Przejdź do głównej zawartości

Okazuje się, że jesień może być fajna :-)

Jak to jesień, ze szczyptą melancholii, ale da się żyć :-) Zwłaszcza, że w tym roku powróciło w nasze życie coś, co bardzo korzystnie wpływa na rodzicielski dobrostan, a czego nam bardzo brakowało - mianowicie wolne wieczory, a po nich z reguły przespane noce. Dzieci chodzą spać jak w zegarku, zwłaszcza Brożek, który o 19:30 wchodzi do łóżeczka i wylogowuje się do rana, czasem wczesnego, ale to już nasz problem, kiedy się położymy, nie jego :-) Ania to co innego - próbuje przeciągać, wycyganić dodatkową bajkę, tudzież opowieści z cyklu "kiedy tatuś był mały" a na świecie nie było pampersów. Jesteśmy twardzi :-) Nawet na siku już nie naciągnie, bo wyposażam ją na noc w nocnik i ledową lampkę. Czas dla rodziców wreszcie oznacza to, co oznacza. Szkoda, że w zasadzie po 20:00 energia spada na łeb na szyję... Kolacja, chwilka rozmowy. Czasem film, jeśli coś sensownego znajdziemy.

Listopad nie należał nigdy do moich ulubionych miesięcy, ale ten jest niczego sobie :-) Jeszcze połowa nie minęła, a już dwa wieczory spędziłam poza domem. Jeden w babskim gronie na zaduszkach jazzowych. Moja imienniczka i organizatorka wychodnego od razu siadła i spisała swoje wrażenia, ja się tylko przyznam, że do 2 listopada nie wiedziałam, że istniał ktoś taki jak Andrzej Zaucha i że nawet był znany ;) I że interpretacja jego piosenek do łatwych nie należy. Nie miałam porównania, więc dobrze się po prostu bawiłam na występie Kuby Badacha :-) Co mój mąż skwitował pełnym czułej pobłażliwości stwierdzeniem: "Bo ty jesteś taka młoda" ... Zawsze tak mówi, kiedy odkrywa, że nie kojarzę jakiegoś nazwiska znanego w latach 80-tych. No trudno, byłam jeszcze przedszkolu:-) A potem wychowywałam się bez telewizora. Rzec można - na peryferiach kultury popularnej. Gdzie do dziś pozostaję :-)
Drugi niezapomniany wieczór spędziłam u Rodziców. Miałam coś do załatwienia w piątek i sobotę, więc nocowałam u nich. Doszli bracia, siostra po uśpieniu dzieci i tak w pewnej chwili zorientowaliśmy się, że od lat nie siedzieliśmy o tej porze w pełnym składzie. Gdybyśmy to planowali, na pewno by nie wyszło. A niechcący... Zegar się zatrzymał, a nawet cofnął do czasów, kiedy jeszcze byliśmy beztroską młodzieżą :-)  Na hasło "zróbmy sobie selfie!", zabawa rozkręciła się na dobre. Śmiałam się jak na Bridget Jones 3 we wrześniu, do łez i bólu przepony :-) A jak potem spałam!
Podsumowując: wyjścia bez dzieci i śmiech, dużo śmiechu, dobrze robią każdej mamie jesienią.  :-)

Fot. https://www.winiary.pl/kulipedia.aspx/artykul/58/przesilenie-w-pelni-sil

I coś na deser - najsmaczniejsze i najbardziej zaskakujące ciasto bez mleka i jajek, jakie kiedykolwiek jadłam: POMIDOROWE :-) Odkąd nie muszę, nie szperam po przepisach wegańskich. Z marchewkowymi i dyniowymi mam nieciekawe doświadczenia, bo zwykle wychodziły mi za mokre. A to jest pyszne, puszyste i gwarantuję, że pomidora w składzie nie domyśli się ktoś, kto nie widział przepisu :-) Polecam!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…