Przejdź do głównej zawartości

Projekt uważnego życia

Banalne i prawdziwe do bólu: przez okienko laptopa ucieka mi w wirtualne przestworza kawał życia. Cenny czas, który mógłby być spędzony z najbliższymi. Owszem, czasem trzeba mi odskoczni od świnki Peppy i spraw dwulatki. Chcę wiedzieć co dzieje się u "znajomych" na forum, fb, zapisać kilka myśli, czy załatwić przez internet inne powszednie sprawy. Ale na ogół siedzę przy komputerze w sposób niezorganizowany, chaotyczny, skaczę ze strony na stronę, jak mnie coś wciągnie, to nie mogę się oderwać. Jeśli muszę, jestem rozdrażniona, niecierpliwa, nieuważna. Szukam podstępu, jak zająć dziecko czymkolwiek, żeby wyrwać jeszcze kilka minut. Niedajboże sprzęt się zawiesza, sieć muli, ziemniaki kipią, Ania marudzi. Grr. Nie tak chcę...



Tydzień temu zaczęłam spontaniczny projekt. Roboczo określiłam go: "dzień bez komputera" :-)

Siedem dni bez rozpraszania się na resztę świata. Wieczorem kiedy Ania szła na spacer z tatą albo już spała zaglądałam na pocztę, fb czy ulubione blogi. RAZ weszłam na interię i doszłam do wniosku, że jest to najzupełniej bez sensu. Wiadro pomyj dla umysłu, stek bzdur, plotek i "sensacyjnych" informacji. Jeśli na świecie wydarzy się coś naprawdę istotnego i tak się o tym dowiem, prawda? A z ciążą Małgorzaty Kożuchowskiej nie muszę być na bieżąco...

Trudno podsumować w kilku słowach... Generalnie same pozytywy :-)

Ogólny ład w mieszkaniu, ogarnianie na bieżąco, nadrobione kilka zaległych prac, obiady na czas i bez pośpiechu, przeczytana książka i artykuł  (który normalnie nie zniósłby konkurencji z lekturą blogów ;-) Moja większa "wydajność" nie wynikała wprost z oszczędzonego czasu - naprawdę nie siedziałam wcześniej godzinami w sieci :-) Po prostu inne nastawienie i organizacja dnia...

Spektakularny powrót do szydełka po bardzo długiej przerwie, z miłymi efektami: gotowy woreczek - organizer na plastikowe torebki i kocyk z kwadratów wydzierganych w ciąży z Anią. Czekał ponad dwa lata na zmiłowanie i wenę...

Dwa dni w ogóle bez komputera.

Wyjście do kina.

Poczta i fb wyczyszczone z upierdliwych newsletterów i aktualności od osób, z którymi de facto nic mnie nie łączy i średnio interesuje, co jedzą na kolację i gdzie spędzają wakacje... Zostawiłam tylko tych, do których rzeczywiście czuję sympatię.

Mnóstwo zabawy z Anią i 100% zaangażowania.

A co najważniejsze :
Lepszy nastrój.
Spokój.
Wyciszenie.
Dni stały się wyraźnie bardziej harmonijne, a ja uważna. I o to mi chodziło.

Jutro wyjeżdżamy i wiem, że w najmniejszym stopniu nie będzie mi brakowało Internetu :-)




Komentarze

Udanego wypoczynku!
Edyta pisze…
Ach...początek zupełnie jakbym czytała o sobie...W końcu też zrobiłam taką akcję jakiś czas temu. Byłam podobnie jak ty wniebowzięta. Nie mogłam uwierzyć ile czasu pochłaniają mi bzdury, choć byłam przekonana, że wszystko gra. Niestety po jakimś czasie sytuacja wróciła do stanu sprzed :( kurcze no! Fajnie, że napisałaś o tym, bo mnie zainspirowałaś do wzięcia się za siebie :) pozdrawiam
Mamani pisze…
Dziękuję, udał nam się wyjazd :-)
Mamani pisze…
U mnie też wróci, nie łudzę się :-) Nie mam skłonności do trwałych zmian... Ale takie "akcje" są fajne i oczyszczające umysł :-)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…