Składniki:
-opakowanie ciasta francuskiego
-śmietana 30% 100ml
-3 jajka
-opakowanie wędzonego łososia (ze świeżym też wychodzi smacznie)
-opakowanie sera typu greckiego, ten z Lidla super się kroi w kostkę (w oryginale jest mozarella - dla nas po roztopieniu gumiasta, wolę z fetą)
-pół pęczka posiekanego szczypiorku
-3 pomidory średniej wielkości pokrojone w kostkę
-sól, pieprz
-listki oregano

Okrągłą tortownicę wyłożyć ciastem. Ułożyć kawałki ryby, pomidora, pokrojony ser, posypać szczypiorkiem, oregano. Zalać śmietaną rozbełtaną z jajkami i przyprawami. Piec pół godziny w 180st
Podawać z sałatą? Ja lubię:-)
Robiłam też wersję z kiełbasą drobiową, groszkiem i porem. W zasa…

A pięć lat temu...

...też było chłodno, jak dziś, choć to czerwiec i człowiek spodziewa się raczej słońca. Trzeba było Panu Młodemu uszyć naprędce podkoszulek z polaru, żeby nikt nie myślał, że głos trzęsie mu się z emocji ;-) Przejęta Panna Młoda zakluczyła przyszłą Teściową w mieszkaniu, brak zauważono dopiero przy błogosławieństwie ;-) Dekoracja home made odpięła się od maski samochodu i dumnie powiewała na wietrze w drodze do kościoła. Dalej już szło dobrze, acz nie bez wrażenia, że występujemy w uroczystym spektaklu na potrzeby rodziny. Bliższa sercu byłaby cichutka ceremonia w drewnianym górskim kościółku :-) Może w kolejną pięciolatkę odnowimy naszą przysięgę w pięknych okolicznościach przyrody, tymczasem wspominam minione lata na domowej kanapie. Mieliśmy być gdzie indziej, miało być romantycznie, ale dwie hospitalizacje wśród naszej ekipy wyjazdowej zmieniły nasze plany. Może to znak, że to nie był ten czas i miejsce, bo zdarzyło się na dzień przed wpłatą całej należności za wynajem domku...


Ś…

Na kanwie pobytu w szpitalu i wspomnień porodu sprzed dwóch lat

Mój ostatni pobyt w szpitalu, na szczęście krótki, zbiegł się w czasie z rocznicą narodzin Ani. Te same sale, te same szpitalne odgłosy, zapachy, ci sami lekarze i pielęgniarki, te same gadki - szmatki pacjentek, choć tu akurat spora rotacja, ale zawsze ten sam poziom rozmów... I też początek piłkarskich rozgrywek - wtedy były mistrzostwa Europy :-) Zlały mi się te wspomnienia, jakby nie dzieliło ich dwa lata, a dwa dni...Patologia ciąży to taki oddział, gdzie w powietrzu wisi mieszanka strachu, nadziei i wisielczy humor, bo bez dystansu trudno wytrzymać...

Przyznam, że z zazdrością czytam o opiece położniczej w innych krajach...Wydaje mi się bardziej życzliwa i ludzka, standardy o niebo wyższe i bezpłatnie, co w u nas w teorii też przysługuje, w praktyce kto chce być pod dobrą opieką do ginekologa chodzi prywatnie i za wszystkie badania oraz leki też płaci z własnej kieszeni... A w szpitalu ma szczęście do uprzejmego personelu i godnego traktowania albo nie. O warunkach porodu już  …

Nutella i spółka

Z okazji zachcianki na nutellę, bohaterem dzisiejszego wpisu ogłaszam tort - marzenie. Nie pamiętam, czy w życiu udał mi się lepszy... Kluczem do sukcesu w kwestii ciast jest dla mnie prostota, bo im bardziej się staram i upiększam, tym większa porażka. Tu zaś nie może się nic nie udać! Biszkopt, bita śmietana, nutella i mascarpone. Gdyby jeszcze nasączyć jakimś procentem... To by dopiero się komponowało, ale brzuchatkom odradzam, pozostałym sugeruję ;-) Smakowo poezja, zwłaszcza po nocy w lodówce. Wizualnie - jak widać, ale to nie blog kulinarny ;-)


Biszkopt na małą tortownicę: 3 jajka pół szklanki cukru w tym torebka waniliowego pół szklanki mąki łyżeczka proszku do pieczenia
Ubić mikserem, przelać do suchej blaszki, piec 40 min w 180st. Studzić do góry dnem, dzięki czemu wychodzi puszysty i równy spód do pokrojenia na 3 części.
Krem:  Ubić 200ml  śmietany 30%  Zmiksować mascarpone i 5 łyżek nutelli(albo więcej, jak kto lubi)+połowę ubitej kremówki dla odpowiedniej konsystencji
Przekł…

Matka Życia

Mam taką współczesną ikonę, której niestety nie udało mi się odpowiednio sfotografować.  Ale widać jej przesłanie:


Maj w tradycji katolickiej jest miesiącem poświęconym Maryi. Cóż, z tradycyjnymi formami pobożności zdecydowanie mam pewien problem... Nie dla mnie monotonnie recytowany lub co gorsza śpiewany Różaniec, chociaż bardzo cenię tę modlitwę. Nie dla mnie tzw. nabożeństwa majowe, śpiewane z organistą, chociaż kilka dni temu odkryłam piękno tej litanii... po łacinie. To samo, ale nie tak samo...Polecam :-) Nie dla mnie pielgrzymki, marsze, procesje. Czemu tak jest? Nie wiem do końca. Może jestem takim typem po prostu. Ale co chciałam powiedzieć: odkryłam drugie znaczenie określenia "stan błogosławiony" :-) Więcej się modlę :P  Pewnie można zastosować także powiedzenie "kiedy trwoga to do Boga". Nie ukrywam, że tak też jest i to chyba naturalne. Kiedy tracimy nad czymś kontrolę, przypominamy sobie o fundamentalnych sprawach, o tym jak niewiele w gruncie rzecz…

Plancuchy gryczane

Plancuchy to słowo stworzone przez Anię :-)

Kto ma książkę kucharską Lidla za zakupy w sezonie okołobożonarodzeniowym, niech zajrzy na stronę 73. Kto nie ma - proszę bardzo: zdjęcie też TU jest, bo ja nie zrobiłam, więc wpis mało zachęcający, cóż. Musiałabym te placki jakoś układać, oświetlać, a głodni byliśmy że ho ho.

Bardzo apetyczna i aromatyczna potrawa. Okrasa podaje racuchy z gulaszem, zrobiłam gar na trzy dni, ale następnym razem zmodyfikuję, bo nie przepadamy za słodkawymi sosami, a ten jest słodko-korzenny. Pewnie za sprawą marchewki, miodu, piwa i przypraw.
Za to placki - palce lizać! Nie lubię kaszy gryczanej, ani właściwie żadnej innej, chyba, że z dużą ilością sosu albo w postaci placków właśnie :-) W takiej formie kasza całej naszej trójce bardzo przypadła do gustu i niewykluczone, że będę specjalnie ją kupować - na plancuchy grycuchy :-)

Narodowy Dzień Życia

To dzisiaj. Święto jak najbardziej świeckie i pożyteczne, w klimacie "stawiam na rodzinę". Związane z jutrzejszym Dniem Świętości Życia w kościelną uroczystość Zwiastowania. Zaznaczam te dni w kalendarzu, bo szacunek dla życia jako podstawowego prawa człowieka mam wpojony tak bardzo, że jest to część mojej tożsamości.

To prawda, że w kwestiach etycznych nie uznaję żadnych kompromisów. Widzę sprawy czarno - biało. Czasem zadaję niewygodne pytania, ale nie rzucam kamieniem i nie oceniam ludzi, zwłaszcza tych, którzy wydają się głosić pewne poglądy w dobrej wierze i poczuciu misji. Nie wyśmiewam i nie ośmieszam, bo raz: nie ładnie tak, dwa: wiem, jakie to jest przykre. Ciągle pracuję nad delikatnością i wyrozumiałością w myśleniu o innych, ich pobudkach, ich doświadczeniu, ich osobistym etapie rozwoju duchowego i posiadanej wiedzy.
Przytoczę jeden z komentarzy pod poprzednim wpisem, jest bardzo trafny:
"Czarno-białe poglądy to jest bardzo dobry, a może i jedyny dobry, punk…

Dylematy wirtualno-realne

Moje wycieczki po wirtualnym świecie to głównie blogi parentingowe, aspirujące do rangi poradnika tudzież przewodnika dla młodych rodziców oraz blogi osobiste, bardziej prywatne zapiski o macierzyństwie i codzienności. Uderza mnie, jak wielkie przepaści są czasem między nami-kobietami, jak łatwo o nieporozumienie...Czasem aż się we mnie gotuje. Nie chodzi o dyskusje błahe, dotyczące wyprawek, rodzaju pieluch, zabawek, mebelków, przekąsek zdrowych i niezdrowych, czy stylu życia całej rodziny. Nawet nie te ważniejsze: o zdrowiu, bezpieczeństwie czy karmieniu piersią. Ale o te fundamentalne zagadnienia, na których opiera się nasz światopogląd.  Mam wrażenie, że jestem jakimś ufo, dziwolągiem, czepiam się zamieszczając komuś przewrotny komentarz. Z jednej strony jest to dla mnie forma zabrania głosu, że są ludzie, którzy żyją inaczej i nie zgadzam się mimo całej sympatii, z drugiej: strzępienie jęzora po próżnicy, jakbyśmy poruszały się po innych galaktykach w sferze wyznawanych wartości…

Ach to pomaganie...

