Przejdź do głównej zawartości
To był dla mnie bardzo owocny i  pracowity tydzień. 
Wprawdzie nie mam jeszcze pomysłu na własny rytuał pozbywania się zbędnych przedmiotów, ale mocno zainspirowana artykułem Konrada o nowym życiu rzeczy i dobrej postawie wobec strumienia przedmiotów (w ogóle całym ciekawym blogiem :-) zarządziłam sama dla siebie jednorazową akcję porządkową :-) Od samego myślenia przestrzeni wokół nie przybędzie... Styczeń, co by nie mówić o noworocznych postanowieniach, jest pierwszą kartą kolejnego rozdziału pod tytułem rok 2014. A poczucie nowego początku daje nową energię do działania... Świetnie ujęła to Anna, której blog też chętnie podczytuję: chcę mieć podobne podejście: żadnych drastycznych zmian, żadnej rewolucji. Małymi kroczkami, świadomie i harmonijnie do celu :-)

Mam takie dni, że prawie wszystko wokół  kłuje mnie w oczy i przeszkadza, wszędzie widzę bałagan... Marzy mi się po prostu stół, na którym nic nie stoi. Biurko z lampką i laptopem. Pusty blat kuchenny i parapety. Szafy bez pudeł do przechowywania na górze. Przedpokój bez potykaczy. Jakiś magiczny schowek na miskę do kąpania, wiadro na ubranka i nocnik. Drugi na suszarkę z ubraniami i deskę do prasowania... Nic nie poradzę na to, że wszystkie te przeszkadzajki są na różny sposób potrzebne i ciągle używane. Większy metraż niczego by nie zmienił. Prędzej bardziej pojemne szafy ;-)

Moje porządki miały raczej wymiar symboliczny. 
Wybrałam i zaniosłam do wywołania zdjęcia z ostatnich kilku miesięcy. 
Przejrzałam foldery na komputerze i segregatory z dokumentami, wyrzuciłam stosy niepotrzebnych papierzysk, w tym miliony wyników morfologii z obu ciąży :-) Podliczyłam dziesiątki zaległych paragonów z grudniowych wydatków. Kupiłam żarówkę do lampki. Poukładałam włóczki i wzory na robótki.
Nie wyrzucałam na razie pamiątkowych bibelotów, ale są na nowo poukładane. Świadomość, że w tej czy innej szufladzie panuje porządek daje mi sporą satysfakcję, choć te zmiany nie są widoczne dla postronnych obserwatorów.
Fakt, coś tam ubyło/zyskało nowe życie? Dwa telefony do recyklingu i kilka par okularów na szczytny cel, karton książek, kilka zabawek, trochę ubrań, zawadzające w piwnicy krzesło do karmienia. Wypełniony karton rzeczy na sprzedaż lub wymianę.
Z praktycznego punktu widzenia niewiele... Kilka godzin poutykanych między codzienne zajęcia, wyjście na pocztę, do DSM, do fotografa, do śmietnika ;-) Trochę kurzu w powietrzu i kark obolały od ślęczenia przy monitorze.
Bo zainspirować się też musiałam innymi blogami, prawda? ;-)



Komentarze

Powolutku, powolutku i do przodu! :) Polecam sposób, o którym przeczytałam chyba na prostym blogu u Ajki (bo u mnie chyba więcej czasu schodzi na czytanie niż na to porządkowanie;)) - codziennie pozbądź się jednej rzeczy. U mnie zazwyczaj nie kończy się na jednej rzeczy, bo od razu zaczynam porządkować dany obszar, ale jedna rzecz to dobry początek i taki codzienny cel :)
Mamani pisze…
Ta metoda wydaje mi się trochę na siłę, wolę raczej raz na jakiś czas zrobić generalny remanent, spakować pudła, pudełka, przesyłki i pozbyć się za jednym zamachem. Natomiast metoda jednej rzeczy podoba mi się w odniesieniu do sprzątania, bo posprzątać na raz całe mieszkanie to za duży wysiłek, a codziennie ogarnąć jedną zaległą pracę albo szufladę - da się zrobić ;-)
A u mnie odwrotnie, wolę od razu całość posprzątać, bo inaczej mam wrażenie wiecznego bałaganu, chociaż może ktoś inny ma wrażenie, że właśnie cały czas jest porządek, bo stale się sprząta. Z kolei pozbywać się łatwiej mi po jednej rzeczy, nie żal tak bardzo:) Słowem, ilu ludzi, tyle sposobów - dla każdego coś dobrego:) Grunt, aby efekt był:)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…