Przejdź do głównej zawartości

Rzewny sierpień

Dziwny jest ten tydzień. Po weekendzie pełnym przyjemności, smakołyków i niespodzianek, spodziewałam się trudniejszego poniedziałku, ale nie całego tygodnia. W zasadzie nic się nie dzieje złego, ot zwykłe życie. W stylu coś mi spada, schylam się po to i uderzam głową w parapet. Odwracam się na chwilę i wtedy Bożek tłucze talerz. Rozbełtaną mąkę ziemniaczaną wlewam do mięsa a nie do kisielu. Daję dziecku miskę z wodą i zabawkami, żeby mieć chwilę spokoju, a ono wylewa ją z impetem na podłogę. I tak dalej :-) Miewacie też takie dni, które są ciągiem małych katastrof?

W poniedziałek Ania poszła po wakacjach do przedszkola, ale już we wtorek została, bo na dzień dobry zarobiła od brata drewnianym autkiem w nos. Nie ma jak dobrze zacząć dzień... W ramach pocieszenia nie musiała iść (już wcześniej nie chciała, bo odwykła od leżakowania), choć nie wiem, czy na tym skorzystała, bo "czułości" Ambrożego było tego dnia więcej, a on sam zleciał ze schodków przy zjeżdżalni i dorobił się soczystej śliwki na głowie. Całe szczęście, ze na tym się skończyło, bo upadek wyglądał groźnie. W każdym razie po całym dniu ja tez kwalifikowałam się do rekonwalescencji. Pogoda jaka jest każdy widzi... Pobudki przesunęły nam się na godzinę 6 lub 5 w gorsze dni i jest to ludzka godzina, o ile położę się przed 22. A nie zawsze się udaje.
Czuję się bardzo jesiennie. Starość nie radość, mogę rzec po kolejnych urodzinach:) Reumatyzm wygania mnie pod koc i każe zakładać skarpetki. W sierpniu... Może przez deszcz, może przez gorsze samopoczucie rozglądam się już za jesiennymi ubraniami. Sandałki symbolicznie złamały się na pół... Dziś kiedy Brozik zasnął w południe, przez chwilę chciałam też się zdrzemnąć. Ale pokusa doczytania ostatnich stron powieści przy gorącej aromatycznej herbacie była silniejsza:) Taka cisza w domu jest jednak luksusem. Sen też :) Oraz ciepła woda w kranie. Coroczna konserwacja wodociągów przysparza nieco komplikacji , zwłaszcza przy zmywaniu naczyń, myciu głowy, sprzątaniu po zabawie pucholiną (mąka z OLEJEM - na  taki genialny pomysł w desperacji wpadłam...), czy prozaicznej zmianie zapaskudzonej pieluchy. Żal taki mały tyłek wkładać pod strumień lodowatej wody, zwłaszcza o 5 rano, nieprawdaż... Potem kolejny raz o 6 i 7... Nie ma dla mnie litości ten mały jegomość. (A taki ładny nocnik mu kupiłam, żeby miał swój, a nie po kimś... Choć przyznaje, że idzie mu z tym lepiej, niż Ani.) Przyrzekam, że ze szczerą wdzięcznością powitam gorąca wodę, jak i fakt, że jesteśmy tego dobra pozbawiani najwyżej na tydzień w roku, a nie miesiąc jak za dawnych czasów. Starczy, żeby docenić... A tymczasem grzeje się jak mogę, deszcz bębni w parapet, czas wracać do Różan, póki dziedzic śpi... Swoją drogą kiedyś tę sagę rodzinną już czytałam, nadaje się na chandrę. Chyba nawet wyszedł w międzyczasie kolejny tom. Niestety, są tam wyrafinowane przepisy... a ja mam do podjadania (po wyjedzeniu innych przekąsek...)li tylko popcrop, czyli "bio piramidki" z ryżu, żyta, gryki. Mają zapewnić duża dawkę błonnika i pozytywnej energii. Na szczęście solone;) Na obiad postanowiłam dzisiaj na przekór pogodzie przygotować letnią potrawkę, która kiedyś bardzo mi smakowała. Szczęśliwie natchniona widokiem patisonów, nabyłam wczoraj dwa, po czym wygrzebałam przepis z własnego bloga, zdążyłam dokupić przed dzisiejszą ulewa resztę składników i oto czekają. Ale najpierw dokończę pierwszy tom, bo drugi po drodze też przyniosłam z biblioteki:)

Komentarze

CEGmaRUTka pisze…
Martuś, mam nadzieję, że jutrzejsze wyjście do kina w babskim gronie przekreśli cały chandrowaty tydzień. Oby 'Facet Na Miarę' był w Twoim guście... :-) Najwyżej obejrzyj trailer, bo nie chciałabym Ci dokładać kolejnego powodu do depresji ;-) Do zobaczenia jutro!

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…