Przejdź do głównej zawartości

O blogowych pułapkach i zakupach gwiazdkowych

Kończy się tydzień. Kończy się miło, choć powinnam napisać "Mąż mnie zabije" ;-) Bo zamiast oszczędzać na konto urlopu, zrobiłam dziś zakupy z serii zbędne zachcianki ;-) Coś dla dzieci i coś dla ducha. Mojego konkretnie.
O sobie pomyślałam za sprawką wpisu na blogu Droga do prostego życia, haha. Zajrzałam i przeczytałam zapowiedź książki Ludmiły Piaseckiej "52 tygodnie". O prostocie i umiarze, a jakże ;-) Zamieszczony fragment bardzo mi się spodobał. Na tyle, że od razu przeszłam na stronę wydawnictwa i zamówiłam. Jeszcze nie wiem, z jakiej okazji, urodziny już miałam... No na wakacje po prostu! Mam nadzieję, że nie będę rozczarowana. Blog autorki też zapowiada się ciekawie. 
A zaraz obok kolejny wpis, recenzujący wakacyjny numer Znaku, poświęcony rzeczom, zagraconym piwnicom, naszym związkom z przedmiotami... W głębi duszy przeczuwam, że mocniejsze zainteresowanie  tematyką może mieć związek z budzącym się syndromem wicia gniazda, bo żeby je uwić, trzeba najpierw przemeblować i posprzątać ;-) No ale... co widzę?! Kod rabatowy + bezpłatna wysyłka numeru, biegniemy do księgarni. A tam dalsze pułapki. Wysyłka wszystkiego w ogóle będzie gratis, warto dorzucić coś do koszyka, w końcu zbliża się Gwiazdka, można pomyśleć zawczasu... A jak dorzucę do odpowiedniej kwoty, torba za 1 zł będzie moja. W czymś trzeba zabrać te książki na plażę...

zdjęcie ze strony księgarni Znak

Summa summarum wyliczono mi skrupulatnie, że buszując dla spokoju sumienia wyłącznie po działach promocji oszczędziłam więcej niż wydałam :-) Zwłaszcza na torbie ;-) A mój mąż kochany złościć się na pewno nie będzie, bo po pierwsze: jest najbardziej opanowanym człowiekiem w całej mojej szeroko pojętej rodzinie, po drugie - kocha książki, po trzecie zrozumie przecież, że okazja była i co wydałam dzisiaj, zaoszczędzę w grudniu :-)

Komentarze

No proszę, jak zaglądałam codziennie, nic nie przybywało. A jak tylko mnie robota przywaliła i przez kilka dni nie mogłam, to od razu wysyp. Ale nadrobię:)
Al pisze…
"A ile z tych oszczędności trafiło na konto?" :D
Dobre, bardzo dobre. Chociaż podłe:)))
Edyta pisze…
A ja w ramach oszczędności i odgracania życia i domu, zaczęłam chodzić do biblioteki :) niestety do tej tematyki moja gminna biblioteka jeszcze nie dorosła ;)
Mamani pisze…
W sumie po czasie mogę podsumować tak: Znaku nie warto było dla trzech przeczytanych artykułów, które w dodatku w niczym mnie nie zainspirowały. Książki na prezenty fajne. Torba sprawdziła nam się do noszenia gratów na plażę i na zakupy. "52 tygodnie" średnie jak dla mnie, spodziewałam się czegoś innego. Może styl do mnie nie trafia. Czy żałuję tych spontanicznych zakupów? Sama nie wiem :-) mogłabym się bez tych książek obyć. Ale moja biblioteka też ostatnio nie miała nic ciekawego do zaoferowania...

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…