Przejdź do głównej zawartości

Teatr absurdu

Film, który ogląda się ze ściśniętym sercem. Boleśnie aktualny. Szczery do bólu. Czasem rozbawi, ale w specyficzny sposób. Cichy, spokojny, bez dramatycznych zwrotów akcji, taki bardzo ludzki, zwyczajny. Nie zobaczymy młodych i pięknych bohaterów, albo przynajmniej bogatych czy zaradnych - to nie jest opowieść z gatunku bajkowej odskoczni do lepszego świata. Ta historia dzieje się tuż obok nas...

Sama nie wspominam najlepiej swoich kontaktów z urzędem pracy, ale od nich nic w moim życiu tak naprawdę nie zależało.

Dla niektórych to walka o wszystko, dosłownie. O zdrowie, o życie, o godność. A ci niektórzy, gdzieś tam i na szczęście nie my, to jutro możemy być właśnie my.

Wstrząsnął mną swego czasu wpis Marzeny Erm - idealnie pasuje do świata, który zobaczyłam wczoraj. "To nie koniec upokorzeń. Kazano mi rozebrać się do bielizny i w obecności męskiej części komisji przechadzać się po sali prawie naga. Czemu miało to służyć? Czy raka albo słabą odporność widać w sposobie stawiania stóp? Zapytałam o to, ale nikt nie poczuwał się do obowiązku odpowiadania na pytania "petenta". Potem było kolano i młoteczek i mnóstwo innych, absurdalnych "badań", które miały wykazać, że nie mam żadnych problemów ze zdrowiem.  O to w końcu chodziło- żebym czuła się gorsza, poniżona i wszelkie "roszczenia" zostawiła na boku." 

W gruncie rzeczy KAŻDY kontakt z jakąkolwiek instytucją pozostawia niesmak. Nie znam człowieka, który lubiłby załatwianie spraw urzędowych. Nie znam dziecka, które chętnie chodziłoby do szkoły. Nie znam osoby, która dobrze wspominałaby pobyt w szpitalu - nie tylko z powodu bólu czy lęku o zdrowie, ale z powodu przedmiotowego traktowania. 

Naprawdę nie da się inaczej? Jak się czują ludzie, którzy w tym systemie pracują, przyjmując interesantów? Może dla niech to jest też kwestia przetrwania? Nie wiem. Kiedy się nad tym zastanawiam, przychodzi mi na myśl tzw. eksperyment więzienny Zimbardo. Psycholog ten udowodnił, że zwyczajni, zdrowi psychicznie ludzie potrafią diametralnie zmienić swoje zachowanie w zależności od otoczenia, okoliczności i roli, jaka została im przydzielona... 

Rola urzędnika. Rola petenta.
Rola lekarza. Rola pacjenta.
Rola nauczyciela. Rola ucznia.
Rola sędziego. Rola oskarżonego.

A los nie zawsze rozwija przed nami czerwony dywan, prawda? Na szczęście i ciemnej dolinie jest przy nas Ktoś - większy od nonsensów tego świata. Tylko ta świadomość pozwala mi nie wpaść w jakieś paranoiczne lęki i obsesje...


Małgorzata Hutek i Agnieszka Musiał "Hold me again"

Sometimes when I don't understand You just want me to take your Hand
Even if I don't see the light You just want me to stay and trust

I'm only human and you are my God and I know that You're with me all the time
I'm only human and you are my God so I ask

Hold me again I wanna feel safe in Your Hands
 (tekstowo.pl)

Agnieszka Musiał, to takie kobiece muzyczne odkrycie, które zawdzięczam Joli Hipsterkatoliczce :-) Połączenie subtelności i siły. Lubię :-)


Komentarze

Argilla pisze…
Hmm, ja byłam dzieckiem, które uwielbiało chodzić do szkoły - ta swoista 'pasja' zaczęła gasnąć w 6.klasie, gdy pewna dorosła osoba mi powiedziała, że lubienie szkoły jest obciachem...


Polecam "normę personalistyczną JPII" - autentyczne wdrożenie jej w życie jest lekarstwem na wszelkiego rodzaju utylitaryzm, także na ten w najsubtelniejszych odcieniach.

