Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2014

Projekt uważnego życia

Banalne i prawdziwe do bólu: przez okienko laptopa ucieka mi w wirtualne przestworza kawał życia. Cenny czas, który mógłby być spędzony z najbliższymi. Owszem, czasem trzeba mi odskoczni od świnki Peppy i spraw dwulatki. Chcę wiedzieć co dzieje się u "znajomych" na forum, fb, zapisać kilka myśli, czy załatwić przez internet inne powszednie sprawy. Ale na ogół siedzę przy komputerze w sposób niezorganizowany, chaotyczny, skaczę ze strony na stronę, jak mnie coś wciągnie, to nie mogę się oderwać. Jeśli muszę, jestem rozdrażniona, niecierpliwa, nieuważna. Szukam podstępu, jak zająć dziecko czymkolwiek, żeby wyrwać jeszcze kilka minut. Niedajboże sprzęt się zawiesza, sieć muli, ziemniaki kipią, Ania marudzi. Grr. Nie tak chcę...



Tydzień temu zaczęłam spontaniczny projekt. Roboczo określiłam go: "dzień bez komputera" :-)

Siedem dni bez rozpraszania się na resztę świata. Wieczorem kiedy Ania szła na spacer z tatą albo już spała zaglądałam na pocztę, fb czy ulubione blog…

Ciasto genialnie proste i pyszne

Bazę na ciasto półkruche zawdzięczam My Slow Nice Life, nadzienie: aktualnej zachciance, tudzież sezonowym darom natury :-) Były porzeczki, śliwki, jabłka,  mak.

Ciasto (na kwadratową blaszkę):

pół kostki masła lub margaryny, rozpuszczonej i schłodzonej albo pół szklanki oleju
2 szklanki mąki
0,5 szklanki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
kilka kropelek aromatu waniliowego
2 jajka

owoce oprószone cukrem waniliowym/masa makowa

Zagnieść ręką lub mikserem, 2/3 wyłożyć na blaszkę (można dodać najpierw nieco kakao, jeśli chcemy ciemny spód), na to nadzienie i kruszonka z reszty ciasta. Dodaję do niej nieco mąki, żeby lepiej się rwało na kawałki :-)
Piec 45 min w 180st.

Można zrobić w wersji bezglutenowej, bez mleka i jaj kurzych.

Podróż kulinarna

W rejony mało mi znane, jak kuchnia indyjska i kuchnia francuska. Obie rzecz jasna niewiele mają wspólnego z tygodniami kulinarnymi w Lidlu ;-) Śródziemnomorski klimat ze szczyptą egzotyki, doprawiony romantyzmem w dobrym stylu. Miła dla ucha oprawa muzyczna. Wizualnie prześliczny i przeapetyczny. Bardzo przyjemnie spędzony czas, szczerze polecam. Nawet z mężem da się obejrzeć :-) Jeśli go potem dobrze nakarmić ;-) Ups, Stereotyp się wkradł, a tak zgrabnie pasował... Tak naprawdę to ja byłam głodna jak wilk. Wilczyca. W ciąży.... Nie jest to film, który można oglądać na pusty żołądek. Szczerze mówiąc paczka maltanek podjadana w kinie nie dała rady stłumić apetytu na smaki i zapachy płynące z ekranu... Bagietka z domową oliwą i pomidorem ze słonecznego ogródka prędzej, ale nie tym razem, nie w naszym zatęchłym Jubilacie ;-) W domu też tylko namiastki :-) Martwe warzywa, jak twierdził Hassan, bez duszy. Pewnie słońca nie widziały i nie wiedzą, jak mają smakować :-)


Kochany, dziękuję za…

Immortal Memory

Zachwyt absolutny


Odskocznia

Tutaj życie płynie w rytmie slow Jasiona

W tym roku, po kaligrafii, witrażu i średniowiecznym iluminatorstwie, warsztaty tkackie :-)

O blogowych pułapkach i zakupach gwiazdkowych

Kończy się tydzień. Kończy się miło, choć powinnam napisać "Mąż mnie zabije" ;-) Bo zamiast oszczędzać na konto urlopu, zrobiłam dziś zakupy z serii zbędne zachcianki ;-) Coś dla dzieci i coś dla ducha. Mojego konkretnie. O sobie pomyślałam za sprawką wpisu na blogu Droga do prostego życia, haha. Zajrzałam i przeczytałam zapowiedź książki Ludmiły Piaseckiej "52 tygodnie". O prostocie i umiarze, a jakże ;-) Zamieszczony fragment bardzo mi się spodobał. Na tyle, że od razu przeszłam na stronę wydawnictwa i zamówiłam. Jeszcze nie wiem, z jakiej okazji, urodziny już miałam... No na wakacje po prostu! Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana. Blog autorki też zapowiada się ciekawie.  A zaraz obok kolejny wpis, recenzujący wakacyjny numer Znaku, poświęcony rzeczom, zagraconym piwnicom, naszym związkom z przedmiotami... W głębi duszy przeczuwam, że mocniejsze zainteresowanie  tematyką może mieć związek z budzącym się syndromem wicia gniazda, bo żeby je uwić, trzeba najpier…

Dolegliwości ciążowe na wesoło

W pierwszej i drugiej ciąży śledziłam kalendarz rozwoju dziecka tydzień po tygodniu. A teraz co... Czasem zerknę, żeby mieć jako taką orientację, czy już słyszy, kciuk ssie itd., ale bardziej mi to czytanie chyba działa na nerwy... "W 23 tygodniu zaczniesz doświadczać problemów ze snem" Aha, to już jasne, czemu wczoraj nie mogłam spać... "Pamiętaj, że z czasem będzie coraz gorzej" Pocieszające, doprawdy. "Bezsenne noce dopiero przed tobą, kiedy maluch się urodzi" Odkrywcze bardzo. "Możesz rozważyć zakup specjalnej poduszki dla ciężarnych w kształcie przerośniętego rogala" hi hi, mam i używam. Nie znoszę określenia ciężarna, podobnie jak razi mnie przyszła matka, nagminne. A co to, mój synuś nie ma teraz mamy, po narodzeniu dopiero? Czytajmy dalej: "może dojść do powiększenia stopy o rozmiar lub dwa. Pamiętaj, że w dalszej ciąży się  nie zmniejszy, a może się jeszcze powiększać" Dobrze, że u mnie dotyczy to tylko biustu ;-) Im dalej w …

Życiowa książka o kosmitach

ona: Wiesz, jednak książki z życia wzięte są najlepsze...Uśmiałam się do łez.
on: A co czytasz?
ona: Dom pełen kosmitów.

Cudowna książka, nie mogłam się od niej oderwać, choć Ania próbowała różnych sposobów, np wsypując mi za dekolt pokruszoną ciastolinę ("to szczypiorek jest, mamusiu").

Samo życie. Wspaniałej wielodzietnej rodziny, widziane oczami mamy. Opisane z miłością, niesamowitym poczuciem humoru i dystansem, którego jej zazdroszczę jako słabo zorganizowana mama jednej pociechy...

I jeszcze wywiad z autorką.



Jabłkowy protest

Trochę mam problem z akcją "Jedz jabłka na złość Putinowi". Bo jabłek o tej porze roku raczej nie jadam... Na ryneczku nawet nie ma latem mojego stoiska, gdzie zaopatruję się od jesieni do wiosny. Ale jeśli mam zjeść 15 kg do końca roku to chyba dam radę później ;-)