Przejdź do głównej zawartości

Na kanwie pobytu w szpitalu i wspomnień porodu sprzed dwóch lat

Internet

Mój ostatni pobyt w szpitalu, na szczęście krótki, zbiegł się w czasie z rocznicą narodzin Ani. Te same sale, te same szpitalne odgłosy, zapachy, ci sami lekarze i pielęgniarki, te same gadki - szmatki pacjentek, choć tu akurat spora rotacja, ale zawsze ten sam poziom rozmów... I też początek piłkarskich rozgrywek - wtedy były mistrzostwa Europy :-) Zlały mi się te wspomnienia, jakby nie dzieliło ich dwa lata, a dwa dni...Patologia ciąży to taki oddział, gdzie w powietrzu wisi mieszanka strachu, nadziei i wisielczy humor, bo bez dystansu trudno wytrzymać...

Przyznam, że z zazdrością czytam o opiece położniczej w innych krajach...Wydaje mi się bardziej życzliwa i ludzka, standardy o niebo wyższe i bezpłatnie, co w u nas w teorii też przysługuje, w praktyce kto chce być pod dobrą opieką do ginekologa chodzi prywatnie i za wszystkie badania oraz leki też płaci z własnej kieszeni... A w szpitalu ma szczęście do uprzejmego personelu i godnego traktowania albo nie. O warunkach porodu już  nie wspomnę...
W takiej Irlandii na przykład, ok. 10 tygodnia ciąży kobieta odwiedza lekarza pierwszego kontaktu, zostaje zapisana do programu bezpłatnej opieki, wybiera szpital, spotyka się z położną, dostaje skierowanie na pierwsze usg (dopiero ok 12 tygodnia). Badanie ginekologiczne wykonuje się tylko na własną prośbę, jeśli coś dokucza, wychodzi się z założenia, że taka ingerencja nie jest potrzebna, a nawet szkodliwa. Hmm. A ja już byłam sześć razy badana w ciągu ostatnich 2 miesięcy... Wizyta w Pl=badanie, bo po co w innym wypadku do lekarza?  Dlatego, że nie jest przyjęte, żeby nawet zdrowo przebiegająca ciążę prowadziła położna...

Czy mój stan jest jakoś wyjątkowo poważny? Nie, po prostu robią mi się krwiaki, jak  bardzo wielu kobietom w pierwszym trymestrze ciąży, ale wcale nie muszą dawać żadnych objawów, więc można o tym nie wiedzieć i funkcjonować normalnie, bez tego ciężaru w świadomości, że trzeba się oszczędzać. Zależy jakie są duże, gdzie umiejscowione i niestety - bywają przyczyną poronienia, zwłaszcza na wczesnym etapie. Wiedząc o tym sprawdzałam od początku i od 5. tygodnia brałam Duphaston. Krwawienie, które po prostu wizualnie jest nieoczekiwane, przykre i wywołuje strach, pojawiło się w 14. tygodniu, więc zgłosiłam się do szpitala. Całe sale na oddziałach patologii ciąży polskich szpitali wypełnione są takimi przypadkami, co w Irlandii nie byłoby do pomyślenia, bo tam wczesną ciążą nikt się nie interesuje, nie podtrzymuje, ma działać natura. Dlatego pod tym względem wolę nasz kraj...
Nie wiem, czy Ania byłaby na świecie bez "ingerencji"  w selekcję naturalną, idąc tym torem można podważyć zasadność cesarskich cięć ratujących życie czy inkubatorów. Nie wiem, ilu rodziców chciałoby się przekonać, czy społeczeństwo byłoby zdrowsze, gdyby rodziły wyłącznie kobiety, które od poczęcia do porodu nie mają żadnych problemów, bez udziału medycyny. Ja w każdym razie ani poprzednio, ani tym razem nie zamierzałam sprawdzać, czy dziecko utrzyma się samo bez wspomagania mojego organizmu, bo zakładam, że w przypadku poważnych wad na pierwszym etapie rozwoju i tak byśmy je stracili. Ale Ania jest - zdrowa, mimo komplikacji. Wierzę, że dzidziuś, którego noszę pod sercem też szczęśliwie się urodzi. I naprawdę skręca mnie, kiedy pielęgniarka opowiada dziewczynom w zagrożonej ciąży, że jej znajoma leżała całe 9 miesięcy i co? Urodziła chore dziecko! Podziwiam ciężką pracę tych kobiet, ale wyczucia czasem nie mają za grosz.
Trzymajcie kciuki, żebym do porodu nie musiała już więcej nawiedzać szacownych murów mojego szpitala...

Komentarze

Wiesz, nawet mi się nie chce wspominać tych porodówek... Urodzić, wyjść, zapomnieć.
Będzie dobrze! Trzymaj się!
Mamani pisze…
kochanie - 2 lata temu było EURO !!! :)
Mamani pisze…
oczywiście cenzorze, już poprawiłam. wiesz, ze nie znam się na piłce nożnej ;P

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…