Przejdź do głównej zawartości

Koniec lata

Wrzesień. 
Czyli  jesień ... Lato pożegnało się mocnym akcentem i ustąpiło miejsca szarlotce, czarnej herbacie z sokiem i mięciutkim kardiganom ;-) Na tę okoliczność sprawiłam sobie nowy i nie mogę się doczekać, kiedy go założę :-) Długo chorowałam na taki właśnie model raglanowej swetro-narzutki z nietoperzowymi rękawami. Od kiedy upolowałam w lumpku szare ponczo dla Ani, chciałam przynajmniej podobne. Kolor mógłby być szary, ale nie można mieć wszystkiego. Chyba, że wydziergałabym sama ;-) Tylko ile jesieni i zim by to zajęło...

Za sprawą Antosia, początek września doprawiony jest od czterech lat szczyptą melancholii. Nie jest to bolesne, ale im więcej czasu upływa, tym bardziej zaskakuje mnie, jak silne są to jednak wspomnienia.
Co roku przychodzi ten wieczór, noc i dzień, kiedy nie pada wiele słów, ale wiemy, że wspólnie o nim myślimy. Czasem ta cisza przybiera postać cichego szeptu "Wiesz, żałuję, że nie pamiętam, jak wyglądał"...
Ale wierzę, że kiedyś zobaczę tę buźkę raz jeszcze - radosną i uśmiechniętą na nasze spotkanie.
Tymczasem toczy się życie, w rytm codzienności. Dziś "rozkminiam" działanie cudu techniki, jakim jest smartfon :-) Mój zaległy prezent urodzinowy sprawia, że aż boję się możliwości, jakie otwierają przede mną niezliczone aplikacje ;-) Umiar, umiar powtarzam sobie, bo i tak miotam się na razie, usiłując dobrze zagospodarować czas do obiadu, kiedy Ania jest w przedszkolu.
Czuję, że to będzie fajna jesień :-)

Komentarze

Szacunek, moja Droga :) Smartfon rozpracować to nie byle co ;) Ja z moim do dziś nie za pan brat. Ale mam w odwodzie męża. A Ania zadowolona w przedszkolu? Jak ten czas leci... Już dwa lata się znamy. Z górką :)
A wiesz, że o Twoim Antosiu właśnie tak myślę? Że czeka i pomaga. I także za Wami tęskni. Ciepło ściskam jesiennie :)))
Marta pisze…
Dzieki Wiolu! To juz dwa lata powiadasz... A zaczelo sie od szafy... Moja dalej nie do konca idealna😉ale prawdziwa i praktyczna, jak Twoja. Albo prawie😊 Smartfon polubilam, przydaje sie i bardzo intuicyjny w obsludze maz mi wybral, chwala mu☺

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …