Przejdź do głównej zawartości

O umiarze

„We wszystkich czynach swych bądź umiarkowany, a żadna choroba nie zbliży się do ciebie” (Syr 31,22)




Artykuł Marcina Jakimowicza o umiarkowaniu trafił dokładnie w moje dylematy, które jak bumerang powracają, kiedy czuje się odrobinę przytłoczona rzeczami. Mam w sobie taką tęsknotę, żeby w  moim otoczeniu były wyłącznie potrzebne rzeczy, do tego piękne, trwałe i praktyczne. Ale to jest takie trudne... Nie chodzi o to, że w naszym domu gonimy za modą, co sezon wymieniamy ubrania, gadżety, sprzęty domowe. Absolutnie tego nie robimy. Myślę, że jesteśmy bliscy umiarkowania, unikając skrajnych biegunów, a za takie uważam zarówno snobistyczny minimalizm z najwyższej półki, na który zapewne stać tylko świetnie sytuowanych bezdzietnych ludzi, jak i radykalne ograniczenie się do materaca, menażki i plecaka z kilkoma ubraniami. Ewentualnie kilku sprzętów z gatunku "do it yourself". Na to też może pozwolić sobie raczej ekscentryczna osoba :-) Lubię pobyć od czasu do czasu w surowym, ascetycznym otoczeniu, przekonać się, jak niewiele na co dzień potrzeba, ale tak naprawdę chcę żyć prosto, ale wygodnie. Oszczędnie, ale nie odmawiając sobie przyjemności, które umilają ziemski żywot :-) Regularnie przeglądam szafę i wydaje mi się, że nie mam rzeczy, których już dawno nie powinnam, choć nad kilkoma jeszcze dumam. Pilnuje porządku w kosmetykach. Wyrzuciłam mnóstwo wycinków, wydruków, artykułów ze studiów i innych intelektualnych "przydasiów". Staram się rozsądnie pozbywać tego, co miało się jeszcze przydać, ale było to dawno i nieprawda... I czasem, cóż,  naprawdę nie wiem co zrobić z tym balastem... 
Ubraniami mogę się powymieniać z siostrą, częściowo ubrankami, zabawkami i sprzętem dziecięcym. Gorzej,  jak powstaje dylemat, czyją piwnice ma zagracać kojec i bujaczek ;-) 
Gryzę się nad starymi książkami, ale w domu myślących ludzi książki w naturalny sposób są, przybywają i zostają (pół biedy, jeśli kupujemy je sami, bo mamy do nich sentyment, ale po co mi te rzędy Janków muzykantów, Lalek, Chłopów i Faraonów...) 
Zagwozdkę mam też z bibelotami, które posiadają, jak to się mówi, wartość sentymentalną. 
Ale obecnie element permanentnego nieładu wprowadzają zdecydowanie gadżety dziecięce, te wszystkie klocki, lalki, książeczki, wózeczki, spineczki, gumeczki, czapki, szaliki, kremiki, plastikowe naczynia. Rzeczy niewątpliwie przydatne, inna sprawa czy estetyczne i trwałe... Taki etap w życiu - pewnie skończy się wraz z wyjazdem dzieci na studia. Póki co przestrzeń będzie się kurczyć, będzie przyprószona okruszkami i ozdobiona suszącymi się rajtuzkami. Nie zamierzam nad tym ubolewać, bo na co by mi przyszło idealnie uporządkowane, ale puste mieszkanie...
Poza tym:
"Mówiąc o prostocie w podejściu do tego, co posiadamy, należy sobie uświadomić, ze istotna jest nie liczba rzeczy, które mamy, ale sposób, w jaki z nich korzystamy. Racje miał mnich, który stwierdził, że Bóg jest bardziej uwielbiony przez tego, kto korzysta ze wszystkich dobrych rzeczy doczesnego życia w prostocie i z wdzięcznością, niż przez nerwowy ascetyzm kogoś, kto niezdrowo podniecony roztrząsa szczegóły swego wyrzeczenia". o. Krzysztof Pałys OP, fragment eseju przytaczam za Jakimowiczem, całość w najnowszym numerze "W drodze" zdaje się)

Komentarze

Konrad pisze…
Witaj Marto, ciekawy tekst, dziękuję za odwiedziny na blogu. Pozdrawiam Konrad
Od dawna interesuję się minimalizmem i prostotą w codziennym życiu i to co napisałaś trafia do mnie w 100%. Myślę, że przedmioty powinny nam służyć, powinniśmy o nie dbać i troszczyć się o nie, ale nie powinny stać się one centrum naszego życia.
Stosunek do przedmiotów to trudna sprawa - mamy tu i chomika-zbieracza, który ginie w powodzi rzeczy i gadżeciarza, który w pogoni za kolejnym przedmiotem gubi gdzieś samego siebie i, paradoksalnie, minimalistę-nuworysza, dla którego najważniejsze to MIEĆ jak najmniej. Mam wrażenie, że najtrudniej dziś zachować umiar i rozsądek. Również i mnie, gdy przeglądam np. książeczki dla dzieci w księgarni internetowej ;)

Miło jest u Ciebie :) Tak właśnie - prosto, spokojnie ale i refleksyjnie. To jest dobre miejsce, które na pewno będę odwiedzać. Pozdrawiam ciepło!
Mamani pisze…
Dziękuję za miłe słowa :-)
Dzięki za końcowy cytat. Idealny i w punkt.

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…