Przejdź do głównej zawartości

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 




Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)



Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc oba wyjazdy, w czerwcu i we wrześniu, spędził w nosidle, ewentualnie w wózku, wymagał przy tym nieograniczonego dostępu do piersi, spał z nami, bardzo się ślinił, ząbkował,  ulewał, raczkując wycierał wszystkie brudy i trzeba było patrzeć, co oblizuje i wkłada do buzi. Poza tym oczywiiście nie jadł tego co my, więc trzeba było nosić dania w słoikach i różne przekąski, nie potrafił powiedzieć ani pokazać co chce, nie umiał się jeszcze bawić, a w czasie podróży tylko płakał. Co tu dużo mówić, ciężko było to ogarnąć. Jako taką harmonię życia rodzinnego odzyskaliśmy dopiero niedawno. Bardzo lubię ten etap "wychodzenia z pieluch". Jednocześnie dzieci są na tyle małe, że  nie dotyczy nas jeszcze świat bardziej skomplikowanych problemów szkolnych i nastoletnich. Cieszę się, że w te wakacje nie tylko byliśmy razem nad morzem, ale też każde z nas miało możliwość spędzić kilka dni osobno. Jestem zadowolona, że spędziłam trochę czasu z rodzicami, że udało się pójść do zoo,  które planowaliśmy od kilku lat. Zdarzył mi się też spontaniczny w sumie wyjazd do chrzestnych Brozika. Kilka dni laby bez gotowania, sprzątania, prania, zakupów, za to z samymi przyjemnościami i pomocą przy dzieciach. Jestem też szczęśliwa, że spotkałam tego lata obie swoje babcie. Jednej nie widziałam od ślubu, a dzieci nigdy. Postanowiłam, że rozrysuję Ani drzewo genealogiczne, bo widzę, że gubi się trochę w zawiłościach międzypokoleniowych :-)

Tymczasem pogoda bezdyskusyjnie zwiastuje nadejście jesieni...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…