Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Kawa dla szczęśliwej kobiety

Piekłam właśnie kolejną partię pierniczków, kiedy zadzwonił listonosz: "polecony do pani". Hmm, co takiego zamawiałam? Przeglądam w pamięci  swoje ostatnie zakupy internetowe. A tu niespodzianka! Tym razem coś dla mnie. Książka za udział w ankiecie dla czytelniczek "MeLADY" :-)


Smakowita okładka i zdjęcia, aż zapachniało kawą. Na swoje (nie)szczęście, nie mam ekspresu wyczarowującego cappuccino ze spienionym mlekiem albo warstwowe latte. Takie luksusy to tylko w kawiarni od święta. Kawę pijam przede wszystkim dla jej zapachu, jest cudowny... Smak mniej, dlatego potrzebuję ogromnej ilości mleka i cukru. Codziennie byłoby niezdrowo :-) A herbatę można pić litrami, przy czym pod tę kategorię podpadają również zioła, czego nie może zrozumieć Ł. Zioła to zioła :-)
Problem w tym, że "poranne inspiracje przy kubku herbaty"  brzmiałoby banalnie :-) 
O "MeLADY" jeszcze napiszę, tymczasem będę się inspirować. Przy herbacie, małymi łyczkami, bo temat subte…

Pierniczki nadziewane marcepanem

Pierniki w moim wykonaniu urodą nie grzeszą, smakiem owszem :P
Misterne robótki cukiernicze nie są moją mocną stroną, dlatego kółka wycinałam jak widać kubeczkiem, konkretnie kieliszkiem do wina, bo miał najmniejszą średnicę ze wszystkich. Chodziło o to, żeby bez porażki na tym etapie zmieścić nadzienie i ładnie zakleić. W ramach zdobienia jedną partię glazurowałam lukrem i maziajami z czekolady, kolejną smarowałam tylko grubo rozpuszczoną gorzką czekoladą. Zanim kupiłam płatki migdałów, zdążyła zastygnąć i to by było na tyle z moich cukierniczych uniesień ;-) 
Tort Brożka też zdobny był li tylko w kruszonkę, albowiem był to sernik :-) Po prostu czarowanie nawet z bitą śmietaną wyciskaną z tubki w zgrabne kwiatuszki jest dla mnie zbyt frustrujące, nie mówiąc o masie cukrowej czy innych cudach.
Ale -  żeby było co zdobić, potrzebujemy oczywiście pierniczków :-) W tym roku hitem są u nas miękkie nadziewane, zapożyczone z bloga Niebo na talerzu.
Rozpuścić w garnku 250g miodu 100g masła/ma…

Adwentowy przybornik duchowy

-Dziękuję za twoją uważność!

Tym górnolotnym zwrotem odezwała się dziś do mnie Ania, dziękując za coś przy wycinaniu pierniczków :-) Prawdopodobnie miała na myśli uważność w sensie zwrócenia uwagi na jej figurki, bo trzylatki nie używają słów aż tak poważnych i bogatych w treść w zwykłej rozmowie z mamą. Tak sądzę, nie znam zbyt wielu trzylatków :-) Musiała zasłyszeć albo sobie utworzyła sama.
Uważność.
Dobre hasło na rozpoczynający się czas. Rok temu zabrakło mi Adwentu, umknął mi... Noworodek przy piersi oraz proces adaptacji do nowego trybu dnia i nocy sprawił, że na niewiele ponad miałam siły. Obiecałam sobie, że "za rok nie odpuszczę" :-) I faktycznie- pięknie zaczęliśmy nowy okres liturgiczny. Jest i kalendarz do odliczania zrozumiały dla przedszkolaka, jest wieniec, jest ciasto poczynione na dojrzewajacy kilka tygodni piernik staropolski (lub inaczej piernik panny na wydaniu rekomendowany przez Małgorzatę Musierowicz :-) Pięknie dziś u nas pachniało czekoladą, korzenn…

Co dzieje się z tym światem...

