Przejdź do głównej zawartości

A pięć lat temu...

...też było chłodno, jak dziś, choć to czerwiec i człowiek spodziewa się raczej słońca. Trzeba było Panu Młodemu uszyć naprędce podkoszulek z polaru, żeby nikt nie myślał, że głos trzęsie mu się z emocji ;-) Przejęta Panna Młoda zakluczyła przyszłą Teściową w mieszkaniu, brak zauważono dopiero przy błogosławieństwie ;-) Dekoracja home made odpięła się od maski samochodu i dumnie powiewała na wietrze w drodze do kościoła. Dalej już szło dobrze, acz nie bez wrażenia, że występujemy w uroczystym spektaklu na potrzeby rodziny. Bliższa sercu byłaby cichutka ceremonia w drewnianym górskim kościółku :-) Może w kolejną pięciolatkę odnowimy naszą przysięgę w pięknych okolicznościach przyrody, tymczasem wspominam minione lata na domowej kanapie. Mieliśmy być gdzie indziej, miało być romantycznie, ale dwie hospitalizacje wśród naszej ekipy wyjazdowej zmieniły nasze plany. Może to znak, że to nie był ten czas i miejsce, bo zdarzyło się na dzień przed wpłatą całej należności za wynajem domku...



Śmiem twierdzić, że dobraliśmy się jak w korcu maku. Że jeszcze jesteśmy radośni i zapatrzeni :-) 
I mam nadzieję, że nie dożyjemy do reguły kamedułów * chyba, że będzie to milczenie pełne miłości i zrozumienia ;-)

Komentarze

Ł-apaczWiatru pisze…
a ja wręcz przeciwnie Kochanie - dla mnie oznacza to zrozumienie "bez słów"
A ja Wam życzę, abyście do reguły kamedułów jak najbardziej dożyli:). Umiejętność milczenia przychodzi z wiekiem i z małżeńskim stażem, a pogłębiająca się znajomość siebie nawzajem pozwala trwać przy sobie bez słów. O dobrych od dawna wiadomo i wystarcza spojrzenie, uścisk dłoni, objęcie. Złych nie warto wypowiadać, bo już wiadomo, że nie warto wciąż dochodzić swoich racji. Taka stara jeszcze nie jestem, ale wiem to od dziadka, od starszych ciotek. Młodość musi gadać, aby się dogadać, starość może już milczeć, bo się dogadała i rozumie. I jest jej z tym dobrze. Milczenie nie musi być wrogie. Może płynąć z pełnego porozumienia. A porozumienie płynie z małżeńskiego stażu. I Wam, i sobie życzę więc takiej starości, w której nie potrzeba już słów, aby się prawdziwie i głęboko rozumieć. Co nie znaczy, że są zabronione:). Tylko niekonieczne. A reguły milczenia w pewnych sytuacjach warto przestrzegać w każdym wieku. Ja nie umiem, co widać i słychać:)
Wiele uścisków, szczęścia i radości z dalszego wspólnego życia!!!

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …