Przejdź do głównej zawartości

Narodowy Dzień Życia


To dzisiaj. Święto jak najbardziej świeckie i pożyteczne, w klimacie "stawiam na rodzinę". Związane z jutrzejszym Dniem Świętości Życia w kościelną uroczystość Zwiastowania. Zaznaczam te dni w kalendarzu, bo szacunek dla życia jako podstawowego prawa człowieka mam wpojony tak bardzo, że jest to część mojej tożsamości.

To prawda, że w kwestiach etycznych nie uznaję żadnych kompromisów. Widzę sprawy czarno - biało. Czasem zadaję niewygodne pytania, ale nie rzucam kamieniem i nie oceniam ludzi, zwłaszcza tych, którzy wydają się głosić pewne poglądy w dobrej wierze i poczuciu misji. Nie wyśmiewam i nie ośmieszam, bo raz: nie ładnie tak, dwa: wiem, jakie to jest przykre.
Ciągle pracuję nad delikatnością i wyrozumiałością w myśleniu o innych, ich pobudkach, ich doświadczeniu, ich osobistym etapie rozwoju duchowego i posiadanej wiedzy.

Przytoczę jeden z komentarzy pod poprzednim wpisem, jest bardzo trafny:

"Czarno-białe poglądy to jest bardzo dobry, a może i jedyny dobry, punkt odniesienia, opoka, na którą zawsze spoglądasz w wymagającej trudnej decyzji sytuacji, która pomaga uniknąć relatywizmu. Staram się też mieć takie i nawet sądzę, że mi się to udaje. Jednak staram się także nie zapominać, że to jest punkt odniesienia, punkt wyjścia - nie szablon, do którego musi pasować cały świat. Bo świat jest zdecydowanie bardziej kolorowy, a te kolory wcale nie zależą od obiektywnej moralnie oceny, to znaczy nie ocena je tworzy. Po prostu są faktem. I jeśli nawet czyn jest obiektywnie zły, to człowiek go popełniający już niekoniecznie. Więcej - może nie mieć świadomości, że to, co robi, jest złe. Albo jego świadomy zły wybór jest podyktowany czymś o więcej, niż złą wolą. Nie chodzi mi o tłumaczenie kogoś, lecz o dostrzeżenie, że ani blog, ani komentarz pod blogiem nie daje szansy na poznanie czynników, które danego człowieka tak, a nie inaczej, ukształtowały, które spowodowały jego określone wybory. W blogach i w komentarzach są tylko odpryski życia, na podstawie których żadną miarą nie da się ocenić człowieka. "


Przygnębia mnie obraz społeczeństwa wokół Nie czuję się w nim pewnie i łatwo mi tracić wiarę, że moje dzieci będą mogły rosnąć w bezpiecznym świecie, w kręgu mądrych wartości.
Jednocześnie z natury chyba mam w sobie sporą dozę empatii, żeby wczuwać się w wybory innych ludzi, np. schorowanego człowieka, który nie chce żyć, po prostu. Nie ma dla kogo, nie ma za co, nic nie ma dla niego sensu. Kobiety, która panicznie boi się kolejnego dziecka, kompletnie nie wie, na czym stoi w kwestii dni płodnych i niepłodnych, nie ma zaufania do partnera, nie ma oparcia, nie ma wiary, cokolwiek. Czy sytuacja dziewczyny w nieplanowanej ciąży. Bo łatwo jest mówić, cóż jakoś to będzie, rodzina pomoże, najwyżej odda do adopcji. Jutro nie odda, przed nią miesiące bezpowrotnych zmian, noce wylanych łez, komplikacje zdrowotne, może koniec edukacji, może utrata pracy, może trudne macierzyństwo w pojedynkę, osamotnienie. Właściwie, cokolwiek zrobi, życie nie będzie już takie samo. Rodzice, którzy w połowie ciąży słyszą, że dziecko ma zespół Downa lub ciężkie wady genetyczne. Wyobrażam sobie tę rozpacz, te pokusy.