Nie oglądam telewizji, nie słucham radia, nie zaglądam już nawet na portale informacyjne. Nie żyjemy jednak w pustce - smutne wiadomości wciskają się każdą wirtualną szczeliną. I przerażają. Choćby się człowiek chciał odseparować, wyprzeć ze świadomości, zaprzeczyć - nie da się. Tak się po prostu nie da, bo fakty są takie, że na świecie toczy się wojna. Toczy się od lat - raz dalej, raz bliżej...  Wszyscy są ostatnio Francuzami. Dlaczego nie Libańczykami, Irańczykami, Ukraińcami?
Bądźmy po prostu sobą, modląc się jednocześnie za tych, którzy doświadczają przemocy.
Zmieniajmy sie też sami na lepsze, bo jak ma zapanować pokój, kiedy nie mamy go w naszych sercach. Nieustannie toczymy własne wojenki rodzinno-sąsiedzko-narodowe. O rzeczy w ostatecznym rozrachunku kompletnie nieistotne.
Patrzę na śpiącego Brożka i łzy stają mi w oczach na myśl, że może kiedyś w mundurze i z bronią w ręku zostanie wysłany na jakąś "misję ".

Czuję się czasem taka bezradna, że aż... obojętna. Spycha…

Reminescencje krakowskie

Jeden z felietonów Romy Ligockiej w zbiorze "Księżyc nad Taorminą"  poświęcony jest smutnej refleksji, co stało się z krakowskim rynkiem. "Nikt rozsądny nie chodzi już tam dla przyjemności"... Autorka raz pójść musiała, w sprawach urzędowych i omal  nie przypłaciła tego życiem. Brzmi niewiarygodnie, ale akurat znajdowała się przy kawiarnianym ogródku, kiedy poniosły konie z dorożką, spłoszone wybuchem petardy z ulicznego teatrzyku. Zwierzęta potknęły się i przewróciły niemal pod jej stopy. Kilka osób zostało wtedy rannych. Pani Roma długo nie mogła dojść do siebie. Tak jak i ona, nie pojmuję, dlaczego ku strapieniu mieszkańców, a uciesze turystów (ale nie takich jak my...) władze miasta pozwalają na ten nieustający jazgot, na te ogromne konie przegrzane w słońcu i jeszcze większe dorożki, przed którymi muszą rozstępować się tłumy ściśnięte na uliczkach prowadzących do Rynku. 
Przypominam sobie sytuację z września, kiedy Łukasz poprawiał Ani kurteczkę, nie słyszeli…

Zawsze wiedziałam, że wcześniaki to mocarze :-)

Ks. Jan Kaczkowski ważył po urodzeniu 980g. Było to niespełna 40 lat temu, jest rówieśnikiem mojego męża. W zamierzchłych tych czasach  za granicę przeżywalności uważano 1kg. Dziś ratuje się półkilogramowe dzieci z 24 tygodnia ciąży. W zamierzchłych tych czasach moja kochana teściowa nie wiedziała, że nosi bliźniaki, dopóki położna po przyjęciu pierwszego nie zawołała "Ale tam jest jeszcze jeden!" Dziś o podwójnym szczęściu dowiadujemy się w pierwszym trymestrze, a poród odbywa się dla bezpieczeństwa przez cesarskie cięcie. Dzieci nie muszą być niepełnosprawne przez nieumiejętną opiekę lekarską, choć bywa i tak, nawet w XXI wieku.
Ale nie o wcześniakach ma być, najwyżej o tym konkretnym :-) Bo zapis rozmowy Piotra Żyłki z ks. Janem wciągnął mnie po uszy. Udawałam, że nie słyszę "Mamo, mamo" "Łaaa" :)


Książki raczej chłonę, nie tyle wzrokiem zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, ale całościowo, emocjami, często biegnę li tylko po dialogach, łapię klimat, …

Zwariowałeś październiku?

Hej, czy to już zima sie zaczyna? Ja się nie zgadzam na -2 stopnie o poranku, wełniane kalesony i puchową kurtkę w październiku. A jeszcze miesiąc temu... tak sobie chodziliśmy po górach, nawet w krótkim rękawku... Wybieram zdjęcia do wywołania i wracają miłe wspomnienia.


Ania poszła do przedszkola po chorobie, a ja ułożyłam listę spraw dopołudniowych, które mogę załatwić z Brożkiem. Wytachałam z piwnicy stary wózek, śpiwór z wełnianą wyściółką, przynajmniej dziecku będzie ciepło, choć w dziewczyńskich butach. Ale kto mu tam będzie pod kocyk zaglądał. Rozmiar ma zresztą jak Ania w wieku 16 miesięcy... Botki dla mnie już w drodze, może tym razem trafiłam, dobrzy by było przy takiej pogodzie :-) Uporałam się z pourlopowym prasowaniem i jestem na bieżąco. Posegregowałam dzieciom ubrania i dokupiłam co trzeba, a za małe w kartonach czekają na kolejną zwyżkę energii, żeby poskładać rozmiarami i znaleźć następnych użytkowników. Różowości już widzę oczyma wyobraźni na Siostrzeniczce małej :-…

Łk 10, 41

Gdyby ktoś mnie zapytał o życiowe motto, odpowiedziałabym prawdopodobnie: Łukasz rozdział dziesiąty, wers czterdziesty pierwszy :-) Nawet sobie wyhaftowałam w dawnych czasach ten skrót na kieszonce kuchennego fartuszka ;-) To o czymś świadczy, choć nagminnie nie używam przy gotowaniu fartucha,  jakoś mi zawadza ;-)
Od kiedy mam w telefonie aplikację Evangelizo, zaglądam czasem do czytań z dnia i właśnie wczoraj było znów "Marto, Marto..." Nie był to raczej jeden z moich dobrych dni, więc tym mocniej wybrzmiało. A pod spodem komentarz -notabene św. Ambrożego :-) "(...) Marta jednakże nie jest krytykowana za swoje dobre usługiwanie, nawet jeśli Maria wybrała najlepszą cząstkę. Jezus posiada liczne bogactwa i na wielorakie sposoby objawia swoją hojność..."
A dziś zaglądam do "Holyfood" Szymona Hołowni i  w pierwszym zdaniu znów : "Marta się krzątała i w duchu złościła, że ona tu mocuje sie z życiem, a tamta idzie na skróty po to, co najlepsze. Obie zost…

Stosiki sentymentalne

Za nami ostatni wyjazd w tym roku. Jakoś tak praktykujemy wakacje podzielone na dwie części: przed i po sezonie. Łukasz musiał wykorzystać "gruszkowe", co zrobić ;-) Trzeba było znaleźć jakąś gruszę do wywczasów ;-) Porwaliśmy się na Tatry i dobrze zrobiliśmy, bo trafiło nam się cudowne okienko pogodowe. Niepewni prognoz oraz obawiając się potencjalnej zarazy z przedszkola, zarezerwowaliśmy "last minute" kwaterę w Kościelisku, spakowaliśmy zimowe rzeczy i w drogę. A tam lato :-) Ale że rozsądny człowiek w górach ma i ciepłe rzeczy, wszystko się przydało. Nawet kilka wspólnych spacerów dolinkami odbyliśmy,  po słowackiej stronie i z wózkiem się dało. A tam nie tylko pięknie, ale i pusto! W czasie, kiedy po drugiej stronie Doliny Białej Wody tabuny wózkowiczów drałują na Morskie Oko, bo to chyba jedyny polski szlak, że się da. Wyżej poszedł raz tata z córką, szcześliwy, że zaszczepia jej miłość do gór. Jeszcze wyżej i jeszcze bardziej szczęśliwy poszedł już sam :-)…

Koniec lata

Wrzesień. 
Czyli  jesień ... Lato pożegnało się mocnym akcentem i ustąpiło miejsca szarlotce, czarnej herbacie z sokiem i mięciutkim kardiganom ;-) Na tę okoliczność sprawiłam sobie nowy i nie mogę się doczekać, kiedy go założę :-) Długo chorowałam na taki właśnie model raglanowej swetro-narzutki z nietoperzowymi rękawami. Od kiedy upolowałam w lumpku szare ponczo dla Ani, chciałam przynajmniej podobne. Kolor mógłby być szary, ale nie można mieć wszystkiego. Chyba, że wydziergałabym sama ;-) Tylko ile jesieni i zim by to zajęło...

