Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2017

Łyżka melancholijnego dziegciu

Ostatnio sąsiadka ucieszyła się, że wreszcie widzi mnie uśmiechniętą. Podobno całą zimę chodziłam smutna. 

Moja rodzona córka w wieku pięciu lat zastanawia się, czy urodzi kiedyś chłopca czy dziewczynkę. 
-Może i to i to?-zgaduję. 
-Dwoje? Raczej jedno, nie chcę być tak zmęczona jak ty, mamusiu.

Tymczasem ja nie jestem smutna! Ani zmęczona. Po prostu mam taką fizjonomię poważną :-) To że moje nastroje falują w zależności od różnych czynników też chyba nie jest czymś niespotykanym w przyrodzie. To są zresztą takie naskórkowe wahania, które nie naruszają sensu i kierunku mojego życia ani poczucia szczęścia.
Prawda jest taka, że czy się to komuś podoba czy nie - a  czasem się nie podoba, bo jest "dziwne"- jestem melancholiczką, w dodatku introwertyczką, co wydaje się katastrofalnym połączeniem... Przeżywam wiele i nie zapominam niczego. Ale nie lubię o tym mówić. Wolę słuchać i obserwować. Nie lubię się spierać, dyskutować, wojować ze światem, męczą mnie przebywanie w dużej g…

Wiara jak sitko dziurawa

W jednych z życzeń, które dostaliśmy przed Świętami znalazł się wiersz ks. Twardowskiego. Poeci to jednak mądrzy ludzie są ;)

"Nie umiem być srebrnym aniołem -
ni gorejącym krzakiem -
tyle zmartwychwstań już przeszło -
a serce mam byle jakie.


Tyle procesji z dzwonami -
tyle już Alleluja -
a moja świętość dziurawa
na ćwiartce włoska się buja."


Ten fragment to sedno moich corocznych frustracji wielkanocnych... Bo ciągle na dystans, ciągle bez zaangażowania serca, ciągle pod dyktando przyziemnych spraw i rozmów o niczym. 
Moja uczuciowa natura pragnęła choć szczypty emocji, łezki przy grobie, dogłębnego przejęcia tajemnicą zmartwychwstania, a musiała ponownie zadowolić się świadomością, że TO się dokonało. Dla mnie także, ale jakby poza mną. Bo byłam zaabsorbowana  pakowaniem prowiantu i połowy domu na wyjazd, który właściwie miał ułatwić, a nie utrudnić. Dodać przynajmniej 100 jak nie 1000 punktów do przeżycia Wielkiej Nocy... Bo byłam zajęta utyskiwaniem na korki, okazywaniem niezado…

Bałagan na patelni, czyli szakszuka z peczukiem

Shakshouka to takie danie, do którego można uprzątnąć z lodówki różne resztki, zwłaszcza po świętach. Podobno ma tyle wersji, ilu kucharzy ją przyrządza, a oznacza "bałagan". Nie jestem w stanie zweryfikować, czy naprawdę tak się tłumaczy, ale tak właśnie wygląda na patelni :) I smakowicie pachnie... Syci i gwarantuje błogi start w sobotnie obowiązki :) Dziś zrobiłam pierwszy raz, na pewno nie ostatni, ileż można jeść klasyczną jajecznicę ;) Wykorzystałam posiekaną cebulę, dwa ząbki czosnku, resztkę kiełbasy jałowcowej, puszkę pomidorów, różne przyprawy-wszystko podsmażone na patelni, na to cztery jajka do ścięcia i żółty ser do posypania oraz pietruszka. Dla Ambrożego oczywiście "peczuk"... Bo czemu nie jeść pomidorów z keczupem, skoro można żurawinę, oliwki i makaron na słodko? Pyszne odkrycie, które zawdzięczam Kameralnej:)
Natomiast Edycie z Wichrowego Wzgórza długo będę wdzięczna za inny przepis - kosmetyczny, choć też z jadalnych składników. Dezodorant z ole…

Mój osobisty MEN

Prawie już wpadałam w objęcia Morfeusza, kiedy mój ukochany doszedł do wniosku, że powinny to być raczej jego ramiona...
-Śpisz? -Mmm... -Opowiedz mi coś, bo nie mogę zasnąć...
Z początku niemrawo, potem z coraz większym ożywieniem zaczęliśmy wspominać licealne czasy, nie wiem co mnie podkusiło. Brak pomysłu na elokwentną konwersację chyba ;) W każdym razie przez mnie Ł. przyśnił się potem w nocy koszmar! A mianowicie zaproponowano mu tekę ministra edukacji. Musicie wiedzieć, że rzadko pamięta swoje sny i zawsze są do bólu realistyczne, ten zapewne też taki był. Co też musiał przeżywać, biedaczek, kiedy zdał sobie sprawę, że kompletnie się na edukacji nie zna. Śmiałam się z niego przez cały dzień, a na obiad zaserwowałam ministerialne kopytka w edukacyjnym sosie:)

Teatr absurdu

Film, który ogląda się ze ściśniętym sercem. Boleśnie aktualny. Szczery do bólu. Czasem rozbawi, ale w specyficzny sposób. Cichy, spokojny, bez dramatycznych zwrotów akcji, taki bardzo ludzki, zwyczajny. Nie zobaczymy młodych i pięknych bohaterów, albo przynajmniej bogatych czy zaradnych - to nie jest opowieść z gatunku bajkowej odskoczni do lepszego świata. Ta historia dzieje się tuż obok nas...
Sama nie wspominam najlepiej swoich kontaktów z urzędem pracy, ale od nich nic w moim życiu tak naprawdę nie zależało.

Dla niektórych to walka o wszystko, dosłownie. O zdrowie, o życie, o godność. A ci niektórzy, gdzieś tam i na szczęście nie my, to jutro możemy być właśnie my.
Wstrząsnął mną swego czasu wpis Marzeny Erm - idealnie pasuje do świata, który zobaczyłam wczoraj. "To nie koniec upokorzeń. Kazano mi rozebrać się do bielizny i w obecności męskiej części komisji przechadzać się po sali prawie naga. Czemu miało to służyć? Czy raka albo słabą odporność widać w sposobie stawian…

Multitasking niedzielny

Śmiałam się dziś z "Typów rodziców uczestniczących we mszy dla dzieci", pewnie dlatego, że znam ten ból z autopsji :) Przerabialiśmy i spacerowicza, i luzaka, i zestresowanego, i tragarza. Pecha nigdy nie mieliśmy. Panika też nam się nie zdarzała, ale wszystko przed nami, bo zaczęliśmy ostatnio częściej chodzić całą rodziną. Choć niekoniecznie na mszę dla dzieci, bo poziom decybeli i ogólnego rozluźnienia jest bardziej demoralizujący, niż pouczający, jeśli chodzi o naukę zachowania w kościele...
Mogłabym dodać do listy pozycję "rodzic zazdrośnik" - zazdrości innym dziecka śpiącego całą mszę/siedzącego na kolanach/bawiącego się po cichu/mówiącego szeptem. I "rodzic sfrustrowany" - bo zasadniczo przyszedł w innym celu, niż temperowanie potomstwa...
Zgadywanie z wyprzedzeniem niecnych zamiarów w stylu obrywanie kwiecia, przewracanie świeczników, spadanie z ławki, potykanie się o kabel od mikrofonu scholi czy wzajemne niesnaski oraz nieporozumienia w sł…