Przejdź do głównej zawartości

Rób to, do czego jesteś stworzony




Myślę, że jestem dobrą żoną i mamą, ale przyjdzie czas, kiedy będę chciała sprawdzić się w innych obszarach. Na razie, jak rasowa cura domestica, grzebię pazurkiem wyłącznie na własnym podwórku;-) Wygrzewam swoje pisklaki, póki tego potrzebują i mieszczą się pod skrzydłami. Staram się nie zaprzątać za bardzo głowy niepewną przyszłością, choć myśli natrętne i obawy czasem nie dają spokoju... Ale później zaczynają spływać z różnych stron słowa podnoszące na duchu, pomysły, olśnienia, motywujące książki, blogi pokrewnych dusz. Treści zbiera się w krótkim czasie tak dużo, że z trudnością nad nimi panuję. Wtedy też czuję się przytłoczona, dla odmiany nadmiarem i niemożnością wgryzienia się w to wszystko z pożytkiem dla siebie, a bez uszczerbku dla rodziny...

W lutym miałam właśnie taki czas, nie był łatwy, ale dość przełomowy.

Zaczęło się od ćwiczenia wielkopostnego, w którym miałam wymienić swoje zalety i wady, cechy korzystne dla małżeńswa i takie, które źle wpływają na naszą relację. Standardowo zaczęły mi napływać do głowy najpierw wady, jakże by inaczej... Dwie wady, jedna zaleta, trzy wady, jedna zaleta. Musiałam posiłkować się listą wygrzebaną w internecie :-)  W ten sposób wpisałam po równo, konsultując się z Łukaszem :-)

Mniej więcej w tym czasie trafiłam na stronę Dom Dobre Miejsce. Zapisałam się na newsletter i raz w tygodniu w mojej skrzynce ląduje Motywująca Pocztówka - bardzo trafiły w mój gust. Dlatego zgłosiłam się też od razu na warsztaty on-line i już niedługo pod kierunkiem Moniki z grupą innych mam będziemy małymi kroczkami dążyć ku większej pewności siebie, równowadze i poczuciu własnej wartości :-)

Pod wpływem obszernej recenzji kupiłam sobie kolejną pomoc do lepszej znajomości siebie:


Wyszedł mi typ introwertyczny, intuicyjny, odczuwający i osądzający, przy czym angielskie słowo "judging " nie do końca oznacza to, co kojarzy nam się w języku polskim. Gwoli wyjaśnienia, chodzi  o  ludzi, którzy są szczęśliwsi po podjęciu decyzji niż przed, kierują się bardziej etyką pracy niż zabawy, w myśl zasady najpierw obowiązki, potem przyjemność. Pracują by osiągnąć cele w terminie i czerpią satysfakcję z ukończenia projektu na czas, wolą też z góry wiedzieć, w co się angażują, niż przystosowywać się na bieżąco do nowych sytuacji.

Ciekawostka, że ludzi o tym profilu jest  w USA 1% - stąd wniosek, tak na marginesie, że pewnie niekoniecznie czułabym się komfortowo żyjąc tam i pracując... Kto wie, ale raczej nie.

Autorzy książki unikają jednoznacznego szufladkowania i wskazywania konkretnych zawodów, zwłaszcza, że w każdym można się wyspecjalizować w niszy najbardziej dla siebie odpowiedniej. Niemniej w przykładach popularnych profesji dla mojego typu osobowości znalazłam wszystko, do czego się w przeszłości przymierzałam lub skrycie marzyłam: jest doradca zawodowy i personalny-dokładnie to figurowało na mojej pierwszej pieczątce:-), tłumacz, pisarz, bibliotekarz, logopeda, dietetyk, szkoleniowiec, pracownik socjalny, nauczyciel, projektant...

Na pewno przy poszukiwaniu pracy przyda mi się dokładne przestudiowanie tej książki. Ale jak potoczy się moja kariera to już wypadkowa wielu innych czynników, nie tylko gruntownej wiedzy na swój temat ;-)

Przy okazji męża też przypisałam do jednego z typów - test potwierdził, że dobraliśmy się bardziej na zasadzie podobieństw, niż kontrastów :-)

Bywają powściągliwi i trudni do poznania, ale chcą dzielić się swym wewnętrzym ja", a ponieważ  dodatku  "wolą komunikować swoje uczucia na papierze niż ustnie" stało się jasne, dlaczego prowadzę bloga :-)) Choć ten papier taki wirtualny :-) Pozdrawiam!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Matka w sieci

Serce boli, ale to ja...
Może nie tak do granic zdrowego rozsądku, przecież tylko (?!) facebook i chustoforum, kilka ulubionych blogów, żadnych przecież pinterestów, instagramów i innych życiowych porównywarek, o których zabawnie, ale trafnie napisała Dagmara, kończąc takim oto zdaniem:
Kiedy nie gapisz się w ekran, właśnie wtedy NIC Cię nie omija.
A ja się tak często gapię... Wplątałam się jak w niewidzialną pajęczynę w to moje okienko na świat, moje kontakty towarzyskie. Moją drogę ucieczki do świata dorosłych ...Narzędzie do załatwiania różnych spraw, od zakupów po wnioski urzędowe.
Bo karmienie jest nudne i trwa długo. Kto karmił, ten wie. Wczoraj przeczytałam całą książkę z Igim u piersi.
Bo zabaw z dziećmi też można mieć dość. Nigdy nie miałam do tego serca...
Bo czas dla siebie też jest ważny, dla równowagi. Może za dużo go sobie przydzielam?
Jak w tym znaleźć złoty środek, nie przesadzić ani w jedną ani drugą stronę? Być obecną na 100%,  nie 24h, bo tak się nie da, ale proporcjon…

Filmoteka ociężałego człowieka ;)

Ostatnimi czasy zapisuję w notesiku, co ciekawego przeczytałam i obejrzałam, bo pamięć mam krótką i zapytana, co warto obejrzeć w wolny wieczór, popadam w czarną otchłań zaawansowanej sklerozy. Wymienię filmy, bo jeśli chodzi o książki, to leci półka nowości z biblioteki ;-)
Odkryciem tego roku jest dla mnie bezapelacyjnie Netflix. Abonament wykupiłam dla serialu "The Crown", który skończył mi się niestety daaaawno temu, niemniej jak potrzebuję, to zawsze coś znajdę ciekawego. A  sekcja "kids" jest moim codziennym wybawieniem...


Poza The Crown, z sentymentem obejrzałam "Ania, nie Anna" i cieszę się, że niedługo pojawi się kolejny sezon. Nienajgorzej oglądało mi się także "The Letdown" - serial u "urokach" początków macierzyństwa. Mocno grający stereotypami, ale faktycznie czerpiący zagadnienia wprost z życia młodych rodziców... Szczebelek wyżej wchodzi film "Tully", na który wybrałam się do kina. Tu już klimat odbiega od zab…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…