Za sprawą Antosia, początek września doprawiony jest od czterech lat szczyptą melancholii. Nie jest to bolesne, ale im więcej czasu upływa, tym bardziej zaskakuje mnie, jak silne są to jednak wspomnienia. Co roku przychodzi ten wieczór, noc i dzień, kiedy nie pada wiele słów, ale wiemy, że wspólnie o nim myślimy. Czasem ta cisza przybiera postać cichego szeptu "Wiesz, żałuję, że nie pamiętam, jak wyglądał"...
Ale wierzę, że kiedyś zobaczę tę buźkę r…

Becikowe

Już kiedyś wspominałam, że nie mogłabym być urzędnikiem, bo nie ogarniam tej papierologicznej rzeczywistości. Nie lubię poza tym czuć się jak idiotka, która nie potrafi wypełnić prostego druku, ale czasem trzeba zniżyć się do podłogi i pokornie zapisać na przykład dziecko do przychodni. Jak Brożka w styczniu. Pamiętam do dziś te emocje :-) Deklaracja nosi tytuł "wyboru świadczeniodawcy udzielającego świadczeń z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej". Wypełniam dane "świadczeniobiorcy", nazwisko naszej pediatry i proszę o przypomnienie adresu przychodni do rubryki wskazującej świadczeniodawcę. "Pesel ojca" słyszę. "Słucham? Ale świadczeniodawcą nie jest przychodnia?" "Nie, proszę pani. Przychodnia niczego nie świadczy" wycedziła z wyższością ondulowana pani z rejestracji. Ciśnienie mi podskoczyło, ale z panią trzeba dobrze żyć, bo przecież dziecko będzie pojawiać się u lekarza (oby jak najrzadziej), więc wyszłam zadzwonić do Ł, żeby mi…

Nieminimalizm podróżny

Po powrocie z urlopu chciałam napisać o tym, czy da się spakować minimalistycznie na wyjazd z małymi dziećmi, ale przygniotła mnie rzeczywistość. W tym góry odzieży do wyprania, wysuszenia, poskładania. O prasowaniu nie wspominam, bo nawet nie wchodziło w grę. Czy wzięliśmy za dużo? Otóż nie, powiedziałabym, że za mało... Pomimo przepierek, ostatniego dnia nie miałam już w co ubrać Brożka i musiał wracać w piżamie poplamionej  śniadaniem i syropem Ferrum, o metalicznym zapachu żelaza i kolorze wyblakłej krwi ;-) Dobrze, że nam rodzicom zostało po czystej koszulce, bo powrotu w rzeczach wyjętych z brudownika chyba bym nie zdzierżyła...

Spakowaliśmy się więc optymalnie i praktycznie, niekoniecznie minimalistycznie. "Bo co to za przyjemność, dążyć w życiu do osiągnięcia stanu, w którym i tak nie będzie się dobrze czuł?"  To słowa Wioli, a TU cały jej świetny tekst, przeczytałam go w dobrym czasie i jakiś mały kamyczek spadł mi z serca, choć nie zaliczam się do minimalistów, an…

Smocze ciasto

Obliczone głównie na efekt kolorystyczny :-) I przemyca aż dwa pęczki szpinaku, choć nie wyczuwam go w smaku, bo dominuje cytryna i śmietankowy krem. Ciasto, które zrobiło furorę na forumowym wątku rówieśniczym, więc nie mogłam go nie upiec :-) Z początku myślałam, że to coś w rodzaju słonej tarty i nawet nie zerknęłam na przepis, bo za szpinakiem nie przepadam. Ale po powrocie z urlopu dojrzałam świeże zielsko na ryneczku i zaryzykowałam na Dzień Taty. Smoczy tort :-) Główny adresat zjadł z uprzejmości kawałek, no sernik to to nie jest, niestety :-) Ale ciasto ogólnie niezłe. I jeśli będę z jakiegoś powodu chciała zjeść trochę szpinaku to sobię jeszcze raz upiekę :-) Można też z tego przepisu zrobić babeczki.