Pozdrawiam przy okazji zapewniając o wiernym odwiedzaniu Twoich blogów:)
Marta pisze…
Dzięki, bardzo mi miło, pozdrawiam również serdecznie!
Skoro lubilas szkołę, musialas mieć wspaniałych nauczycieli:)
Argilla pisze…
Nie, nauczyciele z reguły byli tacy sobie, w klasie też się za bardzo nie odnajdywałam, jeśli chodzi o wartości i przyjaźnie. Myślę, że lubiłam szkołę, bo nauka mi szła dobrze, nie była czymś, co mnie przerastało.
Z tego właśnie powodu nie chciałam puszczać naszej Pociechy do szkoły jako 6-ciolatki, bo chciałam, by zdobywanie wiedzy było dla Niej radością a nie wyzwaniem od samego początku, choćby tylko na poziomie emocjonalnym.

Popularne posty z tego bloga

Desery dla mamy karmiącej skazańca białkowego :-)

Pomyślałam, że przygotuję sobie taką linkownię do sprawdzonych przy Ani przepisów, bo skaza lubi się w rodzinie powtarzać... Poza tym to bardzo smaczne przekąski, a tych nigdy za wiele, prawda? Może komuś się przyda.
Ps. Zauważyłam, że blog ostatnio zrobił się mocno kulinarny ;-)



Uniwersalne muffinki

"Biszkopt" na bardziej wykwintne ciasto lub tort

Rozpustny tort czekoladowy, jeśli nie będzie uczulało kakao

Genialny murzynek karobowy

Bajaderki karobowe

Piszinger karobowy

Drożdżówka - raczej nie zawiedzie, bo pulchność zapewniają drożdże, nie jajka

Piernik

Przepisy z Pysznej diety nigdy mnie nie rozczarowały. Są proste, nie wymagają wyszukanych składników, jak czasem na innych blogach wegańskich.

Kruche ciasteczka lub ciasto, ewentualnie krucho-drożdżowe z owocami. Przepisy generalnie łatwo modyfikować, pomijając jajko i nabiał. Masło można zastąpić margaryną z każdego dyskontu (nie może zawierać masła lub serwatki), tudzież olejem - najzdrowiej.
Często robięTO 

Kremówka: ciasto francu…

Wyzwanie Minimalistki - tydzień drugi

18-24 stycznia 2015

Dzień 8 Gotuję nową potrawę

Żeby nie było tak monotonnie w kuchni :-) Wertujemy książkę Pascala i Okrasy, wybór pada na eskalopki indycze w papilotkach. Polecam :-)
ORYGINALNY PRZEPIS

Ps. Wersja dla mnie z bulionem zamiast śmietany była dużo gorsza :( indyk był twardy i smakował jak wygotowane mięso z rosołu. Ziemniaki bez zapieczonego sera to też nie to :-)

Dzień 9 Tworzę listę marzeń...

...ale w głowie, nie mam ochoty ich spisywać. Różne są, od banalnych i aktualnych pod tytułem masaż i przespana noc, po takie z gatunku, których spełnienia nie oczekuję, bo to są takie marzenia do pomarzenia :-)
Jakoś nie widzę związku tego zadania z minimalizmem czy prostym życiem...

Dzień 10 Opuszczam swoją strefę komfortu

Wybieram się z dziećmi na spotkanie "klubu mam".
Czy było warto... Nie wiem. Zrobiłam coś innego, coś nawet wbrew sobie. Co dało mi to wyjście, poza zmęczeniem i ubytkiem 20 zł w portfelu? Merytorycznie nic, jak napisałam na drugim bogu. Nikogo nie pozna…

Koniec lata

Jakoś tak mam jesienią, że robię się bardziej sentymentalna... Bardziej też dotykają mnie niektóre sprawy, częściej się wzruszam. Włączam stare płyty, odgrzebujemy jakieś antyczne starocie filmowe :-) Myślę o dawnych znajomych, choć od lat nie mamy kontaktu. Oglądam zdjęcia z młodosci ;P
Pojechałabym w góry... Ja, która wybitnym górołazem nie jestem i na obozie studenckim zawsze wybierałam najłatwiejsze trasy albo dyżur w kuchni. Piękne to były czasy... Wrzesień mi to wszystko przypomina. 



Zatęskniłam też za robótkami, bo marznę i postanowiłam coś zrobić na drutach albo szydełku, koniecznie z wełny, bo czapki wokół tylko akrylowe. Czas jest, bo od kiedy dzieci same zasypiają, wieczorne rytuały idą nam bardzo sprawnie i pojawił się nieznany nam dotąd czas dla rodziców po dwudziestej :-)


Ostatnio wspominaliśmy trochę lato.  Dla mnie osobiście bardziej relaksujące, niż rok temu, bo z niemowlęciem na ręku trudno mówić o jakimś sensownym wypoczynku... Brożek wtedy jeszcze nie chodził, więc o…