Przejdź do głównej zawartości

Dylematy wirtualno-realne

Moje wycieczki po wirtualnym świecie to głównie blogi parentingowe, aspirujące do rangi poradnika tudzież przewodnika dla młodych rodziców oraz blogi osobiste, bardziej prywatne zapiski o macierzyństwie i codzienności. Uderza mnie, jak wielkie przepaści są czasem między nami-kobietami, jak łatwo o nieporozumienie...Czasem aż się we mnie gotuje. Nie chodzi o dyskusje błahe, dotyczące wyprawek, rodzaju pieluch, zabawek, mebelków, przekąsek zdrowych i niezdrowych, czy stylu życia całej rodziny. Nawet nie te ważniejsze: o zdrowiu, bezpieczeństwie czy karmieniu piersią. Ale o te fundamentalne zagadnienia, na których opiera się nasz światopogląd. 
Mam wrażenie, że jestem jakimś ufo, dziwolągiem, czepiam się zamieszczając komuś przewrotny komentarz. Z jednej strony jest to dla mnie forma zabrania głosu, że są ludzie, którzy żyją inaczej i nie zgadzam się mimo całej sympatii, z drugiej: strzępienie jęzora po próżnicy, jakbyśmy poruszały się po innych galaktykach w sferze wyznawanych wartości. 
Trudno jest mi pojąć, jak to jest, że kobiety w moim wieku, które zamieszczają notki o kościelnych ślubach, chrztach dzieci, katolickich świętach, czyli w jakiejś mierze "praktykujące", bez skrępowania ujawniają swoje poglądy sprzeczne z nauczaniem Kościoła, a nawet się nimi szczycą.

Zastanawiam się, czy milczenie w ważnych sprawach nie jest chowaniem głowy w piasek? Brakiem cywilnej odwagi? Takie mam czasem dylematy...

Komentarze

Ł-apaczWiatru pisze…
powiało ważną tematyką i od razu ludziom zabrakło języka w gębie .... zadziwiający brak komentarzy :)
Ł-apaczWiatru pisze…
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Mamani pisze…
Cały blog mało komentowany jest albowiem :-)
Sądzę, że ludzie wypowiadający się we wspomniany przez Ciebie sposób na własnych blogach tak naprawdę nie szukają okazji do wymiany poglądów, lecz jedynie do przyklaśnięcia, do wsparcia okazanego przez innych, podobnie myślących. A niektórych kwestii wygodniej jest po prostu nie zgłębiać, bo zgłębianie powoduje dostrzeganie, że być może to, co robimy, jest niespójne kompletnie (a taka świadomość to spory dyskomfort) oraz że - z drugiej strony - nie wszystko jest takie, jak się nam wydaje: czarno-białe na przykład. A już tak w ogóle z trzeciej strony (i podłej - przyznaję) - spójne i logiczne przedstawienie własnego przemyślanego stanowiska wymaga przynajmniej podstawowej kompetencji językowej, zwłaszcza kiedy się chce prosto i klarownie to stanowisko wyrazić. A to jest spory problem - widać na blogach. Podła jestem, wiem. A, i to nie jest do Ciebie:)
Mamani pisze…
Zdaję sobie sprawę, że mam bardzo czarno - białe poglądy, jednocześnie zazwyczaj trudno mi się klarownie i bez emocji wypowiadać :-) To są bardzo skomplikowane sprawy...
dziecko mam nie od wczoraj, ale pierwszy raz słyszę takie coś jak 'blogi pateringowe"

wow!
Czarno-białe poglądy to jest bardzo dobry, a może i jedyny dobry, punkt odniesienia, opoka, na którą zawsze spoglądasz w wymagającej trudnej decyzji sytuacji, która pomaga uniknąć relatywizmu. Staram się też mieć takie i nawet sądzę, że mi się to udaje. Jednak staram się także nie zapominać, że to jest punkt odniesienia, punkt wyjścia - nie szablon, do którego musi pasować cały świat. Bo świat jest zdecydowanie bardziej kolorowy, a te kolory wcale nie zależą od obiektywnej moralnie oceny, to znaczy nie ocena je tworzy. Po prostu są faktem. I jeśli nawet czyn jest obiektywnie zły, to człowiek go popełniający już niekoniecznie. Więcej - może nie mieć świadomości, że to, co robi, jest złe. Albo jego świadomy zły wybór jest podyktowany czymś o więcej, niż złą wolą. Nie chodzi mi o tłumaczenie kogoś, lecz o dostrzeżenie, że ani blog, ani komentarz pod blogiem nie daje szansy na poznanie czynników, które danego człowieka tak, a nie inaczej, ukształtowały, które spowodowały jego określone wybory. W blogach i w komentarzach są tylko odpryski życia, na podstawie których żadną miarą nie da się ocenić człowieka.
A nawiasem, w moim odczuciu Ty się akurat bardzo klarownie i sensownie umiesz wypowiadać, więc może dlatego kogoś razi to, co piszesz w komentarzu. Że tak po prostu, bez głaskania. Tylko te kolory... Żeby je dostrzegać, a przynajmniej mieć świadomość ich istnienia. Być wiernym sobie, lecz nie sądzić.
Mamani pisze…
Dziękuję. Zgadzam się z Tobą w 100% ! Zresztą może uda mi się zamieścić notkę, w której to podkreślę :-)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…