A to wersja bez mleka i jajek, w czekoladzie niczym zielone bounty... Równie smaczna, a taniej wychodzi i jest bez cholesterolu :P Użyłam jednego pęczka zblendowanego szpinaku i wody zamiast mleka.


Królowej Matce

I co tu myśleć ;-) A potem co robić ;-) Bo to insza inszość...

Pascha i keks

Zapiszę, żebym za rok nie musiała szukać:

PASCHA
2l mleka pasteryzowanego
laska wanilii - zagotować
500ml kwaśnej śmietany
6 jajek - rozbełtać i wlać do mleka, gotowac ok 15-20min do oddzielenia serwatki od sera
Przelać przez  sitko wyłożone pieluchą, LEKKO odcisnąć, odstawić na kilka godzin przynajmniej lub na noc.
Zmiksować kostkę miękkiego masła, pół szklanki cukru pudru i ser, na koniec wmieszać bakalie i przełożyć do miski wyłożonej folią spożywczą albo silikonowej foremki na babkę.



KEKS
Składniki powinny mieć temperaturę pokojową, kilka godzin wcześniej namoczyć rodzynki.

150g rodzynek zalać 150ml wódki z aromatem rumowym
utrzeć
210g masła
150g cukru
4 jajka
300g maki pszennej
łyżka proszku
bakalie wg uznania, w tym roku dałam morele, śliwki, żurawinę, troszkę migdałów i orzechów+rodzynki

Święta naiwność

Chyba nigdy nie nauczę się myśleć jak urzędnik...
Bo oto okazało się przy okazji rozliczeń podatkowych, że nie możemy odpisać przekazanych w ubiegłym roku darowizn. Dlaczego? Bo przelewy robiłam ja. A przecież nie mam dochodu, prawda? Co z tego, że wspólnie się rozliczamy, że mamy wspólne konto, że te kwoty można by odliczyć, gdybym logowała się jako Łukasz. Za mało sprytna jestem. Przykre i szkoda.



Ale ja to ja, ostatnio myślałam, że ot tak, w ramach spaceru z dziećmi pobiorę chociaż zaświadczenie o dochodach, do becikowego. Do wniosku potrzebny był pesel Ł., nie znam na pamięć, zadzwonić też nie mogłam, bo akurat zostawiłam w domu telefon. Więc nie załatwiłam takiej nawet pierdoły. A potem sobie przypomniałam, że właśnie na takie okazje noszę w portfelu karteczkę z peselami :-)


Przedświątecznie

Kto tu zagląda, niezrażony moim blogowym marazmem, ten widzi, że pisanie mi nie wychodzi od dłuższego czasu :-(  Zdarzają się pomysły, nie raz nie dwa krążą mi po głowie myśli warte zapisania, podzielenia się, ale nie mam jak, a kiedy mam... już o tym wspominałam. Taki mam poza tym czas w życiu, że energii starcza na to co niezbędne, a i na to czasem nie (chyba, że prasowanie i sprzątanie uznać za całkiem zbędne). No ale czas z mężem... Priorytet.  W pięknych teoriach, w praktyce usypiam z Brożkiem i tyle tego życia małżeńskiego. Lista zakupów w łapę, buziak za pozmywanie. Ożywiamy się nieco na wspominki np żeśmy się 7 lat temu sparowali ku obopólnej radości, szczęściu i spełnieniu :-) Albo że może tak już o urlopie pomyśleć, bo czerwiec niedługo. Zauważyłam też, że mniej mnie ciągnie nawet do blogów lubianych od czasów ciąży (ich lub mojej) - zerkam, nawet już z rzadka komentuję. A przecież smutno mi tak i łyso, kiedy u siebie nie widzę komentarzy... Nie wiem, kto czyta, co myśli o …