Mimo ludzkich emocji nie potrafię jednak, nie chcę(?) zmienić zdania co do wytycznych, którymi kieruję się  w życiu oraz oceniam swoje / innych postępowanie.
Będę współczuć całym sercem kobiecie, która nie może doczekać się upragnionego dziecka i decyduje się na in-vitro, choćby miała świadomość, że być może będzie miała jedno za cenę utraty kilku pozostałych, zamrożonych dla spokoju sumienia (?) w ciekłym azocie. To co wiem o tej procedurze nie pozwoli mi po prostu pochwalić takiego wyboru.
Uważam, że nie mamy prawa decydować o życiu i śmierci. Nie rozumiem, w czym jest lepsza kobieta, która przerywa ciążę w pierwszych tygodniach od tej, która rodzi po kryjomu i zakopuje w ogródku - tak samo odrażająca zbrodnia, tylko o tych "jawnych" dzieciobójczyniach rozpisują się brukowe gazety, a w dziecku kilu(nasto)centymetrowym wielu nie chce widzieć słodkiego bobasa, którym mogło się stać.
Zżymam się na mentalność ograniczonej umysłowo społeczności, która wyklucza i nazywa wyrodną matkę, która stawiając na szalę swoja reputację donosiła i oddała maleństwo do adopcji. Lepiej przecież, jeśli pozbędzie się problemu zanim ludzie się dowiedzą, a brzuch urośnie.
Nie przestanę lubić ani spotykać się z koleżanką, która za  jedyną słuszną, wygodną i odpowiedzialną metodę planowania rodziny uważa pigułki antykoncepcyjne albo spiralę. Pomyślę: "szkoda...".
Nie będę wieszać psów na ludziach, którym rozpadło się małżeństwo i wchodzą w związki niesakramentalne, wyobrażam sobie tylko, że pozostanie wiernym przysiędze do końca życia jest heroicznie trudne. Niektórzy dowodzą, że możliwe, ale co sama zrobiłabym w tej sytuacji? Nie wiem.

Wiem jedno: tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono... Moje życie jest bardzo poukładane i szczęśliwe. Nie doświadczyłam zła na własnej skórze, nikt nie wyżywał się na mnie fizycznie ani psychicznie. Nie traciłam głowy po wielokroć, nie zatracałam się w uczuciach, nikt nie złamał mi serca. Zakochałam się raz, a porządnie :-) Mój mąż podobnie patrzy na świat i wierzy w te same wartości, mam do niego bezgraniczne zaufanie. Wiarę wyssałam z mlekiem matki, Kościół przyjmuję z całym dobrodziejstwem inwentarza, utożsamiam się z nim, choćby pewne kwestie nauczania wydawały mi się trudne, a księża grzeszyli i gorszyli - jak inni ludzie. Staram się swoją wiarę świadomie pogłębiać, choć mam kryzysy i upadki.

Tak zostałam wychowana i zachodzę w głowę, jak też moim rodzicom się to udało :-) Czasy zawsze były trudne. Czy teraz są jeszcze trudniejsze? Na nasze dzieci być może będą miały wpływ inne zjawiska kulturowe, niż na mnie. Z innymi problemami będziemy musieli się zmierzyć. W każdym razie tyle, ile będę mogła dla nich zrobić, zrobię. Resztę zostawiam Temu, który nam je oddaje pod ziemską opiekę.