Jestem przeziębiona. Kuruję się oczywiście domowymi sposobami: łyknęłam właśnie piorunujący napar z korzenia imbiru, miodu i cytryny, a dzięki dziadkom, którzy zabrali Anię na spacer mogę chwilę powygrzewać się pod kocykiem... Na stan ducha niezawodna jak zawsze Małgorzata Musierowicz :-) Skończyłam "Sprężynę" po raz n-ty, zaglądam do "McDusi", ale najpierw cytat:

-Robię tak mało - powiedziała z żalem Gabrysia.(...) Dzień ucieka po dniu, choć tak bardzo się staram nadążyć. (...) Kiedyś miałam wielkie plany, chciałam zmieniać świat - i tak niewiele z tego wyszło.
  Dmuchawiec zaśmiał się i spojrzał na nią spod okularów.
- Niewiele?! Tak sądzisz? Bo wyobrażałaś sobie, że to będzie spektakularna feta, fanfary, sztuczne ognie i blask. Tymczasem jest to proces tak dyskretny, że aż ty sama go nie dostrzegasz. Po prostu się starasz - najlepiej jak potrafisz. (...) Nieważne, że nie wszystko zdążysz zrobić. To, co robisz, jest dobre. A więc siłą rzeczy sprawiasz, że świat jest…

Potrzebne posiłki

Nie, nie mam na myśli wojskowego wsparcia dla Ukrainy, choć to co tam się dzieje narusza moje poczucie bezpieczeństwa i wiarę w to, że po doświadczeniach wojen dwudziestego wieku, Europa traktuje kwestię pokoju priorytetowo...Jakoś nie widać, żeby ktokolwiek chciał podpaść Rosji.
Jedzenie jest dla nas oczywistością. Posiłek? Żeby jeden! Tony jedzenia lądują na śmietniku,  Polska w tym niechlubnym rankingu zajmuje wysoką pozycję: 9 ton rocznie. Tymczasem co 7 człowiek na Ziemi nie ma co jeść. 700 000 polskich dzieci GŁODUJE. Nie tylko w środę popielcową... Są miejsca na świecie, gdzie nie chodzi o brak mięsa, ryby, czy owoców, ale jakiegokolwiek pożywienia i wody zdatnej do picia. 18 000 dzieci umiera KAŻDEGO DNIA na skutek chorób związanych z głodem!
Przypominam sobie o tym, kiedy post przychodzi mi z trudem...
Istnieje fundacja o ogólnoświatowym zasięgu, do niedawna Scottish International Relief, od 2012 roku Mary's Meals, która zajmuje się dożywianiem w kilkunastu krajach. Dzię…

Opowieść o pokrewnych duszach, które spotkały się na chwilę

Od dwóch dni gra mi w głowie ścieżka dźwiękowa do "Once". Piękny film, który nie wiedzieć czemu zapamiętałam jako nudny.  Dlatego, kupiony w trójpaku, leżał kilka tygodni na półce. Ale może i dobrze - perełka została na koniec :-) To co mnie najbardziej urzeka w tym obrazie, to naturalność i pewna taka...subtelność? Nieobecna w produkcjach amerykańskich.  On rzucony przez dziewczynę, grywa na deptaku tęskne ballady, ona ima się różnych zajęć, typowych dla imigrantów. Oboje niesamowicie wiarygodni  w swoich kreacjach, mimo, że nie są zawodowymi aktorami. A może właśnie dlatego... Dwóch samotnych ludzi odnajduje w sobie pokrewne dusze i podobną wrażliwość muzyczną. Muzyka zresztą odgrywa w tym filmie ważną rolę, dopełniając treść emocjami po brzegi.  I taki szczegół, motyw dość niecodzienny w filmach z wątkiem romansowym: między bohaterami wyraźnie zawiązuje się nić sympatii. Po tej nitce na ogół zmierza się do bliskiej relacji. ale oboje wiedzą, że ich drogi się rozchodzą, o…
Zaniedbałam pisanie, bo zwątpiłam w sens prowadzenia bloga :-) W tej chwili nie czuję takiej potrzeby, więc dopóki wena nie powróci, nie będę kontynuować na siłę. Nasze życie toczy się spokojnie utartym torem, jest to chyba jeden z tych szczęśliwych okresów, kiedy nie nawarstwiają się troski i kłopoty, zdrowie dopisuje, dziecko przesypia noce, a codzienność po prostu sprawia radość i daje dużo czasu na celebrowanie życia rodzinnego - przynajmniej mnie, bo Ł. zdecydowanie mniej i gdzie tu sprawiedliwość...
Bułeczki ziołowe z suszonymi pomidorami
paczka drożdży w proszku lub 50g świeżych
łyżka cukru
szklanka ciepłej wody
łyżeczka soli
łyżka czubrycy zielonej lub innych ziół
2-3 posiekane suszone pomidory
4 łyżki oleju
0,5 kg mąki

Zagnieść ciasto i odstawić na 30 minut. Uformować 12 kulek, ułożyć na blasze i wstawić do ciepłego piekarnika, po 15 minutach podkręcić temperaturę do 180 st., bułki naciąć jak kajzerki i piec 20 minut, aż będą rumiane.


