Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Okazuje się, że jesień może być fajna :-)

Jak to jesień, ze szczyptą melancholii, ale da się żyć :-) Zwłaszcza, że w tym roku powróciło w nasze życie coś, co bardzo korzystnie wpływa na rodzicielski dobrostan, a czego nam bardzo brakowało - mianowicie wolne wieczory, a po nich z reguły przespane noce. Dzieci chodzą spać jak w zegarku, zwłaszcza Brożek, który o 19:30 wchodzi do łóżeczka i wylogowuje się do rana, czasem wczesnego, ale to już nasz problem, kiedy się położymy, nie jego :-) Ania to co innego - próbuje przeciągać, wycyganić dodatkową bajkę, tudzież opowieści z cyklu "kiedy tatuś był mały" a na świecie nie było pampersów. Jesteśmy twardzi :-) Nawet na siku już nie naciągnie, bo wyposażam ją na noc w nocnik i ledową lampkę. Czas dla rodziców wreszcie oznacza to, co oznacza. Szkoda, że w zasadzie po 20:00 energia spada na łeb na szyję... Kolacja, chwilka rozmowy. Czasem film, jeśli coś sensownego znajdziemy.

Listopad nie należał nigdy do moich ulubionych miesięcy, ale ten jest niczego sobie :-) Jeszcze poło…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…

O niewyspanych matkach banitkach

O tym, czy matki skazane są na duchową banicję pisze Marlena Bessman-Paliwoda, bardzo lubię ją czytać :-)

"Modliłam się, chodziłam do kościoła, było dobrze aż… Zostałam mamą i wszystko rypło! Piszę to, mając na myśli okres, kiedy wieczorami byłam tak zmęczona, że zasypiałam z dzieckiem bez modlitwy. Budziłam się w nocy i starałam się modlić podczas karmienia. Potem zasypiałam i po sekundzie budziłam się, zastanawiając się, co mówiłam przed chwilą. W ciągu dnia mój rytm wybijały potrzeby dziecka. I tak mijała noc i poranek, kolejne dni, a ja wyrzucałam sobie, że moja modlitwa nie jest taka, jak kiedyś, że nie umiem zorganizować sobie czasu na modlitwę, że zatrzymałam się w duchowym rozwoju. Dziś wiem, że… …mamy modlą się inaczej." Po prostu :-)
A to inny artykuł, podesłany przez Męża, żeby podnieść mnie trochę na duchu: bo choć nie spodziewałam się codziennego lukru, pieluch pachnących fiołkami, dopranych ubrań i przespanych nocy,  jest inaczej, niż myślałam, że będzie... Czasem jes…

Rzewny sierpień

Dziwny jest ten tydzień. Po weekendzie pełnym przyjemności, smakołyków i niespodzianek, spodziewałam się trudniejszego poniedziałku, ale nie całego tygodnia. W zasadzie nic się nie dzieje złego, ot zwykłe życie. W stylu coś mi spada, schylam się po to i uderzam głową w parapet. Odwracam się na chwilę i wtedy Bożek tłucze talerz. Rozbełtaną mąkę ziemniaczaną wlewam do mięsa a nie do kisielu. Daję dziecku miskę z wodą i zabawkami, żeby mieć chwilę spokoju, a ono wylewa ją z impetem na podłogę. I tak dalej :-) Miewacie też takie dni, które są ciągiem małych katastrof?

W poniedziałek Ania poszła po wakacjach do przedszkola, ale już we wtorek została, bo na dzień dobry zarobiła od brata drewnianym autkiem w nos. Nie ma jak dobrze zacząć dzień... W ramach pocieszenia nie musiała iść (już wcześniej nie chciała, bo odwykła od leżakowania), choć nie wiem, czy na tym skorzystała, bo "czułości" Ambrożego było tego dnia więcej, a on sam zleciał ze schodków przy zjeżdżalni i dorobił się…

SPA dla duszy i ciała :-)

O naszej duchowej przystani w Jasionie kilka razy już pisałam. Tym razem było jak przed dziesięciu laty, czyli jechałam pociągiem i sama. Ale już nie ta sama... Najtrudniejszym momentem było pożegnać się i wyjść z domu. Wytuszowałam rzęsy, więc nie mogłam się rozpłakać, ale łzy cisnęły się same, głos ugrzązł w gardle, więc musiałam po prostu pomachać i zamknąć za sobą drzwi... Na szczęście kiedy pociąg ruszył, zwątpienie minęło. Wzięłam sobie do czytania świetną książkę "Pokonać zniechęcenie. Od zniechęcenia do radości i nadziei", gdzie już w pierwszym rozdziale zakreśliłam: "trzeba stale, na bieżąco weryfikować stan naszego wnętrza, swój styl życia i własne priorytety. Co jakiś czas trzeba się zatrzymać, odpocząć i ocenić, w jakim stanie się znajdujemy: duchowo, emocjonalnie i fizycznie. W życiu konieczne są momenty, by spojrzeć na wszystko z pewnego dystansu (...) Do tego potrzebny jest czas i wewnętrzne wyciszenie"./Alina Wieja/
Cóż, czy nie był to idealny wstę…

Przestrzeń dla siebie

Czy można być mamą za bardzo? Zatracić siebie w relacji z dziećmi? Miałam ostatnio taką refleksję, słuchając wypowiedzi Moniki i Marcina Gajdów Czy można być za bardzo lub za mało w małżeństwie . To co mówili o relacji małżeńskiej odnosiłam jednocześnie do macierzyństwa :-) Tak, zdarza mi się czasem, że tak bardzo chcę być cała dla moich dzieci, że te moje dążenia przesłaniają mi resztę świata, ze sobą na czele. A ostatnim, co chciałabym im dać, jest toksyczna, kontrolująca, zaborcza, niedojrzała miłość... Nie jestem i nie chcę być całym ich światem. Nie chcę przerzucać na nikogo odpowiedzialności za swoje szczęście i dobre samopoczucie. Zauważyłam, że im bardziej dbam o swoją odrębność, "nie sklejam" się z nikim, wyznaczając granice, wyzbywam się oczekiwań - tym lepiej mi w roli żony i mamy... W przeciwnym razie czuję się totalnie wyssana z energii. O co mam żal nawet nie tyle do dzieci, co do siebie...

Potrzebuję przestrzeni własnej ciszy, modlitwy, poszukiwania i zgłębia…

Wakacje

Spoglądać na świat z perspektywy dziecka. Z ciekawością przyjmować nowy dzień. Nie martwić się na zapas. Nie odliczać godzin. Być tu i teraz. Chłonąć świat całym sobą. Tarzać się w piasku. Budować twierdzę z fosą. Grać w piłkę. Moczyć stopy w morzu. Zamknąć oczy i słuchać szumu fal. Zbierać szyszki. Iść boso przez las. Jeść lody, gofry i rybę z frytkami. Zadawać pytania. Zerkać czasem w górę, nie tylko pod nogi. Wyjadać poziomki prosto z krzaka. Wysyłać staromodne kartki znad morza. Śmiać się i przytulać. Wcielać się w księżniczkę albo błotnego trolla.
Proste, tylko czasem piekielnie trudne...

To był maj...

Lubię maj. Za to, że jest majem, że jest już ciepło, ale nie gorąco. Za młode ziemniaki, truskawki i konwalie. Za symboliczne święta: dzień matki, rocznice pierwszych komunii i datę poznania Ł. Dokładnie 31 maja 2006 wymieniliśmy pierwsze wiadomości. Zrodziła się z nich dobra znajomość, potem przyjaźń i wreszcie miłość. Bez wątpienia była to najbardziej intensywna dekada mojego życia  :-)







Dzień Mamy

Od pięciu lat Dzień Matki jest również moim świętem:-) Czuję się tym faktem niesamowicie wyróżniona, choć czasem wywieszam białą flagę i dochodzę do wniosku, że kompletnie się nie nadaję... Na szczęście wtedy, kiedy bardzo tego potrzebuję trafiam na odpowiednie osoby, książki czy blogi, które podbudowują mnie w moim macierzyństwie. Dziś na przykład Monika napisała słowa, pod którymi podpisuję się i zachowuję, tu i w pamięci :-)
"I kiedy tak dwoję się i troję, żeby jakoś to moje rozbawione nieraz towarzystwo okiełznać, marzę czasem o ciszy i spokoju klasztorów kontemplacyjnych. Zastanawiam się wtedy, czy macierzyństwo to rzeczywiście moje powołanie i uświadamiam sobie, że ten trud to jest właśnie moja modlitwa."
W kwietniu razem z Moniką i grupą mam pracowałyśmy on-line nad ważnymi dla nas tematami. Wierzę, że treści warsztatów będą we mnie dojrzewać i owocować przez długi czas. Już teraz zresztą cieszę się codziennie dobrym nawykiem, żeby czas drzemki Brożka przeznaczać na s…

Marchewkowe sekrety ;-)

Po latach prób i błędów, wreszcie jest! Sposób na perfekcyjne ciasto marchewkowe. 