Komentarze

Argilla pisze…
O rety! Postępowanie "moralnie słuszne" i "moralnie dobre" - to brzmi jak twór postmodernizmu, bo skoro dobre nie musi równać się słuszne to już krok do tego, że nie ma obiektywnego DOBRA, i że ono ma wymiar tylko indywidualny tzn, JA wiem, co dla mnie jest dobre i NIKT nie ma prawa krytykować moich wyborów, bo kieruję się przecież dobrem. A od tego krok do tego, żeby zakazać rodzicom krytyki stylu życia ich dzieci, bo skąd oni mogą wiedzieć, co dla dzieci jest dobre, skoro to same dzieci tylko mogą ocenić... Prawdy nie ma, więc Boga też nie ma, a skoro tak, to przecież człowiek chętnie zajmie Jego miejsce - to diabelska pedagogika - ja w tych sprawach staję się jeszcze bardziej czarno-biała.
Mamani pisze…
To rozróżnienie jest w "Miłości i odpowiedzialności" Wojtyły. Myślę, że dla nas to trochę za wysoki poziom filozofii ;-) W dodatku inaczej dziś rozumiemy słowa i o to tez często toczą się wojny... Osobiście nie widzę w tym sprzeczności. Komuś wpojono jakieś przekonania, święcie wierzy, że postępuje dobrze, więc na pewno trudno mu od razu przyjąć fakty, które obalają cały jego światopogląd. To nie znaczy jednak, że nie trzeba próbować i naświetlać pewnych kwestii w odniesieniu do etyki chrześcijańskiej, prawda? Nie możemy zakładać, że każdy wie dokładnie to samo co my i z premedytacją postępuje na opak.
Mamani pisze…
Ale może masz rację...Nie powinnam powoływać się na słowa, których sama nie umiem jasno wytłumaczyć i które mogą być opacznie zrozumiane...
Argilla pisze…
Rzeczywiście tak Karol Wojtyła tłumaczył rozeznawanie czynu w kontekście (nie)ściągania grzechu na osobę podejmującą decyzję zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Nie znam kontekstu książki, którą przytaczasz i stąd moja reakcja - wynika z tego, że stykam się nieustannie z książkami i działaniami mającymi na celu wmontowanie nam postmodernistycznego myślenia i przekonań nawet za pomocą słów hierarchów Kościoła Katolickiego. To jest sposób na zamydlenie oczu wierzącym, którzy są trudnym "materiałem" do zmanipulowania - czego świadomi byli założyciele public relations. Nie wiem czy ta książka ma to na celu rzeczywiście, ale świetnie wpisuje się w pewien nurt przemian sekularyzacyjnych...
Mamani pisze…
Dzięki za czujność :-) Teraz jesteś specjalistką w tych trudnych sprawach, ja nie mam niestety zaplecza naukowego... Słowa były przytoczone właśnie w tym kontekście. Myślę, że Fronda wydaje raczej książki zgodne z nauczaniem KK i dalekie od nurtu postmodernizmu, ale uważać trzeba, pewnie! Ta pozycja akurat wydała mi się na tyle interesująca, że kupiłam sobie jako kompendium praktycznych argumentów do dyskusji, ponieważ jest to zapis debat osób o różnych poglądach. Z poprawką na to, że zapis wypowiedzi "na żywo" niesie pewne ryzyko niedomówień...
Argilla pisze…
Z tą specjalistką bym nie przesadzała - uczę się:) A co do wypowiedzi Karola Wojtyły na temat "moralnej słuszności" i "moralnego dobra" to zapraszam do Encykliki JPII Veritatis Splendor rozdział IV Akt moralny - szczególnie ostatnie akapity tego rozdziału są dopełnieniem treści z "Miłości i odpowiedzialności" - bardzo mocno podkreślone są zagrożenia związane z niewłaściwym używaniem tych pojęć.
Przerażają mnie ludzie bezwzględnie i zawsze pewni swoich racji. Boję się ich, ponieważ prawdopodobnie nad człowieka stawiają zasadę i normę, nie bacząc na fakt, że zasada i norma u swych źródeł ma ludzkie dobro i że to zasada i norma istnieje dla człowieka, a nie odwrotnie. W Ewangelii pełno jest przykładów łamania zasad religijnych przez Jezusa - jeśli na przeciwległej szali było dobro człowieka. W oczach pobożnych oprawców za to łamanie ostatecznie zginął. Raz byłam na stronie Frondy. Miałam naprawdę szczere chęci - i żadnych szans w zetknięciu z poziomem fanatyzmu prezentowanym przez teksty. Szanuję cudze poglądy, nie wydaję pochopnych sądów, ważę słowa - Marta, trochę mnie znasz od tej strony - jednak tak silnego przekonania o własnej nieomylności i doskonałości nie widziałam nigdzie indziej. Przeraziłam się kompletnym brakiem gotowości do jakiejkolwiek refleksji poza nauczaniem innych i obroną przed - często wyimaginowanymi - atakami na siebie. Zresztą, jak ma tych ataków nie być, kiedy sami atakują wszystkich wokół. To mi się nie bardzo zgadza z ewangeliczną zasadą miłości bliźniego, a nawet i nieprzyjaciela. Nie pasujesz, Marta, do takiego środowiska, ale może widzę je tylko poprzez stereotyp. Przydługo, ale zrzuciłam trochę z serca:)
Mamani pisze…
Książkę pożyczyłam najpierw z biblioteki, a potem znalazłam na stronie wydawnictwa Fronda, kupiłam ostatecznie w outlecie Aros, bo najtaniej :-) Książka jak wspomniałam jest zapisem kilku debat na newralgiczne tematy, moderowanych przez różne osoby, pod szyldem zdaje się Soli Deo, to takie stowarzyszenie akademickie. Nie jest absolutnie fanatyczna :-) Ja nie czytam Frondy i nie identyfikuję się z żadnym ugrupowaniem :-)
Dzięki za odpowiedź. Nabrałam ochoty na tę książkę.
Mamani pisze…
Jakoś to tak jest, że fundamentalne sprawy mocno nas poruszają...Dlatego rozmowy nie są łatwe, pojawia się dużo emocji. Mnie jest łatwiej pisać, niż mówić... Dziękuję Wam dziewczyny za komentarze. Chciałabym jeszcze coś dodać, żeby nie pozostało niedomówienie z mojej strony:
Jezus patrzył zawsze na człowieka i jego dobro, ale nigdy nie bagatelizował grzechu. Nie potępiał, ale mówił "idź i nie grzesz więcej". Wielu katolików dobrze pamięta słowa, żeby nie sądzić, nie rzucać kamieniem, nie porywać się na drzazgi w cudzym oku, kiedy belka we własnym itp Jednocześnie z całą miłością i dyskrecją trzeba upominać swego brata, gdy robi źle. Tzw. uczynki co do ciała i duszy...Kiedyć będziemy musieli rozliczyć się, czy nie chowaliśmy głowy w piasek w imię źle pojmowanej tolerancji.

