Przejdź do głównej zawartości

Imieniny

Świętował mój mąż: skromnie, bo nie lubi, ale ciasta dwa poszły :-) Piekłam je na pewno z miłością i dobrymi chęciami, ale fakt, że wyszły AŻ TAKIE pyszne zawdzięczam raczej genialnemu przepisowi Wioli na półkruchą bazę, :-) Bo dla rodziny przecież zawsze się staram, aczkolwiek nie zawsze wychodzi tak, jak bym chciała... Receptura już się na blogu pojawiła i naprawdę szczerze wielbię to ciasto :-) Za prostotę, pychotę i niezawodność. Tym razem wystapiło w piątek jako szarlotka (1kg jabłek w kostkę obrał i pokroił solenizant we własnej kochanej osobie:-), a w sobotę i niedzielę jako sernik (pół kostki masła, pół szklanki cukru, 5 jajek i 1kg sera z wiaderka, a do ciasta kakao). W jednej i drugiej wersji duużo rodzynek :-)


A ta reguła... chyba sprawdza się w każdej dziedzinie. Małe rzeczy cieszą czasem bardziej niż wielkie i spektakularne. Zreszta komu to oceniać, czy coś jest wielkie czy małe... To, co robi każda mama czy każdy tata to przecież rzeczy zwykłe, codzienne, powtarzalne: do znudzenia i frustracji. Rzeczy małe, a przecież wielkie. 

Jesteśmy więc po bardziej aktywnym rodzinnie i kulturalnie weekendzie, bo i festiwal jazzowy zbiegł się w czasie (tym razem tylko dla Ł. z moim błogosławieństwem i bez żalu - nie chciałam fundować Brożkowi zbyt wielu bodźców akustycznych :-) Dla mnie i tak zawsze jest na koncertach za głośno, a w ciąży szczególnie... czuję po prostu drgania i dudnienia w brzuchu, kopniaki malucha i chciałabym go zasłonić szczelnie ubraniem pochłaniającym decybele :-) 
Z koncertu Anny Marii Jopek wyszlam pod koniec i słuchałam bisów z bezpiecznej odległości ;-) Mam kilka takich fobii odmiennego stanu :-)
Ale miało być o tym, że dobrze mija mi ta ciąża, jesień cieszy i pachnie, wieczorami stuka w parapet kroplami deszczu, wyprawka można powiedziec chyba gotowa...Nie w tym sensie, że torba spakowana do szpitala i ubranka poskładane na półce, ale nic nie trzeba już kupować - co  najwyżej przynieść z piwnicy ;-) wkraczamy w 34 tydzień...

Komentarze

Argilla pisze…
Jak pięknie - wydaje mi się, że ta ciąża mija Wam tak spokojnie, a tu już 34 tydz.Będę pamiętać w modlitwie. Co do decybeli to bardzo dobrze rozumiem i podzielam wrażliwość na nadmierną głośność i przesterowania. Polecam Ci wybrać się kiedyś na koncert Chrisa Bottiego - wspaniale dobrana głośność do akustyki pomieszczenia - myślę, że to nie mógł być przypadek. Pierwszy raz mogłam siedzieć na koncercie bez przytykania uszu.Pełen komfort. To był najlepszy koncert pod tym względem i nie tylko pod tym:)
Cieszę się, że baza smakuje:))) Powiem mamie, bo to od niej "posagowy" przepis:).
Z innej beczki: u Ciebie tu tak spokojnie, tak cicho, kojąco. Klimat, jakiego potrzebuję. Gdyby była taka książka, mogłaby mieć i z tysiąc stron. W jednym tomie. A potem w następnym. Pławiłabym się. Sory, szczerze było, szukam tego, czego mi brakuje, a co kocham:) Miejcie się cieplutko!
Mamani pisze…
Prędko mobilna nie będę aż tak, żeby na koncerty jeździć, a Chris Botti raczej nie zawita do Głogowa ;-) Ale mamy jego płytę :-)
Mamani pisze…
Widocznie masz ogromną potrzebę odpoczynku i ukojenia w tym aktywnym czasie ostatnio, prawda? Przypuszczam, że tysiąc stron takiej nudy to by jednak było za dużo ;-P
Wiesz, dopóki jestesmy małą rodzinką o spokojnych charakterach zatwardziałych domatorów tak własnie u nas jest...cicho :-) Sama się pławię póki co w tym klimacie, bo niedługo zacznie się zmieniać...

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…