Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2015

Pascha i keks

Zapiszę, żebym za rok nie musiała szukać:

PASCHA
2l mleka pasteryzowanego
laska wanilii - zagotować
500ml kwaśnej śmietany
6 jajek - rozbełtać i wlać do mleka, gotowac ok 15-20min do oddzielenia serwatki od sera
Przelać przez  sitko wyłożone pieluchą, LEKKO odcisnąć, odstawić na kilka godzin przynajmniej lub na noc.
Zmiksować kostkę miękkiego masła, pół szklanki cukru pudru i ser, na koniec wmieszać bakalie i przełożyć do miski wyłożonej folią spożywczą albo silikonowej foremki na babkę.



KEKS
Składniki powinny mieć temperaturę pokojową, kilka godzin wcześniej namoczyć rodzynki.

150g rodzynek zalać 150ml wódki z aromatem rumowym
utrzeć
210g masła
150g cukru
4 jajka
300g maki pszennej
łyżka proszku
bakalie wg uznania, w tym roku dałam morele, śliwki, żurawinę, troszkę migdałów i orzechów+rodzynki

Święta naiwność

Chyba nigdy nie nauczę się myśleć jak urzędnik...
Bo oto okazało się przy okazji rozliczeń podatkowych, że nie możemy odpisać przekazanych w ubiegłym roku darowizn. Dlaczego? Bo przelewy robiłam ja. A przecież nie mam dochodu, prawda? Co z tego, że wspólnie się rozliczamy, że mamy wspólne konto, że te kwoty można by odliczyć, gdybym logowała się jako Łukasz. Za mało sprytna jestem. Przykre i szkoda.



Ale ja to ja, ostatnio myślałam, że ot tak, w ramach spaceru z dziećmi pobiorę chociaż zaświadczenie o dochodach, do becikowego. Do wniosku potrzebny był pesel Ł., nie znam na pamięć, zadzwonić też nie mogłam, bo akurat zostawiłam w domu telefon. Więc nie załatwiłam takiej nawet pierdoły. A potem sobie przypomniałam, że właśnie na takie okazje noszę w portfelu karteczkę z peselami :-)


Przedświątecznie

Kto tu zagląda, niezrażony moim blogowym marazmem, ten widzi, że pisanie mi nie wychodzi od dłuższego czasu :-(  Zdarzają się pomysły, nie raz nie dwa krążą mi po głowie myśli warte zapisania, podzielenia się, ale nie mam jak, a kiedy mam... już o tym wspominałam. Taki mam poza tym czas w życiu, że energii starcza na to co niezbędne, a i na to czasem nie (chyba, że prasowanie i sprzątanie uznać za całkiem zbędne). No ale czas z mężem... Priorytet.  W pięknych teoriach, w praktyce usypiam z Brożkiem i tyle tego życia małżeńskiego. Lista zakupów w łapę, buziak za pozmywanie. Ożywiamy się nieco na wspominki np żeśmy się 7 lat temu sparowali ku obopólnej radości, szczęściu i spełnieniu :-) Albo że może tak już o urlopie pomyśleć, bo czerwiec niedługo. Zauważyłam też, że mniej mnie ciągnie nawet do blogów lubianych od czasów ciąży (ich lub mojej) - zerkam, nawet już z rzadka komentuję. A przecież smutno mi tak i łyso, kiedy u siebie nie widzę komentarzy... Nie wiem, kto czyta, co myśli o …