Intro do dnia kobiet

"Najpiękniejszy rodzaj szczęścia to ten, w którym czujesz, że wszystko jest tak, jak powinno. Nie chodzi o wielkie, niesamowite wydarzenia, które zmieniają twoje życie o 180 stopni, tylko o spokój ducha, o zasypianie z poczuciem, że twoje jutro jest bezpieczne, a wszystkie sprawy są poukładane." M. Kostrzyńska

Najczęściej czuję to w sobotnie wieczory :-) Mimo, że są to dni, kiedy kumulują się zakupy, sprzątanie, pieczenie, spacery, a pod koniec już padamy na nos i po zaśnięciu dzieci trudno wykrzesać energię na miły wieczór we dwoje zasypiam ze świadomością, że wszystko jest na swoim miejscu i nie tylko o sprzątanie chodzi. Bo jak wiadomo polega ono raczej na przesuwaniu bałaganu w mniej widoczne miejsce ;-) Dziś dodatkowo rozmroziłam i umyłam lodówkę, czyli jest dobrze. Prac zaległych multum do Świąt, ale po małym kęsku damy radę tego słonia zjeść... Uporządkowałam kilka spraw w głowie, czuję, że żyje i to życie ma sens :-)
Nie jest do końca tak, że zaniedbuję pisanie z bra…

Ten typ tak ma

Ciągnie się za mną to chandrzysko okropne, zwalam na zimę, na zmęczenie, na dzieci, na okoliczności. Prawda jest taka, że chyba tak po prostu mam... Czasem zaglądam do archiwum bloga, żeby przypomnieć sobie, co porabialiśmy rok temu, albo kiedy Ania była w wieku Brożka. Co któryś post obwieszcza moje obniżenie nastroju :-) Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija, po trudnym dniu jest lepszy, na szczęście. W drugą stronę trudniej znieść, oczywiście, kiedy ze szczytu euforii wpada się znów w dołek... A mnie chyba najbardziej frustruje, że nie jestem kimś innym. Wesołym, aktywnym, towarzyskim, przebojowym, silnym, pewnym siebie, wygadanym. No nie jestem. Już w drugiej klasie szkoły podstawowej trzymałam się na uboczu grupy i wychowawczyni stwierdziła, że pójdę do zakonu ;-) Powołania jednakowoż jakoś nie odkryłam w sobie i przynajmniej  kilka osób na tym świecie czerpie z tego tytułu profity, mianowicie mój mąż i dzieci :-) A że czasem można ze mną wytrzymać tylko kiedy śpię - cóż, ten ty…
W "Twoim Stylu" lubię to, że kiedy dodają film, nie podnoszą ceny do 29,99zł. A 10,99 jeszcze można przełknąć ;-) Bo nie jest to wysoka cena za miły wieczór z mężem i czytadło do karmienia.  Średnią miałam wprawdzie ochotę na duet Kad Merad i Dany Boom po tym,  jak w sylwestra ledwo zmęczyliśmy na raty "Przychodzi facet do lekarza". A tu miłe zaskoczenie - to jest naprawdę zabawna komedia. Ubawiłam się, nawet bardziej, niż za pierwszym razem kilka lat temu :-) 


Wyzwanie Minimalistki - tydzień trzeci i podsumowanie

25-31 stycznia 2015

Dzień 15 Wystawiam kilka fantów na forumową aukcję.
Nie wiem, oczywiście, czy zostaną wylicytowane przez kogoś, ale ich losem będzie już pofrunięcie w świat, cel szczytny, jak nie teraz, to następnym razem. Przy okazji leczę się z pewnych sentymentów i przywiązania do rzeczy własnoręcznie wykonanych. Choćbym nie miała z nich żadnego pożytku...

Dzień 16 Układam w szufladach biurka i w szafie
Po raz n-ty i nie ostatni...