To był dla mnie bardzo owocny i  pracowity tydzień.  Wprawdzie nie mam jeszcze pomysłu na własny rytuał pozbywania się zbędnych przedmiotów, ale mocno zainspirowana artykułem Konrada o nowym życiu rzeczy i dobrej postawie wobec strumienia przedmiotów (w ogóle całym ciekawym blogiem :-) zarządziłam sama dla siebie jednorazową akcję porządkową :-) Od samego myślenia przestrzeni wokół nie przybędzie... Styczeń, co by nie mówić o noworocznych postanowieniach, jest pierwszą kartą kolejnego rozdziału pod tytułem rok 2014. A poczucie nowego początku daje nową energię do działania... Świetnie ujęła to Anna, której blog też chętnie podczytuję: chcę mieć podobne podejście: żadnych drastycznych zmian, żadnej rewolucji. Małymi kroczkami, świadomie i harmonijnie do celu :-)
Mam takie dni, że prawie wszystko wokół  kłuje mnie w oczy i przeszkadza, wszędzie widzę bałagan... Marzy mi się po prostu stół, na którym nic nie stoi. Biurko z lampką i laptopem. Pusty blat kuchenny i parapety. Szafy bez pud…

Jak uwolniłam książki wysyłając je do więzienia

Pamiętam, że dawno temu wspomniałam na blogu o bookcrossingu, czyli jak czasem mówi się po po polsku: książko-krążeniu :-) Osobiście w ten sposób nie uwolniłam nigdy żadnej książki ani nie natknęłam się na książkę puszczoną w świat. Jakiś czas wymieniałam się przez portal podaj.net, ale nie miałam szczęścia do atrakcyjnych tytułów czy filmów i dawno już tam nie zaglądałam. Za to ostatnio przeczytałam o działaniach Fundacji Zmiana, która przekazuje książki do zakładów karnych. Już od jakiegoś czasu chciałam odchudzić półki o kilka kilo, więc czym prędzej zamówiłam kuriera i spakowałam trochę ciekawych czytadeł. Mam  nadzieję, że trafią w dobre ręce.

Piernikowy recykling

Wprawdzie pierniczki mogą leżeć długo, ale nie w nieskończoność :-) Zarządziłam mały recykling i tak powstały bajaderki piernikowe:



Zmiksować
2 łyżki masła (lub bezmlecznej margaryny w wersji dla alergików)
2 łyżki przegotowanej wody
1 łyżka wódki (mam taką małą li tylko do ciast, wrzuciłam do niej laskę wanilii ;-)
4 łyżki cukru pudru
1 łyżeczka kakao (lub karobu)
1/4 szklanki rodzynek
Dodać
pokruszone pierniczki, (na wyczucie ok. 200g? Nie zważyłam... W wersji z herbatnikami Digestive kruszyłam 1-1,5 opakowania. Najlepiej wsypywać na raty, żeby nie masa nie wyszła za sucha)

Dobrze wymiętosić, uformować kuleczki, obtoczyć w wiórkach kokosowych i schłodzić.

O umiarze

„We wszystkich czynach swych bądź umiarkowany, a żadna choroba nie zbliży się do ciebie” (Syr 31,22)




Artykuł Marcina Jakimowicza o umiarkowaniu trafił dokładnie w moje dylematy, które jak bumerang powracają, kiedy czuje się odrobinę przytłoczona rzeczami. Mam w sobie taką tęsknotę, żeby w  moim otoczeniu były wyłącznie potrzebne rzeczy, do tego piękne, trwałe i praktyczne. Ale to jest takie trudne... Nie chodzi o to, że w naszym domu gonimy za modą, co sezon wymieniamy ubrania, gadżety, sprzęty domowe. Absolutnie tego nie robimy. Myślę, że jesteśmy bliscy umiarkowania, unikając skrajnych biegunów, a za takie uważam zarówno snobistyczny minimalizm z najwyższej półki, na który zapewne stać tylko świetnie sytuowanych bezdzietnych ludzi, jak i radykalne ograniczenie się do materaca, menażki i plecaka z kilkoma ubraniami. Ewentualnie kilku sprzętów z gatunku "do it yourself". Na to też może pozwolić sobie raczej ekscentryczna osoba :-) Lubię pobyć od czasu do czasu w surowym, asce…