Przejdź do głównej zawartości

Zawsze wiedziałam, że wcześniaki to mocarze :-)

Ks. Jan Kaczkowski ważył po urodzeniu 980g. Było to niespełna 40 lat temu, jest rówieśnikiem mojego męża. W zamierzchłych tych czasach  za granicę przeżywalności uważano 1kg. Dziś ratuje się półkilogramowe dzieci z 24 tygodnia ciąży. W zamierzchłych tych czasach moja kochana teściowa nie wiedziała, że nosi bliźniaki, dopóki położna po przyjęciu pierwszego nie zawołała "Ale tam jest jeszcze jeden!" Dziś o podwójnym szczęściu dowiadujemy się w pierwszym trymestrze, a poród odbywa się dla bezpieczeństwa przez cesarskie cięcie. Dzieci nie muszą być niepełnosprawne przez nieumiejętną opiekę lekarską, choć bywa i tak, nawet w XXI wieku.

Ale nie o wcześniakach ma być, najwyżej o tym konkretnym :-) Bo zapis rozmowy Piotra Żyłki z ks. Janem wciągnął mnie po uszy. Udawałam, że nie słyszę "Mamo, mamo" "Łaaa" :)



Książki raczej chłonę, nie tyle wzrokiem zdanie po zdaniu, akapit po akapicie, ale całościowo, emocjami, często biegnę li tylko po dialogach, łapię klimat, ogólny kontekst, pomijam "opisy przyrody" Śpieszę się, jakby mnie te moje maluchy dosłownie goniły wymachując klockami, książeczkami i majtając pieluchą u kolan... A obowiązki kiwały złowrogo paluszkiem. 
Nie umiem jeszcze smakować  literatury. Może dlatego, że nie sięgam (jeszcze) po tę z wyższej półki...

W tym przypadku półka wysoka, ale strawna, bo wywiad rzeka :-) Nie opuściłam ani fragmentu ;-)
Życzyłabym sobie więcej takich księży...Wyglądam ich jak kania dżdżu. 

Wykształcenie, błyskotliwość, poczucie humoru, dystans do rzeczywistości to zasługa domu, lektur, studiów. Choroba - w dzieciństwie rehabilitacja ruchowa, niedowidzenie, potem rak -z pewnością przyśpieszyła zdobycie dojrzałości, którą ludzie nabywają w późniejszym wieku, a wielu niestety nigdy, niezależnie od pozycji w hierarchii społecznej, także kościelnej.  Niesamowita aktywność duszpasterska, hospicyjna też pewnie wynika ze świadomości bomby tykającej w glowie. Tacy ludzie nie marnują czasu... A wyświęcili go, jak mówi, dla żartu :-)
Urzekająca wiara - pewnie łaska i tajemnica powołania. Nie wyssał jej z  mlekiem mamy. Na marginesie, diagnoza "pluszowego katolicyzmu kucanego" bezcenna. Tym bardziej, że wygłoszona przez zdegustowanego swoją obserwacją pana Kaczkowskiego seniora- człowieka niepraktykującego. Postaci rodziców księdza czy francuskich przyjaciół, są dla mnie potwierdzeniem, że można być "wierzącym niepraktykującym", szczerze poszukującym, choć w wielu kręgach jest to wrzucane do kategorii "żyjący ale nieoddychający" lub "kulturalny ale sikający na klatce schodowej". Nie potrafiłam nigdy zaakceptować stawiania sprawy na ostrzu noża w tej kwestii, bo zawsze mam przed oczyma mojego świętej pamięci dziadka kochanego...
Rodział o zagadnieniach bioetycznych - genialny. Bezpośredni, otwarty, ale w niczym nie uchybiający nauczaniu kościoła.
Młodzieńcze doświadczenie różnistych wspólnot przemieniających życie i postanowienie, że on na przekór zbawi się w katolicyźmie parafialnym - rozbawiło mnie na tyle, że cytowałam mężowi, równie zdystansowanemu do "udzielania się".

Super książka:-)




Komentarze

Tak, czytałam, że on właśnie dystansuje się do charyzmatycznych wspólnot, bo widzi w nich przejaw wywyższania się. Takie niby nic, ale jednak poczucie, że ludzie, którzy do nich nie należą, nie doświadczają wiary naprawdę. Śmieszne. Pewnie potrzebne, ze względu na to poczucie przynależności do grupy. Sto lat temu próbowałam załapać się tu i tam, ale odpadałam po pierwszym razie z dokładnie takim samym wrażeniem. Od postawy "my i reszta świata" wolę postawę "ja i reszta" ;) Pewnie jest tak samo śmieszna, ale bardziej mi odpowiada, he, he. Książkę bym przeczytała, bo wszystko, co wiem o Kaczkowskim, wiem z wywiadów.
PS Popieram Twoją determinację i umiejętność bycia głuchą na "mamooo" o raz "łaaa". I niech się gonią obowiązki :)
PS 2 Moja mama też się dowiedziała, że ma bliźniaki, kiedy rodziła :) Tętno się nakładało i lekarz nic nie słyszał.
Marta pisze…
Wiolu, ale wszystko dobrze z Twoim rodzeństwem? Szwagier ma niestety niedowład jednej strony.
A wspólnoty - myślę, że są bogactwem Kościoła i dobrze, że jest ich wiele, jak ktoś chce, może znaleźć coś dla siebie. Czasem niestety bywa tak, że z perspektywy parafialnej cudem jest, ze ludzie zachowują wiarę, nie mówiąc o rozwoju duchowym. Nie każdy sam zgłębia, czyta, szuka. Czasem trzeba impulsu. my upodobaliśmy sobie mały dom rekolekcyjny, może nawet niedaleko Ciebie, bo w pobliżu Góry Św Anny. Odbywają się tam weekendy ciszy w klimacie duchowości ojców pustyni i prostoty. Latem kilkudniowe rekolekcje z warsztatami witrażu, ikony, tkactwa, zielarstwa. Formacja raczej indywidualna, osobista. Unikamy za to grup "ekshibicjonistycznych", bo to nie nasz styl :-)
Tak, wszystko dobrze :) W Kościele to dla każdego coś dobrego. I dobrze :) Byle charyzma moderatorów nie przesłaniała istoty sprawy :) Tak myślę. Bo tak bywa, niestety. Ale nikt nie jest doskonały i byłoby nadużyciem mówienie, że mój sposób przeżywania wiary jest lepszy, bo nie jest. Trzeba tylko znaleźć coś dla siebie. Słyszałam o Waszym miejscu. Niestety, nie jest to tak blisko ;)

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…