Dzień 17 Składam wreszcie i odnoszę koleżance ubranka
Większość rzeczy moich dzieci jest "obiegowa". Brożuś też niepostrzeżenie wyrósł z najmniejszych rozmiarów. Miejsca jednakowoż w szufladzie nie przybyło, bo wróciłam z kolejnymi siatkami :-)

Dzień 18 Przegląd i segregacja ubrań
Która to już w ostatnich latach i miesiącach, a ZAWSZE znajdę jeszcze coś, w czym jednak nie chodzę i już nie będę, bo nie chcę...Szykuję pakunek do oddania, tylko komu... Przyznaję, że nie wiem, co robić z rzeczami, które mi nie pasują, zabawy w allegro i wymianki są…

Ciasto jogurtowe

Co ma piernik do wiatraka, czyli przepis do obrazka? Nic. Zdjęcia nie zrobiłam ;-) A piekąc ciasto dla bliskich, czynimy świat troche lepszym i bardziej przyjaznym, prawda? Bo słodszym na pewno :-)

Przypomniało mi się bardzo proste ciasto z czasów studenckich i zrobiłam je w sobotę, aby zużyć jogurt, którego termin przydatności zbliżał się nieubłaganie.
Miarą jest jeden kubeczek lub szklanka :-)

Miksujemy:

3 jajka
1 szklankę cukru
1 szklankę jogurtu
1 szklankę oleju
3 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia

2 jabłka kroimy w kostkę, mieszamy z ciastem i przelewamy do tortownicy lub kwadratowej blaszki. Oprószamy cynamonem i pieczemy w 170 st, u nas 1 godzinę to zajęło, aż wyglądało na upieczone :-)

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Cena prawdy

Czy to jest film ambitny - pewnie nie. Wiele osób czepia się szczegółów w komentarzach. Ale mnie dobrze się oglądało, bo kino raczej przeżywam, niż analizuję. I zostało to nieznośne pytanie: ile ja mogłabym poświęcić dla swoich zasad...

Wyzwanie Minimalistki - tydzień pierwszy

11-17 stycznia 2015

Dzień 1 Robię listę zakupów

Nie chodzi oczywiście o zakupy spożywcze :-) Generalny przegląd ubrań po ciąży, inspiracja Szafą Minimalistki i tęsknota do wiosny... oraz ogólne dążenie do określenia swojego stylu :-)
Na listę trafiają nowe balerinki, granatowe spodnie, jakaś wyjściowa spódnica, sukienka, czerwony pasek, koszulki w czerni i bieli oraz nowe oprawki, bo moje ulubione noszę chyba od dekady....Tylko czy znajdę takie same ;-)

Dzień 2 Porządkuję schowek kanapy

Miał być gazetownik, ale nasz jest pusty :-) A że kanapa obok i o porządek wewnętrzny prosi...
Idąc za ciosem układam też pościel i ręczniki. Wyrzucam z kuchennej szafki puste puszki po herbacie - na razie do pokoju Ani, do zabawy w sklep. Widzę u niej bałagan z gatunku tych, które wymagają drastycznych cięć... Zadanie na którąś sobotę projektu. Lawina ruszyła :-)

Dzień 3 Nie włączam komputera

To oznacza też, że Ania nie ogląda bajek :-) Po śniadaniu pieczemy mufinki. Za oknem dawno nie widziane słońce! C…

Karnawałowe rekomendacje filmowe

Do kina rzadko chodzimy, ale lubimy sobie obejrzeć coś ciekawego w domowym zaciszu. Ja przynajmniej bardzo :-) Wybrać coś dla dwojga nie jest jednak łatwo, więc wybieramy na zmianę :-) Naszym ulubionym portalem jest ostatnio cineman.pl, wszystkie filmy, które polecam można tam znaleźć

Karnawał to czas zabawy i smacznego jedzenia :-) A więc dwie komedie kulinarne :-)
Faceci od kuchni
Podróż na 100 stóp
Szczypta sensacji, oba trzymają widza w niepewności do ostatnich scen:

