Przejdź do głównej zawartości

Nieminimalizm podróżny

Po powrocie z urlopu chciałam napisać o tym, czy da się spakować minimalistycznie na wyjazd z małymi dziećmi, ale przygniotła mnie rzeczywistość. W tym góry odzieży do wyprania, wysuszenia, poskładania. O prasowaniu nie wspominam, bo nawet nie wchodziło w grę. Czy wzięliśmy za dużo? Otóż nie, powiedziałabym, że za mało... Pomimo przepierek, ostatniego dnia nie miałam już w co ubrać Brożka i musiał wracać w piżamie poplamionej  śniadaniem i syropem Ferrum, o metalicznym zapachu żelaza i kolorze wyblakłej krwi ;-) Dobrze, że nam rodzicom zostało po czystej koszulce, bo powrotu w rzeczach wyjętych z brudownika chyba bym nie zdzierżyła...

google

Spakowaliśmy się więc optymalnie i praktycznie, niekoniecznie minimalistycznie. "Bo co to za przyjemność, dążyć w życiu do osiągnięcia stanu, w którym i tak nie będzie się dobrze czuł?"  To słowa Wioli, a TU cały jej świetny tekst, przeczytałam go w dobrym czasie i jakiś mały kamyczek spadł mi z serca, choć nie zaliczam się do minimalistów, ani nie aspiruję, ale do prostego życia chciałabym... A pakowanie wydawało mi się w ostatnich latach procesem strasznie skomplikowanym i rujnującym pewne założenia teoretyczne oraz moje umiejętności oszczędnego wypełniania walizki w przeszłości... Tylko czy wtedy musieliśmy zabierać wózek, łóżeczko turystyczne z pościelą, inhalator i pokaźną apteczkę dla dzieci, nakładkę na sedes, starter pieluchowo-słoikowo-kaszkowy? No nie...

"Czy nie jest tak, że minimalizm, prostota, umiar, slow life albo jak go tam jeszcze zwał, to po prostu stosunek do życia? Nie mordercze odmawianie sobie (i wbrew sobie) każdej przyjemności z posiadania - choć i tak nie mamy już prawie niczego. Może błądzę, może osuwam się w herezję, trudno, ale według mnie "lepszym" (albo i lepsiejszym  ;), no dobrze - prawdziwszym - minimalistą jest ten, który ma nawet więcej przedmiotów, więcej spraw i pozornie bardziej skomplikowane życie, ale za to spokojne podejście do wszystkiego, co to życie stanowi."

To kolejny cytat z My Slow Nice Life, a to ukoronowanie, proszę bardzo, z listu do Koryntian:

 "Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele". (2Kor 8, 13-15)

Te słowa trafiają w punkt w kontekście moich rozważań o pakowaniu, choć Autor natchniony użył ich w nieco mniej przyziemnym kontekście. Ale tak już mam, że Słowo odnoszę do siebie :-)

Bagażnik w każdym razie pomieścił wszystko, choć nie zapowiadało się ;-) Nic też dziwnego, że Ł nie miał potem w górach zakwasów, bo ilość kursów, które musiał zrobić objuczony "niezbędnym" wyposażeniem wyjeżdżającej rodziny odpowiadała z pewnością dystansowi na Babią Górę...

Cóż, na razie nie wyobrażam sobie rodzinnej podróży samolotem, może do jakiegoś do ciepłego kraju, gdzie lekkie ubrania schną błyskawicznie i nie trzeba zabierać zestawów na każdą pogodę, od upału po śnieg... Najwcześniej z odpieluchowanymi i chodzącymi dziećmi, które można nakarmić pizzą :-)



Komentarze

Hej :) Cieszę się, że moje - jak mi się wydawało - dziwaczne spojrzenie na minimalizm znalazło u Ciebie zrozumienie. Widać nie jest aż takie dziwaczne. A już zestawienie mnie z Autorem natchnionym... Uf, spora nobilitacja. Wyjazd z takimi małymi dziećmi to faktycznie logistyczna ekwilibrystyka. Żeby one to jeszcze doceniły ;) Wygląda na to, że pogoda Wam się przynajmniej udała, bo teraz nic, tylko leje. A wczasy z maluchami, gdy leje i jest zimno - brrr... Strach się bać ;)
Edyta Z pisze…
Kochana, jakiś czas do Ciebie nie zaglądałam. Zaglądam dziś i jaka niespodzianka, że podobne dylematy nas dopadają :) Byłam z dziewczynami nad morzem i też nogą dopychaliśmy nasze kombi :) Ale po uważnych obserwacjach, wiem już doskonale z czego mogę zrezygnować bez żalu i szkody dla pobytu i komfortu. Co do minimalizmu zaś, to uważam, że jeśli już jest to jest głęboko w człowieku. I w żadnym razie nie chodzi o to, żeby sobie na siłę czegokolwiek odmawiać. Raczej na tym, żeby widzieć kiedy nasze pragnienie posiadania i przeżywania zaczyna nas niszczyć. Odmawianie sobie dla idei jest, w mojej skromnej opinii, działaniem mainstreamowym. Stąd pojawiają się określenia typu "moda na minimalizm". Ale to temat rzeka. Mniejsza z tym. A zdradzisz gdzie się wakcjowaliście? Mnie się marzą góry, ale dopiero chyba we wrześniu mam szansę...

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…