Przejdź do głównej zawartości

Przedświątecznie

Kto tu zagląda, niezrażony moim blogowym marazmem, ten widzi, że pisanie mi nie wychodzi od dłuższego czasu :-( 
Zdarzają się pomysły, nie raz nie dwa krążą mi po głowie myśli warte zapisania, podzielenia się, ale nie mam jak, a kiedy mam... już o tym wspominałam. Taki mam poza tym czas w życiu, że energii starcza na to co niezbędne, a i na to czasem nie (chyba, że prasowanie i sprzątanie uznać za całkiem zbędne). No ale czas z mężem... Priorytet.  W pięknych teoriach, w praktyce usypiam z Brożkiem i tyle tego życia małżeńskiego. Lista zakupów w łapę, buziak za pozmywanie. Ożywiamy się nieco na wspominki np żeśmy się 7 lat temu sparowali ku obopólnej radości, szczęściu i spełnieniu :-) Albo że może tak już o urlopie pomyśleć, bo czerwiec niedługo.
Zauważyłam też, że mniej mnie ciągnie nawet do blogów lubianych od czasów ciąży (ich lub mojej) - zerkam, nawet już z rzadka komentuję. A przecież smutno mi tak i łyso, kiedy u siebie nie widzę komentarzy... Nie wiem, kto czyta, co myśli o tym, dla kogo właściwie piszę, a że też o dzieciach na ogół, więc mało ciekawe to jest dla kogoś spoza kręgów rodzinnych.. A dla nich bloga pisać nie muszę. Także Świat Ani i Brożka na razie został, bo szkoda mi kasować, może jeszcze jakaś nowa formuła dla tych zapisków się urodzi, będę lepiej zorganizowana, wrócą siły i ochota do blogowania. 

Tymczasem pozdrawiam ciepło, wbrew okrutnej wichurze i niepożądanym opadom. Inaczej wyobrażałam sobie wiosnę, ale cóż, bywa :-) Najważniejsza jest pogoda w sercu, prawda? Żeby mi te święta paschalne nie przeciekły bokiem gdzieś na peryferiach uwagi i spraw zaprzątających głowę, w Wielkim Tygodniu chcemy sobie przynajmniej posłuchać  rekolekcji. Najmodniejszy chyba o. Szustak, więc od wczoraj odpalamy Mleko i miód, oby starczyło zapału ;-) czasu mało...

Pięknego świętowania! Pa!


Komentarze

Edyta Z pisze…
Dla mnie możesz zawsze coś naskrobać :) Największa szaruga znika prędzej czy później przegnana przez słońce, które daje moc. Życzę Ci więc wielkiego słońca i łask wszelkich oraz nieprzeciekłych Świąt :)

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …