Przejdź do głównej zawartości

"52 tygodnie"

Mój wakacyjny Nr 1. Bo tylko jedną książkę zabrałam ;-) 

Czy poczułam się zainspirowana do życiowych zmian? Nie. Może to nie mój czas. Coś w głowie zostało, ale nie żadna porywająca sentencja, którą pamiętałabym następnego dnia.

W swoich założeniach plan bohaterki przypomina mi "Projekt Szczęście" Gretchen Rubin, która każdego miesiąca pracowała nad konkretną dziedziną życia. Była ciekawa, czy w ten systematyczny sposób dojdzie po roku do większego poczucia szczęścia. Wzięła na warsztat relację z mężem, z dziećmi, porządkowała wspomnienia, ograniczała narzekanie, wcześniej kładła się spać i nie pamiętam co jeszcze. Zgubiłam notatki... A rzadko się zdarza, żebym coś z książek notowała :-) W każdym razie moja realistyczna natura lepiej strawiła 12 kroków niż 52, "by trybik zamienić w człowieka, który rozumie czym jest szczęście". Za dużo, za szybko.

Bohaterka to zwariowana kobietka, na pewno nieszablonowa. Długo by wymieniać, co wymyślała w kolejnych tygodniach, porywając się na rzeczy, których nie robiła do tej pory: 
od miłych poczynań kulinarnych i rękodzielniczych, biegania na bosaka, nagich sesji fotograficznych w lesie, generalnych porządków czy oczyszczającej głodówki 
przez obalanie stereotypów, wspomnienia, pojednania, medytacje, oddawanie krwi, szaloną wyprawę po Europie i ewakuację w Bieszczady na Boże Narodzenie 
po odwiedzanie hospicjum i schroniska dla zwierząt. Dla mnie osobiście to akurat nie jest dobry pomysł, żeby TAKICH rzeczy próbować przez tydzień, czując że przerastają nasze siły. Ale można i tak.

Przyznam, że za bardzo zlewa mi się fikcyjna postać postać Majki i jej doświadczenia z realną Ludmiłą Piasecką i życiem, o którym pisze na blogu. Zbliżona treść, ten sam styl (jak na filologa przystało - bardzo elokwentny, acz do przesytu naszpikowany poetyckimi metaforami). 
Na dobrą sprawę forma książki bardziej niż powieść przypomina mi zbiór 52 felietonów albo blogowych wpisów o smakowaniu życia i poszukiwaniu szczęścia.

Jednakowoż przeczytałam w całości, miło spędzając czas. Wypróbowałam przepis na muffinki czekoladowe i udały się :-) Kto wie, może za jakiś czas sięgnę po majkowe przepisy na domowe konfitury, bo marzę o tym od dawna, ale nie miałam odwagi spróbować.

 "Nieistotne jest co robisz. Liczy się, jak to robisz. To rzeczy małe są arcydziełami"



Komentarze

"Zgubiłam notatki" - znamienne zdanie:). Może i takie poradniki dobrze się sprzedają, może i kuszą, ale koniec końców i tak "gubimy notatki". Każdy musi mieć własną drogę. Własną świadomość, własną uważność. Jako inspiracja do przemyśleń - tak. Jako wzór do naśladowania - zdecydowanie nie. Według mnie:)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…