Przejdź do głównej zawartości

Intro do dnia kobiet

"Najpiękniejszy rodzaj szczęścia to ten, w którym czujesz, że wszystko jest tak, jak powinno. Nie chodzi o wielkie, niesamowite wydarzenia, które zmieniają twoje życie o 180 stopni, tylko o spokój ducha, o zasypianie z poczuciem, że twoje jutro jest bezpieczne, a wszystkie sprawy są poukładane."
M. Kostrzyńska

Najczęściej czuję to w sobotnie wieczory :-) Mimo, że są to dni, kiedy kumulują się zakupy, sprzątanie, pieczenie, spacery, a pod koniec już padamy na nos i po zaśnięciu dzieci trudno wykrzesać energię na miły wieczór we dwoje zasypiam ze świadomością, że wszystko jest na swoim miejscu i nie tylko o sprzątanie chodzi. Bo jak wiadomo polega ono raczej na przesuwaniu bałaganu w mniej widoczne miejsce ;-) Dziś dodatkowo rozmroziłam i umyłam lodówkę, czyli jest dobrze. Prac zaległych multum do Świąt, ale po małym kęsku damy radę tego słonia zjeść... Uporządkowałam kilka spraw w głowie, czuję, że żyje i to życie ma sens :-)

Nie jest do końca tak, że zaniedbuję pisanie z braku czasu czy weny. Tej mi nie brakuje, ale jak na złość dopada mnie skubana wtedy, kiedy nie mam jak zapisać swoich myśli. Kiedyś wspomniała o tym Wiola z My Slow Nice Life. Mam podobnie... Piękne i treściwe zdania płyną rześkim strumieniem świadomości, celne i dowcipne spostrzeżenia formułują się same, jest wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Tylko nie ma komputera pod ręką, bo albo już późno i zanim włączę i tak zapomnę co chciałam, w dodatku mój laptop ze starości już ledwo rzęzi i nad wszystkim strasznie długo się zastanawia. Albo królewna Ania ogląda swoje bajki. Albo akurat zmywam, wieszam pranie albo karmię czy usypiam Brożka. A te nędzne ochłapy, które usiłuję odtworzyć, kiedy już siądę do napisania posta, cóż... Wczoraj usłyszałam "Mamo, masz pamięć jak Słoń Trąbalski!"

Teraz też jestem zmęczona i mało błyskotliwa, więc po prostu napiszę, że lubię marzec, bo przynosi wiosnę. W marcu siedem lat temu uświadomiliśmy sobie, że chcemy być razem. W marcu począł się Brożuś. Dzień kobiet też obchodzimy, jak wszystkie inne walentynki etc., bo dobrze jest celebrować miłość bez okazji, więc tym bardziej, kiedy kalendarz podsuwa dodatkowy powód :-) 
Różę dostałam. 
Ciasto się chłodzi. 
O bułeczkach i cebularzu napiszę osobno, razem ze wszystkimi zaległymi przepisami, które są tego warte. 
Byłam u fryzjera :-) Jak to dobrze robi usłyszeć, że wyglądam na 25 lat*, a brzuszka i boczków to wcale nie widać. Poród 3,5 miesiąca temu? Żartuje pani :-) Pal sześć drobna naprawdę modyfikacja fryzury z włosów mocno wypadających, najważniejsze, że ludzkość powszechnie nie widzi, że od urodzenia młodszej latorośli, kiedy jak za dotknięciem różdżki (czy raczej skalpela) ubyło 10 kg, nie schudłam ani kilograma z nadprogramowych jeszcze pięciu, a taką oponkę jak teraz miałam w czwartym miesiącu ciąży. W każdym razie cud też, że nie przytyłam, skoro cały czas jem, ale może to jest właśnie dobra strategia: organizm uspokojony stałymi dostawami energii nie odkłada zapasów ;-) Więc skupmy się na pozytywach. Poza tym pół roku po cesarce odpadają bardziej forsowne ćwiczenia. Bardziej niż spacery  :-) 

*mało, mało - w moim wieku dobrze by było jednak wyglądać na swój wiek ;-)

c.d.n. bo Ambroży śpi już twardym snem na moim brzuchu, idę go wysupłać i sama już chyba owinę się w kołderkę... Dobranoc!

Komentarze

No, Kochana, nie kokietuj, że wszystko Ci z głowy uciekło:) Ale Cię rozumiem. Dobrze wiedzieć, że ktoś też tak ma. Paradoksalnie:)
A fryz to byś pokazała, wiesz? No.
To już trzy i pół miesiąca... O matko.
Mamani pisze…
Fryzura nie spełnia kryteriów pokazywania :-) nawet dla mamy nie udało mi się zrobić sensownego zdjęcia, ale może prędzej czy później nadarzy się okazja :-)
Edyta Z pisze…
Oj, ja też tak mam! U mnie wena pojawia się, to już rozpoznaję, najczęściej w momentach względnego, nieplanowanego skupienia, czytaj-karmienia, mycia garów, prasowania, usypiania, itd...A potem pstryk! I światło gaśnie :)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…