Przejdź do głównej zawartości

Prosto, prościej, najprościej

Bohaterka jednego z artykułów o minimalizmie mówi: "Jedyną różnicą, jaką zauważam między sobą a znajomymi jest to, że nie wiem, jakie są najnowsze promocje w sklepach. Nie śledzę już z wypiekami na twarzy, który projektant właśnie wypuścił nową kolekcję we współpracy ze znaną sieciówką. Jakie są najmodniejsze kolory sezonu. Jakie nowe tkaniny i dywany ma na ten sezon Ikea. Nie relaksuje mnie już spacer po centrum handlowym – dodaje."

Cóż, gdybym miała iść tym tropem, to minimalistka ze mnie pełną gębą :-) A poważnie?

Od jakiegoś czasu bliskie mi są takie hasła, jak  proste życie, dobrowolna prostota, minimalizm, slow life. Gdybyście mnie jednak zapytali o definicje, zaplątałabym się... Trochę mnie ten fakt irytuje, bo lubię mieć porządek w głowie :-) Z drugiej strony - wcale nie dążę do naukowego rozpracowania tych terminów. Po prostu - pod każdym kryje się pewna filozofia życia, w ogólnym zarysie dość mi bliska, którą według uznania wdrażam na  swoim poletku. Z różnym efektem...

Od niedawna na mojej półce:


W jednej z recenzji czytam:

"Czujesz, że Twoje życie jest zbyt chaotyczne? 
Masz wrażenie, że jesteś więźniem swoich przedmiotów? 
Posiadasz wszystko, a mimo to nie znasz uczucia szczęścia? 
Nie masz czasu na znajomych, bo siedzisz dłużej w pracy, aby zarobić na raty za przedmioty, których prawdopodobnie nie potrzebujesz? 
Jeżeli większość odpowiedzi jest twierdząca, to ta książka jest DLA CIEBIE!"

Odpowiadam:
nie, 
nie,  
nie, 
nie. 
Czyli lektura nie dla mnie? Może jednak troszkę, odrobinkę? :-) 

Teoria dla mnie mało odkrywcza, bo temat trochę już poznany. Zdecydowanie najciekawsze są dla mnie wątki osobiste, czyli droga autorki do minimalizmu. Przejrzystość rozdziałów, uporządkowanie tematów, bardzo staranna polszczyzna, jasność myśli, cała estetyka książki też dużo mówią o naturze Anny :-) Imponuje mi etap, do którego doszła, intryguje, co będzie następnym krokiem.
Trudno mi się jednak z nią utożsamiać, bo nie zakosztowałam  "zachłyśnięcia" konsumpcją. Nie miałam okazji, czy potrzeby? Nie wiem...Szukam własnej drogi, własnych sposobów, indywidualnie dopasowanych do mojego stylu życia i trudności w upraszczaniu, z którymi JA się borykam. Nie jest to akurat przeładowana szafa, nadmiar elektroniki i sprzętów kuchennych czy problem z kartą kredytową.

Do przedmiotów mam podejście raczej praktyczne. Nie lubię ani chomikować, ani  sztucznie się ograniczać. Od czasu do czasu robię wokół siebie więcej przestrzeni, pozbywając się różności... Jednocześnie godzę się na to, że pewnych elementów swojego otoczenia na razie nie zmienię tylko dlatego, że mi się nie podobają, czy nie odpowiadają mojej aktualnej koncepcji. Np. żeby nic nie stało na blacie w kuchni. Żeby łazienka wyglądała, jakby nikt jej nie używał. Żebym nie musiała suszyć prania na widoku. A to życie jest, życie...I o tym też przeczytałam w książce - że nic na siłę :-) Na wszystko przyjdzie właściwy czas. 

Ps. Publikuję już po porodzie, ale napisałam przed:-)


Komentarze

Jak fajnie znów Cię tu czytać:)
Cieszę się, że zrobiłaś blogowe zapasy. I cieszę się, że po porodzie masz w głowie miejsce na myśli z maleństwem niezwiązane. Równowaga i harmonia, spokój. Z takimi cechami kojarzy mi się Twój blog, a w miarę poznawania Ciebie - Ty, Twój dom, Twoje życie.
Książka Anny świetna, i miło jest czasem przeczytać gdzieś, że ktoś myśli podobnie, że kieruje się podobnymi założeniami, chociaż już niekoniecznie tak samo je realizuje. Po prostu każdy ma swoją własną ścieżkę, o tym także pamięta w swojej książce autorka Prostego Bloga.
Uściski!
Mamani pisze…
Dziekuje :-) Post miał przez noc się uleżeć, zeby spojrzec swiezym okiem nazajutrz, ale Brozek zaczal wpraszac sie delikatnie na swiat i pojechalismu go urodzic :-) wiecej zapasow nie mam... mysli owszem, gorzej z mozliwoscia ich przelania za pomoca klawiatury, bo teraz na ogol jedna reke mam tylko wolna :-))
Pięknie:) Ale jedną ręką też się da. Mniej więcej połowa moich wpisów (ze zdjęciami!) została napisana jedną ręką z dziecięciem siedzącym i wiercącym się na kolanie:), i to tych najdłuższych. Bo tak to już jest, że wena (hehe) dopada najwięcej wtedy, kiedy możliwości najmniej:). Będzie dobrze!

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…