Przejdź do głównej zawartości

Relaks pod gruszą


Wiosna nastała i na tę okoliczność spędziliśmy weekend poza domem! Tak naprawdę to dobę, ale z noclegiem, więc liczy się jako super wypad :-) Miejsce  spełniło moje oczekiwania, więc szczerze polecam Gościniec Pod Gruszą. Zwłaszcza dolnoślązakom, którzy mają tu na pewno blisko, jak my, co liczy się niesamowicie przy małej odporności naszych dzieci na uwięzienie w fotelikach samochodowych... I naszej niskiej tolerancji na ich jęki. Czy my naprawdę chcemy jechać nad morze? Dobre pytanie...

Pensjonat w każdym razie na wysokim poziomie, z duszą i  historią rodzinną w tle, przy tym w rozsądnej cenie. Dom odrestaurowany i urządzony z dbałością o najmniejsze szczegóły, a pasja i zaangażowanie unoszą się w powietrzu. Szczegółem, który utwierdził mnie w przekonaniu, że dobrze trafiliśmy okazała się Ikona Przyjaźni, dyskretnie wkomponowana nieopodal wejścia. To się rzadko spotyka w takich miejscach, podobnie jak krzyż. Chętnie wróciłabym pod Gruszę na dłużej. Może tylko... bez dzieci ;-) Liczę na to, że kiedy dorosną do pozostania pod opieką dziadków, wyrwiemy się z Ł na weekend we dwoje. Takie mam marzenie :-) Urlop i tak musimy zaplanować z uwzględnieniem możliwości gotowania i objęcia we władanie apartamentu dwupokojowego. Już jeden obiad w restauracji slow food i jedna noc w dwójce z dostawką przypomniały nam bezwzględnie taką konieczność. Zwłaszcza, że dzieci jakoś nie chciały zasnąć w tym samym czasie, więc Brożuś brylował w bawialni do 22... Tym samym rozwiązał dylemat, gdzie podziać się po uśpieniu dzieci. Otóż w łóżku najlepiej, zwłaszcza, że pobudka dana nam była również z kurami. Za dużo wrażeń, za krótki pobyt...
Dwa tygodnie czerwca  chcemy spędzić w swobodniejszych warunkach, niestety, nie na zachodzie naszego pięknego kraju. Strata to wielka, ale Dolny Śląsk ma ceny bardziej wywindowane, niż "Nadmorze" czy Beskidy...

W drodze powrotnej pokręciliśmy się trochę po sennej Złotoryi, obiad zjedliśmy dla odmiany w restauracji zachowującej pieczołowicie klimaty PRLu. Bo gdzie jeszcze można zjeść ziemniaki polane topioną margaryną, w towarzystwie plastikowych paprotek ... A te ceny :-) Poprzedniego dnia wywiało nam z portfela trzy razy tyle za organiczne, nieprzetworzone, ekologiczne, lokalne i wrzucone na fb. Tak, to my zjedliśmy :-) Konkretnie Łukasz i Ania. Moje pierogi najwidoczniej okazały się mało fotogeniczne, za to w smaku genialne. Ku pamięci:

Restauracja oczywiście czynna, potrawy ze zdjęć są właśnie zjadane przez naszych gości 

Emotikon smileRestauracja oczywiście czynna, potrwawy ze zdjęć są właśnie zjadane przez naszych gości 
Emotikon smile

W drodze powrotnej, przeglądając fb trafiłam na artykuł udostępniony przez kogoś ze znajomych: 7 powodów, dlaczego krzyczę na dzieci. Niestety, wszystkie prawdziwe...  Mogłabym oczywiście kliknąć i zapisać się na kurs Ewy z Zielonego Zagonka. Może odzyskałabym harmonię wewnętrzną i przestała wyładowywać się na rodzinie z powodu pierdół... Może nawet zaczęłabym pozbywać się toksyn, a do sprzątania używać sody i octu ;p Może. Choć wątpię :-)

Ostatnio trafiłam na rozdział (notabene w książce Mądrzy rodzice, którą mam od kilku lat), właśnie o tym: o dbaniu o siebie. Ale w praktyce, nie w teorii. Bo przecież wiem, że muszę regularnie ładować akumulatory, rozpoznawać sygnały alarmowe, odzyskiwać równowagę psychiczną, regulować własne emocje, nie obarczac nimi dzieci, zdrowo się odżywiać, suplementować braki, unikać słodyczy, pić dużo wody, być aktywna fizycznie, spotykać się z innymi dorosłymi. Wiem to. I co z tego... 

Dziś w małym gronie kilkunastu mam zaczynam warsztaty on-line. Może przez miesiąc choć jeden mały nawyk uda mi się zmienić :-) Idę pielęgnować wdzieczność :-)

Komentarze

:) W punkt. Od pierwszego do ostatniego słowa :)
Marta pisze…
Usmiechnelam sie az:) z radości!dziekuje!
CEGmaRUTka pisze…
O ile jestem w stanie zwizualizować sobie Ciebie sprzątającą mieszkanie wodą z sodą i octem to za nic nie umiem sobie wyobrazić Ciebie krzyczącej... :)
Marta pisze…
To lepiej sobie nie wyobrażaj;) wlasnie wyczyscilam kamień wokol kranu. Nozem. Ocet i soda mi nie sprzyjaja...
Edyta Z pisze…
Polecam obłożyć wokółkranie szmatką zamoczoną w occie na jakiś czas :) Daje radę. Znalazłam miejsce, o którym piszesz w ubiegłym roku, kiedy przez chwilę pojawiła się szansa na weekendowy wypad. Niestety, góra na dobę moglibyśmy tam pojechać, bo my też od dawna skazani jesteśmy na dwupokojowe apartamenta z aneksem kuchennym ;) Ale warto wiedzieć, że miejsce jednak warte odwiedzin :)
Marta pisze…
Probowalam octu, pasty z soda...smierdzi, a rady nie daje. Konczy sie na skrobaniu.
Gosciniec polecam;)

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…