Koneser
Angielska robota
Romans w wydaniu kostiumowym:
Markiza Angelika

W 21 dni do prostego życia :-)

Kasia, autorka bloga Simplicite.pl, rzuciła swoim czytelnikom wyzwanie. Przeczytałam, uśmiechnęłam się, pomyślałam "nie tym razem". Zresztą projekt  już ruszył i byłabym kilka dni do tyłu...
Nie aspiruję na razie do miana minimalistki, tylko w miarę możliwości i sił dążę do uproszczenia życia, uporządkowania przestrzeni wokół, większej harmonii w sobie. Metoda małych kroczków (choć czasem radykalnych...) bardzo mi pasuje. Pomysł trafił więc w czuły punkt, na przekór temu, co sądzę o swoich możliwościach aktualnie...
I co? Postanowiłam podjąć wyzwanie :-) Z kilkoma modyfikacjami, bo wiele rzeczy już uporządkowałam w ramach wicia gniazda przed porodem ;-) Ustaliłam też, że nie będę narzucać sobie z góry harmonogramu i kolejności punktów, tylko decydować rano. Bo są takie dni, kiedy Brożek leży spokojnie w łóżeczku, jak i takie kiedy od pobudki do obiadu noszę go w chuście...Wtedy pozostają jedynie zadania do wykonania w głowie, a nie fruwanie po szafach i pawlaczach :-)
Oto, c…

O modzie, choć się na niej znam jak cielę na gwiazdach ;-)

Tak kiedyś pójdę do pracy:

Albo tak:

A na randkę z Ł. tak ;-)


Kiedy? Otóż kiedyś na pewno :-)
Kiedy odepnę od piersi pewna Brożkę ;-) Przebiorę się z uniformu domowego i zacznę oswajać z rzeczywistością poza. Kiedyś...może.
Powyższe zestawienia stworzyłam w ubiegłym roku dla siebie samej po lekturze bloga Marii, kiedy w ramach odskoczni myślowej usiłowalam zdefiniować lub raczej zobrazować swój styl: co do mnie pasuje, w czym dobrze się czuję, jakie rzeczy chce nosić, co dla mnie stanowi pewną klasykę w ubiorze.
Z modą jestem na bakier, nie śledzę, nie stosuję się. W życiu nie założyłabym legginsów, spodni rurek, krótkich szortów czy poszarpanych dżinsów. Szpilki mogłabym założyć na chwilę "do wyglądania", ale nie do chodzenia. Myślę, że blisko mi do stylu wygodnego, praktycznego, acz kobiecego. Jednocześnie przyzwoitego, jeśli wiecie, co mam na myśli.  Czy to jest "sportowa elegancja", "french chic" czy "styl preppy" tu też nie zdałabym egzami…

Post dedykowany :-)

Wiolu :-) Czuję się wyróżniona (i niezmiennie zaskoczona Twoją sympatią do Martecznika), więc wezmę udział w zabawie i odpowiem na Twoje pytania. Jednocześnie też zakłopotana, bo nie nominuję kolejnych 11 blogów. Chyba nie czytam tylu i większość chwaliła się już nominacją Liebster Blog Award

Nie pogniewasz się, że odpowiedzi będą "z grubsza", bo nie mam jak zebrać myśli ostatnio... A jeśli uda mi się je pozbierać, z dzieckiem na ręku wydeptując na przykład nocami ścieżki w panelach, to nie mam jak ich przelać na ekran. A kiedy mam już jak, zapominam co. Także... jakoś tak... Jeśli śniadanko, to słodko czy wytrawnie?
Po pierwsze, jem zawsze. Nie umiem bez śniadania.
Gdyby mi ktoś przygotował szwedzki stół, pewnie wybrałabym konkrety, ale raczej przekąszam słodkie rzeczy, bo łatwiej jest porwać jabłko i świątecznego pierniczka czy posmarować kromkę dżemem, niż babrać się z jajkami, patelnią czy choćby zagrzać głupią parówkę. Kasza manna czy owsianka ze względu na Anię. Lubię, a…