Przejdź do głównej zawartości

Kawa dla szczęśliwej kobiety

Piekłam właśnie kolejną partię pierniczków, kiedy zadzwonił listonosz: "polecony do pani". Hmm, co takiego zamawiałam? Przeglądam w pamięci  swoje ostatnie zakupy internetowe. A tu niespodzianka! Tym razem coś dla mnie. Książka za udział w ankiecie dla czytelniczek "MeLADY" :-)


Smakowita okładka i zdjęcia, aż zapachniało kawą. Na swoje (nie)szczęście, nie mam ekspresu wyczarowującego cappuccino ze spienionym mlekiem albo warstwowe latte. Takie luksusy to tylko w kawiarni od święta. Kawę pijam przede wszystkim dla jej zapachu, jest cudowny... Smak mniej, dlatego potrzebuję ogromnej ilości mleka i cukru. Codziennie byłoby niezdrowo :-) A herbatę można pić litrami, przy czym pod tę kategorię podpadają również zioła, czego nie może zrozumieć Ł. Zioła to zioła :-)

Problem w tym, że "poranne inspiracje przy kubku herbaty"  brzmiałoby banalnie :-) 

O "MeLADY" jeszcze napiszę, tymczasem będę się inspirować. Przy herbacie, małymi łyczkami, bo temat subtelny. 
I tak już regularnie wypłakuję się w ramię mojego Łukasza: 
-Co ze mną nie tak, że nie mam żadnej pasji, zwłaszcza takiej, którą można by przekuć na pracę zarobkową ( to istotny element tego zagadnienia :-) 
-Co mnie powstrzymuje na przykład przed zainstalowaniem w telefonie aplikacji do nauki języków, żeby trenować szare komórki i nie tracić cennego czasu, kiedy cudem pojawia się jakieś leniwe okienko. (Najlepszą okazją po temu według osób obeznanych w temacie jest stanie w korkach albo jazda metrem, ale u mnie nie zachodzą takowe okoliczności. Być może mieszkańcy stolicy częściej odczuwają imperatyw wewnętrzny do edukacji permanentnej?)
-Czemu jakoś nadal nie mam ochoty się samorozwijać, czerpać z życia pełnymi garściami, udowadniać swojej kobiecej siły, która na pewno we mnie tkwi, tylko jeszcze jej nie zlokalizowałam. Przecież mam robić to, co kocham! Urzeczywistniać marzenia! Żyć pełnią życia! 

Tak, potrafię maglować takie zagadnienia dogłębnie, ale dobrze mi to nie robi, bynajmniej. Nie daj Boże, jeśli przeczytam artykuł o minimaliźmie, ilustrowany świetlistym wnętrzem z moich marzeń, czy setny raz o szkodliwości chemii w jedzeniu. Co najmniej tydzień czuję się jak matka trucicielka, która nie zawalczy o warzywa i mięso od rolnika, mleko prosto od krowy i mąkę bezpośrednio z młyna. Potem trochę odpuszczam, a nawet zjem batona. Po  miesiącu wszystko wraca do normy...


Także dawkuję sobie różne inspiracje, żeby mnie kop motywacyjny nie powalił na ziemię :-) Małymi kroczkami brnę przez adwent, racząc się herbatą i michalinkami ;-) Nie wszyscy wiedzą, że Ania ma na drugie Michalina, ale to wyjaśnia, czemu nie mogłam się oprzeć tym cukierkom :-)

Komentarze

O jakże ja Cię rozumiem. Na pocieszenie powiem tylko, że wkrótce się przyzwyczaisz, bo to nie mija, o nie, raczej nasila się z każdym rokiem. I tak rok za rokiem. Dawniej myślałam, że wszystko kiedyś mija, ale się myliłam. A już przy rodzinie jak u Borejków to można się z pasjami pożegnać na wieki. Utopia książkowa, klasyka gatunku, do podziwiania i do dążenia, ze świadomością niemożności naśladowania :) Bez tej świadomości zostaje tylko frustracja.
Jak się wygrywa taką książkę, bo ja też chcę? :)
Marta pisze…
Dobrze mieć więc trochę złudzeń, ale nie za wiele :-)"Ze świadomością niemożności naśladowania" :-) Mój mąż powiedział, że książkę dostałam, bo odpowiedziałam na ankietę szerzej niż przewidziano, ja twierdzę, że miłam farta w losowaniu ;-)Jak przeczytam mogę Ci pożyczyć :-)

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…