Przejdź do głównej zawartości

Wyzwanie Minimalistki - tydzień pierwszy

11-17 stycznia 2015

Dzień 1 Robię listę zakupów

Nie chodzi oczywiście o zakupy spożywcze :-) Generalny przegląd ubrań po ciąży, inspiracja Szafą Minimalistki i tęsknota do wiosny... oraz ogólne dążenie do określenia swojego stylu :-)
Na listę trafiają nowe balerinki, granatowe spodnie, jakaś wyjściowa spódnica, sukienka, czerwony pasek, koszulki w czerni i bieli oraz nowe oprawki, bo moje ulubione noszę chyba od dekady....Tylko czy znajdę takie same ;-)

Dzień 2 Porządkuję schowek kanapy

Miał być gazetownik, ale nasz jest pusty :-) A że kanapa obok i o porządek wewnętrzny prosi...
Idąc za ciosem układam też pościel i ręczniki. Wyrzucam z kuchennej szafki puste puszki po herbacie - na razie do pokoju Ani, do zabawy w sklep. Widzę u niej bałagan z gatunku tych, które wymagają drastycznych cięć... Zadanie na którąś sobotę projektu. Lawina ruszyła :-)

Dzień 3 Nie włączam komputera

To oznacza też, że Ania nie ogląda bajek :-) Po śniadaniu pieczemy mufinki. Za oknem dawno nie widziane słońce! Czuję się wyspana i podejmuję decyzję, że pierwszy raz od porodu wychodzę sama z dwójką na spacer. Oczywiście wózek zostaje w piwnicy, niech żyje nosidełko :-) Idziemy do piekarni i mięsnego, potem na plac zabaw. Po powrocie Brożek śpi dalej. Na spokojnie szykuje zalewę do mięsa, wstawiam zupę. Mam tyle czasu :-) Nie rozprasza mnie siadanie "na chwilkę" do komputera. Popołudnie spędzamy u dziadków, wprosiliśmy się :-) A co:-)

Dzień 4 Porządkuję swoje buty

Dziś spadek formy. Brożuś nie schodzi z rąk. W ramach odskoczni wychodze po pieluchy. Wieczorem udaje mi się zrobić szybki porządek z butami, na szczęście nie musiały to być generalne  porządki, jedynie "przypominające" :-)

Dzień 5 Jestem tu i teraz, przynajmniej 20 min ;-)

Moje życie raczej jest teraz skoncentrowane na tu i teraz, ale rozumiem, że chodzi o intensywne świadome skupienie :-)
A więc próba nr1: siadam z kawałkiem ciasta obok śpiącego B. i delektuję się.
-"Mogę posiedzieć z tobą? Co jesz?" pyta A.
 I tak siedzimy sobie razem, rozmawiamy, jemy, przytulamy się. Chyba sukces?

Na wszelki wypadek podejście drugie: spacer nie żeby gdzies dojść, coś załatwić, tylko potuptać jak mówi Ania.
-Dlaczego idziemy na spacer? Się przejść?
-Tak, pooddychać trochę świeżym powietrzem.
tu słyszę głębokie oddechy małej i komentarz:
-Jak pięknie śpiewają ptaki!

Dzieci sa zawsze tu i teraz...

Dzień 6 Regeneracja sił

Pół dnia jest z nami moja mama. Ania wniebowzięta, a  ja ucinam sobie drzemkę! Luksus. Zaliczamy spacer, plac zabaw, smaczny obiad. Wieczorem praktyczna część umysłu podsuwa mi pomysł, żeby poprasować zaległości, ale reszta mojego zmęczone jestestwa ignoruje te podszepty. Kładę się wcześniej spać, korzystając, że Brożek nie ma wieczornej kolki...

Dzień 7 Piekę ciasto

Ale nie takie jak zwykle rach ciach i jest. Oddaję się kulinarnej medytacji: obieram i kroję w kostkę 2 kg jablek, podsmażam z rodzynkami i cynamonem, mieszam, wącham :-) Zagniatam ciasto. Dokładnie po godzinie blacha ląduje w piekarniu. Po spacerze raczymy się ciepłą jeszcze szarlotką - najbardziej czasochłonnym ciastem, jakie upiekłam w ostatnich latach chyba :-) Slow food w czystym wydaniu.




Komentarze

Edyta pisze…
Szkoda, że tak późno zaglądam, z chęcią też wzięłabym udział :) ale w sumie sama sobie zrobię, a co! :)))
Mamani pisze…
Pewnie :-) Ja też wystartowałam z tygodniowym opóźnieniem :-)
Ciepłe myśli ślę:)
Mamani pisze…
Dzięki, bo drugi tydzień idzie mi ciężko... Wszystko pod górke. W mojej głowie oczywiście...

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …