Przejdź do głównej zawartości

Przemyślenia różne, raczej pesymistyczne

Spodziewamy się kolejnego malucha. Nie wiem, czy kiedyś wskoczymy na kolejny level - zastępowalności pokoleń, czyli dwa i trzy dziesiąte ;-) Dzieci zdrowych, silnych, pracujących i płacących podatki ;-)


Prawdę mówiąc nie myślę o tym, że rodzę nadzieję narodu - bo wymiera, przyszłych podatników ZUSu - bo bankrutuje. Nie wierzę, że system emerytalny przetrwa do tego czasu, serio. Nie wiem, czy nasze dzieci będą w ogóle mieszkały w Polsce. Nie traktuję ich jako polisę na starość i nie oczekuję, że będą mnie utrzymywać. Być może jestem z pokolenia "skażonego" wygodą i egoizmem. Perspektywa narodowo-patriotyczna słabo do mnie przemawia. Oczywiście, to co dzieje się w polityce, a nie dzieje się dobrze, bezpośrednio nas dotyczy, choćby nie wiem, jak mnie brzydziło. Mogę się tym nie zajmować, nie interesować - z tego systemu nie ma rozsądnej ucieczki...
Ale dzieci są dla mnie naturalnym owocem miłości, rodzę je dla nas, żeby nasza rodzina była pełna, żeby się nimi cieszyć tu i teraz. Mam nadzieję, że w przyszłości też. Że wyrosną na mądrych, silnych ludzi.

A obawiam się... Ach, czegóż to się matki nie boją...

Także tego, że zetkną się te moje pociechy ukochane z wieloma dylematami, których my w Polsce doświadczamy JESZCZE w ograniczonej skali. Np. rodzice mogą uczyć dzieci w domu. Prawnik może nie podjąć się prowadzenia tej czy innej sprawy. Fotograf może odmówić ślubnej sesji zdjęciowej podczas gejowskiej ceremonii, a pracownik ośrodka adopcyjnego nie musi kwalifikować takiej pary na rodziców. Farmaceuta czy ginekolog może powołać się na klauzulę sumienia, choć już teraz spotykają go za to irracjonalne szykany. Starszy człowiek dostęp do służby zdrowia ma jaki ma, ale nie musi się obawiać, że będzie leczony kroplówką wysyłającą na tamten świat. Ale wygląda na to, że Polska dąży do chorych standardów zachodnio-skandynawskich, gdzie rodzice tracą prawo do wychowywania zgodnie ze swoimi przekonaniami, nastolatki traktują pigułkę "dzień po" jako podstawowy środek antykoncepcyjny, do aborcji nie potrzebują nawet wiedzy i zgody opiekunów, aktywiści LGBT zastraszają i niszczą każdego, kto ich urazi. Staruszkowie boją się iść do szpitala, geriatrzy nie wiedzą, jak leczyć choroby. Położna, która nie chce asystować przy aborcji "z takimi przekonaniami" nie ma czego szukać w zawodzie, podobnie lekarz, który nie chce zabijać dzieci w ramach "podstawowego świadczenia medycznego". Po prostu nie zrobi nawet specjalizacji z ginekologii i położnictwa. Włos jeży mi się na głowie, do jakich absurdów dochodzimy... Na kanwie sprawy prof. Chazana widać to wyraźnie.
Nie pojmuję nagonki na ludzi, którzy na czas pracy nie zostawiają swoich przekonań w szatni. Czy to jest naprawdę takie dziwne i nieprofesjonalne, że poseł łamie dyscyplinę partyjną w kwestiach bioetycznych, że lekarz nie pozbawia chorego życia, że kieruje się sumieniem? Trzeba mu je zawczasu amputować na studiach? Co się z nami stanie, jeśli w tym zawodzie zostaną tylko ludzie bez żadnych skrupułów moralnych?

Wierzę, że korzenie moich dzieci będą zawsze sięgać do wartości, które im przekażemy w domu. Że gdziekolwiek od nas odlecą w dorosłe życie nie dadzą się zaszczuć, zastraszyć, że znajdą ludzi do siebie podobnych i będą zmieniać ten zawirowany świat na lepszy - tyle, ile będą mogły...


Komentarze

Problem polega na tym, że moralności nie da się zadekretować. A tak byłoby łatwiej. Trudniej wychować do dobrych wyborów moralnych. I tylko nieliczni, tacy jak Ty, mają tego świadomość. Większość tak zwanych "ludzi Kościoła" wolałaby wydać dekret, uchwalić prawo, nakazać, zakazać. A na pytanie, dlaczego, nie musieć odpowiadać. Tym bardziej być i dobrocią za dobrem świadczyć. Łatwiej krzyczeć i błotem obrzucać. Bo wg mnie obrzucanie błotem zawsze będzie obrzucaniem błotem - bez względu na intencję i przedmiot "obrony". Ci po drugiej stronie poglądów robią dokładnie tak samo. Kropka w kropkę. Więc wojna. Tylko o co? O prawo do zabijania. Myślałam, że trupem padnę, jak ujrzałam znak "drogowy" ostrzegawczy pod felietonem Kucharczyka w "Gościu". Ludzie, co to jest?! "Wprost" jakiś czy może inny szmatławiec? Schodzimy do poziomu rynsztoka. I gdzie tu dobry przykład, gdzie dobro w dobrej sprawie? I tak najlepsze idee, największe dobro - prawo do życia, obronę życia - zaprzepaszcza się w rynsztokowych metodach.

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…