Co się tyczy pewnych środowisk, skupionych wokół portalu Fronda, czy Radia Maryja i Naszego Dziennika: różni ludzie tam publikują, w różnych kontekstach, jedno jest pewne: na pewno są bardzo oddani ideom, w które wierzą i które chcą szerzyć. Czy to już jest fanatyzm? Nie podżegają do nienawiści, nie gwałcą norm społecznych. Szanuję ich i podziwiam za odwagę. Nie wyczuwam ataków czy krytyki WSZYSTKIEGO i wszystkich o odmiennych poglądach. Niepokoi mnie, że muszą walczyć o swoje istnienie i powstaje wokół nich pewien "smrodek" Różne grupy wyznaniowe na świecie mają swoje telewizje i gazety, w których wyrażają swoje poglądy.
O ile mnie pewien typ pobożności nie odpowiada, dobrze, że są, dla chętnych.
Takie czasy, że trzeba się wyraźnie określać, nawet jeśli niektórym wydaje się to "skrajne". Ewangelia też jest radykalna, a że większość naszego społeczeństwa, z nazwy katolickiego, żyje, jakby w Boga nie wierzyło, więc ich to uwiera. Może za niedługo tak jak w Niemczech rada parafialna będzie cenzurować kazanie, czy ksiądz o grzechu aby nie zamierza wspomnieć.

Następnych wpis będzie o plackach gryczanych, bo straciłam jasność umysłu i zapętlam się w tłumaczeniach :-))) a gryka jest bogata w magnez ;-)
Mamani pisze…
usunęłam to

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …