Przejdź do głównej zawartości

Marzenia noworoczne :-)


Kiedy na świątecznym spacerze streszczałam mężowi artykuł Elżbiety Lachman "Czego potrzebują rodzice" , widziałam tylko wyrozumiały uśmiech skrywany dyplomatycznie w zakamarkach brody. Bo nasze potrzeby w tej materii wyraźnie się różnią. On marzy przede wszystkim o tym, żeby stabilnie prowadzić swoją firmę bez zbędnych obciążeń podatkowych, być samowystarczalnym, nie popiera więc tzw. socjalu. Nie jest też taki naiwny i romantyczny, jak ja bywam. Wiadomo -  facet, twardo stąpa po ziemi :-) A ja ? Marzę oczywiście o tym samym co on, bo to ważne, żeby mój ukochany spokojnie spał, mając na utrzymaniu bezrobotną póki co żonkę i dzieci. Ale też marzę o tym, żeby moja praca w domu  była doceniona, bo da się ją przecież przeliczyć na wymierny zysk dla społeczeństwa. Nie widzę więc nic złego w dofinansowaniu rodzin przez bezpośrednie dopłaty na dzieci, byle nie "pomoc socjalną" czy "zasiłki", bo uwłaczająco się kojarzą. 
Przygnębiające, że w tej chwili potomstwo jest w głównej mierze kosztem i zmartwieniem rodziców. Później to co innego - sam zysk dla państwa i systemu emerytur, zwłaszcza jeśli ci pierwsi wychowają i wykształcą, choćby kredyty mieli spłacać do końca życia...

Czy to nie byłoby piękne, gdyby nasze państwo potraktowało dzieci już na stałe jako inwestycję w rozwój, niezależnie od wyniku wyborów i partyjnych przepychanek na kolejne kadencje. To nie takie proste, wiem, ale chyba da się znaleźć sposoby na przyjazny system podatkowy, który przynajmniej nie zabiera więcej niż konieczne, ani wypracowanych pieniędzy ani dzieci, bo przecież ich utrzymanie w placówce kosztuje podatników kilka tysięcy złotych miesięcznie! Dopiero tam... Ale nikogo nie interesuje, czy wcześniej miały gdzie mieszkać, za co zjeść i się ubrać, za co się uczyć... Kosztuje dziecko w żłobku czy przedszkolu, a wiele nie musiałoby tam spędzać dnia, gdyby mama mogła w pierwszych latach nie pracować tylko dla tej koniecznej drugiej wypłaty, skoro woli sama zająć się dziećmi. A ta, która ma już potrzebę realizować się zawodowo nie musiałaby wszystkich zarobionych pieniędzy poświęcać na nianię, tylko inwestować w rozwój, odkładać na przyszłość, czy na podróże z dziećmi, bo te już w tym momencie jawią się jako luksus dla bezdzietnych... Każdy, kto próbował, wie też niestety ile czasu i oszczędności kosztuje w Polsce rozkręcanie działalności gospodarczej... Ile pieluch, nosideł czy innego twórczego rękodzieła musi stworzyć taka przedsiębiorcza mama, ile się musi natłumaczyć i wypisać, ile reklam pozamieszczać na blogu, żeby udowodnić swoją wartość na rynku pracy i opłacić przy okazji swoje samozatrudnienie...
Regularnie wracam do tego tematu, ale ciąży mi kamieniem na sercu...

A na spacerze wtedy chwilę jeszcze lewitowałam w swoich marzycielskich utopiach, potem zorientowałam się, że zapodziałam gdzieś torebkę, najpewniej na ławce przed blokiem, więc mój sceptyczny brodacz ruszył raźno na przymusowy marszobieg, a ja nerwowo modliłam się do Antoniego, pocieszając, że klucze mam w kieszeni, a telefon został w domu. Przynajmniej mieszkania nikt nie obrabuje. Anioły czuwały, torebki nikt nie ukradł :-)

Wracając do pobożnych życzeń związanych z polityką prorodzinną - nie wiem, w jakiej formie i co ostatecznie wymyśli aktualny rząd i kolejne. Jak to ktos określił, przebywam aktualnie na emigracji wewnętrznej od polityki zwłaszcza i nie śledzę gorących debat na ten temat, przynajmniej dopóki nie przejdą w fazę konkretów. A takim konkretem jest dla mnie roczne świadczenie macierzyńskie dla kobiet nieaktywnych zawodowo, studentów, przesiębiorców, osób na umowach innych niż etat. Takim jest też program 500+  choć nie zmieni mojego przekonania, że ilość dzieci w rodzinie jest kwestią światopoglądu, wewnętrznej gotowości, powołania, zaufania i kilku innych specyficznych czynników. Na to nie wpłynie się żadnymi pieniędzmi. Ale jeśli można na poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji - jestem całym sercem za!  To dotyczy teraz mojej siostry, dotyczy wielu młodych rodzin, zwłaszcza przyjmujących większa gromadkę maluchów. Niech Wam się darzy w nowym roku!

Ps. Rozmowa z ministrem, który wierzy w rodzinę ;-) Oby nie okazał się kolejnym człowiekiem, którego ideały zostały przemielone w maszynce skostniałego systemu...

Komentarze

I Wam niech się darzy :) Dziękuję!
CEGmaRUTka pisze…
Mądry tekst!

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…