Nakład pracy: około pięć minut. Dwie na zmiksowanie proszku z jajkami i olejem, trzy na ubicie kremówki z mascarpone i przełożenie ciasta po wystygnięciu :-) Bez tarcia warzyw, załamywania rąk nad zakalcem i krzywienia mordki od smaku sody. Wysokie i mięciutkie, co gwarantują, jak mniemam, odpowiednie spulchniacze;-) No nie ma siły, żebym upiekła podobne w pełni domowe od A do Z, wiele razy próbowałam... Tak więc jest, a raczej było: pyszne i niezdrowe ciasto marchewkowe! Polecam, jeśli ktoś dopuszcza w kuchni kompromisy. Przynajmniej od czasu do czasu:-) 

Relaks pod gruszą

Wiosna nastała i na tę okoliczność spędziliśmy weekend poza domem! Tak naprawdę to dobę, ale z noclegiem, więc liczy się jako super wypad :-) Miejsce  spełniło moje oczekiwania, więc szczerze polecam Gościniec Pod Gruszą. Zwłaszcza dolnoślązakom, którzy mają tu na pewno blisko, jak my, co liczy się niesamowicie przy małej odporności naszych dzieci na uwięzienie w fotelikach samochodowych... I naszej niskiej tolerancji na ich jęki. Czy my naprawdę chcemy jechać nad morze? Dobre pytanie...
Pensjonat w każdym razie na wysokim poziomie, z duszą i  historią rodzinną w tle, przy tym w rozsądnej cenie. Dom odrestaurowany i urządzony z dbałością o najmniejsze szczegóły, a pasja i zaangażowanie unoszą się w powietrzu. Szczegółem, który utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze trafiliśmy okazała się Ikona Przyjaźni, dyskretnie wkomponowana nieopodal wejścia. To się rzadko spotyka w takich miejscach, podobnie jak krzyż. Chętnie wróciłabym pod Gruszę na dłużej. Może tylko... bez dzieci ;-) Liczę…

Uparcie i skrycie

Rzadko bywam na koncertach, zwłaszcza od kiedy urodziły się dzieci. Nie ma już możliwości, żebyśmy wyszli razem wieczorem. Dwa - nieczęsto trafia się coś naprawdę dla mnie interesującego. Recital Edyty Geppert był więc prawdziwym świętem. Ktoś obok, odbierając płaszcz w szatni skomentował gorzko: "Stara kobieta zmęczona trasą". Cóż, pan też niemłody, chyba wiedział, na czyj koncert się wybiera. Geppert akurat jest w moich oczach artystką, której upływ czasu zdaje się nie szkodzić. 

W sumie niewiele o niej wiem, debiutowała, kiedy miałam roczek :-) Kojarzyłam ją do tej pory z utworami przejmująco smutnymi i kasetą - jak to brzmi :-) Pytania do księżyca, której słuchałam jako bardzo młoda dziewczyna. Zresztą dopiero niedawno ją wyrzuciłam, bo już od lat nie było na czym odtwarzać...

Co tu dużo mówić: podobało mi się. Mądre teksty, pięknie zilustrowane muzycznie, przejmująco wykonane. Lżejsze piosenki kabaretowe równoważyły trochę melancholijny wydźwięk bardziej dramatycznych utw…

Rób to, do czego jesteś stworzony

Myślę, że jestem dobrą żoną i mamą, ale przyjdzie czas, kiedy będę chciała sprawdzić się w innych obszarach. Na razie, jak rasowa cura domestica, grzebię pazurkiem wyłącznie na własnym podwórku;-) Wygrzewam swoje pisklaki, póki tego potrzebują i mieszczą się pod skrzydłami. Staram się nie zaprzątać za bardzo głowy niepewną przyszłością, choć myśli natrętne i obawy czasem nie dają spokoju... Ale później zaczynają spływać z różnych stron słowa podnoszące na duchu, pomysły, olśnienia, motywujące książki, blogi pokrewnych dusz. Treści zbiera się w krótkim czasie tak dużo, że z trudnością nad nimi panuję. Wtedy też czuję się przytłoczona, dla odmiany nadmiarem i niemożnością wgryzienia się w to wszystko z pożytkiem dla siebie, a bez uszczerbku dla rodziny...
W lutym miałam właśnie taki czas, nie był łatwy, ale dość przełomowy.
Zaczęło się od ćwiczenia wielkopostnego, w którym miałam wymienić swoje zalety i wady, cechy korzystne dla małżeńswa i takie, które źle wpływają na naszą relację. S…

Babskie święto

Zaletą wszelkich walentynek, rocznic, dni kobiet i matek jest to, że stanowią doskonały pretekst do spełniania drobnych zachciewajek :-) Na przykład nowy kubek w stylu romantyczno-kwiatowym, czyli innym niż do tej pory. Ale  miło jest co  jakiś czas zmienić taki drobiazg w otoczeniu, choćby kubek, bo ścian już na przykład nie można tak od razu na wiosnę przemalować... 

Ostatnio policzyłam, że co trzy miesiące nokautuje mnie poważniejszy kryzys :-) Obłapi mnie taki smutek i nie chce puścić, ale jak odpowiednio się poszamocę i tę śmietanę poubijam, to wyskakuję jakoś na powierzchnię. Ale dziś nie o tym, bo okazja jest zewsząd radosna. Dzień Kobiet + imprezy towarzyszące!

Co tu dużo  mówić - już od początku marca celebruję i umilam sobie życie na różne sposoby, bo kiedy próbowałam się umartwiać, ograniczać i dyscyplinować, to prawie wpadłam w depresję i kiedy nie mogłam już opanować płaczu na zwykłym spacerze z dzieckiem - spasowałam. Widocznie potrzebuję się na przedwiośniu rozpieszczać.…

Walentynki małżeńskie

A skoro tak, mogę upiec mężowi czekoladowe babeczki z dwudniowym poślizgiem ;-) Z poślizgiem ledwie trzydniowym dowlec się z dzieciakami do mięsnego, by dzień później, nie bacząc na skaczący cholesterol, w końcu usmażyć schabowego z prawdziwego zdarzenia. A może nawet był to szwajcar, bo miał rozpuszczony plaster sera na wierzchu i listek bazyli. A co! Bo w małżeństwie warto okazywać sobie miłość  - na co dzień i od święta.
Ostatnio codziennie przyglądam(y) się naszej relacji dzięki mailom od Agnieszki i Marleny. Dziewczyny przygotowały rekolekcje małżeńskie Miłościa Ożywieni, na cały Wielki Post! W tym roku to moja jedyna pomoc naukowa, jeśli chodzi o wielkopostny niezbędnik. Postawiłam na ponadczasowe filary: post-modlitwa-jałmużna. Im prościej, tym lepiej :-) Zarówno w kuchni, jaki w życiu duchowym :-)
A wracając do babeczek - fachowo nazywają się  fondanty albo lava cake. Po prostu czekoladowe ciastko z płynnym środkiem :-). U mnie wyszło raczej półpłynne oczko :-) Oboje lubimy …

By kochać bez ograniczeń

"Dobry Boże, uwolnij tych, których kochasz od poczucia beznadziejności i bezradności, 
aby mogli przyjąć miłość, którą w swojej dobroci i hojności dajesz tak łaskawie, 
z samej głębi swojego istnienia. 
Pomóż nam, abyśmy byli tak wielcy,  jak miłość, którą nam dajesz. 
Czasami jest ona dla nas zbyt wielka, Panie, nawet bolesna w swej sile. 
Zabierz stare obawy, stare granice, które już nie maja żadnej wartości.
Uwolnij od strachu, aby kochać bez ograniczeń, bo nie dajesz nam ducha bojaźni..." 
Jan Karon

Taką modlitwe przepisałam sobie kiedyś na karteczkę, którą dzisiaj Brożek wyszperał z jakiegoś zakamarka w szafce nocnej. Słowa ciągle aktualne i ciągle poruszające czułe struny mojego serca. 

I jeszcze jeden cytat:

"Po co sie niepokoić, wszak Bóg w nas, a my w nim, a poza tym wszystko takie mało znaczące"
Brat Albert

Marzenia noworoczne :-)

Kiedy na świątecznym spacerze streszczałam mężowi artykuł Elżbiety Lachman "Czego potrzebują rodzice" , widziałam tylko wyrozumiały uśmiech skrywany dyplomatycznie w zakamarkach brody. Bo nasze potrzeby w tej materii wyraźnie się różnią. On marzy przede wszystkim o tym, żeby stabilnie prowadzić swoją firmę bez zbędnych obciążeń podatkowych, być samowystarczalnym, nie popiera więc tzw. socjalu. Nie jest też taki naiwny i romantyczny, jak ja bywam. Wiadomo -  facet, twardo stąpa po ziemi :-) A ja ? Marzę oczywiście o tym samym co on, bo to ważne, żeby mój ukochany spokojnie spał, mając na utrzymaniu bezrobotną póki co żonkę i dzieci. Ale też marzę o tym, żeby moja praca w domu  była doceniona, bo da się ją przecież przeliczyć na wymierny zysk dla społeczeństwa. Nie widzę więc nic złego w dofinansowaniu rodzin przez bezpośrednie dopłaty na dzieci, byle nie "pomoc socjalną" czy "zasiłki", bo uwłaczająco się kojarzą.  Przygnębiające, że w tej chwili potomstwo…