Przejdź do głównej zawartości

Adwentowy przybornik duchowy


-Dziękuję za twoją uważność!

Tym górnolotnym zwrotem odezwała się dziś do mnie Ania, dziękując za coś przy wycinaniu pierniczków :-) Prawdopodobnie miała na myśli uważność w sensie zwrócenia uwagi na jej figurki, bo trzylatki nie używają słów aż tak poważnych i bogatych w treść w zwykłej rozmowie z mamą. Tak sądzę, nie znam zbyt wielu trzylatków :-) Musiała zasłyszeć albo sobie utworzyła sama.

Uważność.

Dobre hasło na rozpoczynający się czas. Rok temu zabrakło mi Adwentu, umknął mi... Noworodek przy piersi oraz proces adaptacji do nowego trybu dnia i nocy sprawił, że na niewiele ponad miałam siły. Obiecałam sobie, że "za rok nie odpuszczę" :-) I faktycznie- pięknie zaczęliśmy nowy okres liturgiczny. Jest i kalendarz do odliczania zrozumiały dla przedszkolaka, jest wieniec, jest ciasto poczynione na dojrzewajacy kilka tygodni piernik staropolski (lub inaczej piernik panny na wydaniu rekomendowany przez Małgorzatę Musierowicz :-) Pięknie dziś u nas pachniało czekoladą, korzennymi przyprawami i niedzielnym rosołem na zupę czosnkowo-cebulową, bo wszyscy jestesmy zawirusowani... Obiad był bardziej odświętny i czuję przypływ dobrej adwentowej energii. Nie wiem, czy starczy sił na roraty poranne, może czasem na wieczorne bardziej, te dla dzieci, jeśli zdrowie pozwoli. Zobaczymy.

Tymczasem plan minimum.

Stąd przybornik duchowy. Nie wiedziałam jak to nazwać :-) Adwentowy zestaw pomocy naukowych :-)

Zaczynamy odsłuchiwać rekolekcje codzienne #jeszcze5minutek z o. Szustakiem i niedzielne "Ćwiczenia dla ambitnych" z ks. Kaczkowskim.

Myślę, że mogę polecić, choć oczywiście to zależy od gustu, kogo lubi się słuchać.

"Notes adwentowy dla kobiet". Do pobrania i wydrukowania, co tydzień na stronie Serce Kobiety.

I moja urocza pani Małgosia ze swoją adwentowo-bożonarodzeniową gawędą. Tak po babsku.


Przekartkowałam i spomiędzy stron wypadł papierowy aniołek, którego kleiłam w ciąży z Anią, na przedświątecznym spotkaniu z mamą mojego męża i żoną jego brata. W trzy kobietki robiłyśmy ozdoby na choinkę. Z czwórką dzieci, o które rodzina powiększyła się od tamtej chwili już nie da się powtórzyć tak subtelnych robótek, ale może ptaszki z malutkich skarpetek tym razem? Nazbierało się tego asortymentu przez ostatnie cztery lata :-) Handmejdowe upominki i zakwas na barszcz - to w kolejnych tygodniach. W międzyczasie porządki. Kurowanie z przeziębień. Miłe lektury. Mam nadzieję, że to będzie bardzo dobry czas. Pełen uważności.






Komentarze

Pięknie :) Może troszkę skopiuję Twój plan. Podoba mi się. Dzieci uważnie słuchają, a potem używają bez skrępowania słów, które nam wydają się zbyt górnolotne i trochę się ich w codziennych relacjach wstydzimy. Świadomie czy nieświadomie - bardziej to pierwsze, o ile dobrze pamiętam u starszaków. Nieświadomie też, ale w tym sensie, że nie mają świadomości ich górnolotności. I słusznie, no bo czy uważne przyjrzenie się pierniczkom dziecka nie jest wyrazem uważności przez duże "U"? :) Dobrego Adwentu!

Popularne posty z tego bloga

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

A long way from home

Mam pomysły na kolejne wpisy, kilka fajnych książek w czytaniu. I cóż z tego... Jest jak jest :-) Ale malowanie skończone! Metodą prób i błędów, zmęczenia fizycznego - Łukasz i psychicznego - ja, po dwóch miesiącach możemy zamknąć (prawie) ten rozdział. Pozostało dopieścić szczegóły wystroju i pomyśleć o świątecznych dekoracjach. Jak już domknę temat kalendarza adwentowego...

Ostatnio w kółko leci u nas (jeśli nie akurat małe TGD dla dzieci) nowa płyta Avishaia Cohena, to moje dwa ulubione tracki:

otwierający album Song of hope 


I drugi pod względem "fajności" Motherless child


Ten z kolei doskonale koresponduje tematycznie z filmem, który ostatnio obejrzałam: Lion. Droga do domu.


Historia prawdziwa. Z happy endem. Powiedzmy, że zakończenie jest szczęśliwe, ale ogólnie jednak, jak się dziecko zagubi i odnajdzie po 25 latach, to jednak długo jest... ;-) A w Indiach co roku gubi się osiemdziesiąt tysięcy dzieci! Polecam! Piękne zdjęcia, poruszająca muzyka - takie połączenie ma …